Upływa tak szybko. Jeszcze nie tak
dawno na okolicznych polach i w ogrodzie gościła zima.
W ostatni poście wspomniałam o
księżycu. Jego zmartwiona buźka zapowiadała deszcz. No i pada. Zieleń nabrała
szmaragdowej barwy a za płotkiem stoi obsypana kwieciem czereśnia. Cudowna
jest. Spoglądam na nią i myślę o spracowanych rękach
, które posadziły ją wiele lat temu. Rękach mojego nieżyjącego już teścia.
Spoglądam na marszczące się wody stawu nad którym tak lubił przesiadywać. Coś
odeszło, coś zostało. Nasz stryj
pieszczotliwie zwany dziadkiem, skończył 83 lata. Tak bardzo lubię z nim
rozmawiać. Nigdy na nic się nie skarży i każdy dzień wita z radością. Jest
wdzięczny losowi za to, że jeszcze jest, za deszcz, śnieg i pojedynczy promyk
słońca. Docenia czas, pewnie to przychodzi z wiekiem.
Ciekawe jak upływ czasu
wpływa na człowieka. Latka lecą a w duszy często wiosna.40, 50 i za chwilę,
może dwie, 60- tka. Spoglądam w lustro, widzę zmarszczki i myślę, że życie nie
szczędziło mi radości ale też i smutku. Jak każdemu z nas. Pogodzenie. To
najlepsza recepta na upływ czasu ale nie na życie. Pochwycenie swojego losu i
próba pokierowania nim jak najlepiej i pełniej. Można pozwolić nieść się życiu
ale czasem trzeba zawalczyć a przynajmniej próbować. Bywa, że los wyrywa ster z
ręki, człowiek miota się na wszystkie strony pragnąc przybić bezpiecznie do
przystani. Dla każdego z nas jest ona pewnie czym innym.
Lubię zapach mocniej
kawy o poranku. W całym domu panuje cisza, Lejka siedzi za moimi plecami i
ziewa. Śmieszny z niej piesek. Wystarczy, że nie ma mnie pół godziny a taszczy
na kanapę moje kapcie. Gdy nieobecność się przedłuża to z przekorą wkłada
miseczkę z wodą do miski z pokarmem a później udaje niewiniątko. Kiedy mąż
wraca z pracy psinka biegnie jak szalona w stronę bramy. Powitanie jest gorące
i w nagrodę może podjechać z wielką pompą pod dom.
Gajka rośnie i w
czerwcu skończy 2latka. Nasza wnuczka, wiecznie uśmiechnięty promyczek. Nie
widuję jej tak często jakbym chciała, cóż odległość robi swoje.
Jutro Was odwiedzę.
Dziękuję za komentarze i pamięć. A na deser wierszyk.
Sen
Noc zapadła ciemna , rechot żab
za oknem
Senność się zakrada cichutko na palcach
Wiatr gwiżdże żałośnie i snują się cienie
Zasypiam nie chcąc tej senności zwalczać.
W swoim śnie płynę wysoko w przestworza
Obłoki mnie wabią lekkością w przestrzeni
Słońce opromienia, lot ptaków swobodny
Jakże bym chciała w ptaka się
zamienić.
Wystarczyłby wtedy mały łyczek wody
Okruszyna chleba i promienie słońca
Zostawić za sobą to co w życiu
boli
Zachować beztroskę i śpiewać bez
końca.
Za oknem już świta, budzę się powoli
Kos przeciągle gwiżdże w plątaninie krzewów
Wstaje wczesny ranek , dzień przynosi nowy,
Dzień pełen nadziei, pełen
ptasich śpiewów.

