Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 31 maja 2012

Ach, te dzieci.


-Mamo, mamusiu głodny jestem!
- Ja też, ja też!
- A Marcin powiedział, że….
- Bo on rusza moje zeszyty, pałę przez niego dostanę!
- Zbuduj   z nami  mamusiu  te tory kolejki i jeszcze drzewka i domy.
- Pójdziesz ze mną na rowerek?
- Ludzie, ratunku, na pomoc, ocka mnie  sczypiom ( przy myciu włosów)!
- Masz mnie słuchać mały bo jestem  starszy!
- Mamo, on się nie słucha!
- Zburzył mi fortecę, zaraz go zleję!
- A ty kochasz Kasię!
- Wcale nie, głupi jesteś !
- Kochasz, kochasz Adek mi powiedział!

Patrzałam na moje dwa smyki  i myślałam; Ach, żeby tak już dorośli.
Mówisz i masz!
Patrzę teraz na moich synów i tęsknię do czasów kiedy byli mali.
Fajni z nich mężczyźni choć tak  różni ,tyle tylko, że dorośli za szybko jak dla mnie.
31 i 36 lat. Matko, jak ten czas leci.
Mają swoje życie i problemy, swoje radości i nadzieje. Radzą sobie tak jak potrafią najlepiej.
A ja? Wstyd powiedzieć ale jestem jak ta włoska mamma tyle tylko, że kamufluję się i to z dobrym skutkiem.
Daliśmy im to co mogliśmy, wychowaliśmy tak jak potrafiliśmy najlepiej. Dzieciństwo minęło, okres  ich dojrzewanie przeżyliśmy bez groźby zejścia na zawał.
Myślałam, że teraz to już poleci z górki i będzie po mnie.
A tu kuku. Wyskoczyła niespodzianka. Dosłownie.
W Dzień Dziecka nasza wnuczka Gaja skończy roczek. A we mnie wstąpiły rok temu nowe siły.
Babcia to nie mama ale kurza kostka, zabawa na medal.
Przypomniały mi się wszystkie bajeczki, wierszyki i piosenki. Mam dla kogo nucić ” Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga…”
Kiedy byłam w ciąży z drugim dzieckiem, byłam pewna, że urodzi się dziewczynka. Czasy były zgrzebne a ja w amoku kupowałam dziewczyńskie zabawki. Lalki, laleczki i pozytywki. Urodził się drugi syn. Jako, że jestem urodzoną optymistką odkładałam zabawki ze słowami: może kiedyś się przydadzą. I przydały się  po 31  latach. I niech kto powie, że nie jestem jasnowidzem!  Wprawdzie ze spóźnionym zapłonem ale zawsze!
Wesoły z tej naszej wnuczki duszek i co widać  bardzo charakterny.
We mnie się wdała jak nic.  Ma zadatki na niezłą zołzę.
Dzień Dziecka i urodziny Gajki. 
I znowu czuję się młodo, znowu mały człowieczek plącze się pod nogami.
Tym razem nie czekam tak niecierpliwie na to, żeby szybko dorosła. Ma czas.



wtorek, 29 maja 2012

Życie szkodzi a człowiek żyje?


Piękna pogoda nie opuszcza mojego regionu już od dłuższego czasu.
Postanowiłam wybrać  się na mały spacer. Ponieważ jestem uczulona na promienie słoneczne to wybrałam się odpowiednio ubrana. Tak mam niestety, nawet w największy upał muszę być okutana od stóp do głów albo chować się w cieniu.. Nieważne, humor mnie nie opuszczał, spacer był udany bo poszłam polnymi dróżkami. Cisza i spokój a do tego zielone pola .
W  powrotnej drodze  spotkałam znajomą i jej córeczkę. Znamy się dosyć luźno ale czasem, gdy nasze drogi się zbiegną - rozmawiamy. Tak było i tym razem.
Okazało się, że chcą jechać  do pobliskiego miasteczka. Znajoma zwróciła uwagę na mój ubiór . Dowiedziawszy się o przyczynie dla której byłam ubrana od stóp do głów  rzuciła:
-Powinna pani zrobić to co my. Skorzystać z solarium!
 My z Agnieszką robimy tak od 2 lat. Człowiek ma ładną karnację i przygotowuje ciało do kąpieli słonecznych przed nadejściem lata. Jedziemy do Bułgarii już odpowiednio opalone, przynajmniej nie poparzymy się na słońcu.
Aga świetnie wygląda, prawda?

Przyjrzałam się  i nie było mi do śmiechu. Dziewczynka ma około 8 lat, buzia rzeczywiście miała ciemną karnację tak jak u mamy.  U znajomej to mi nie przeszkadzało,  bo odkąd pamiętam zawsze była opalona, nawet zimą ale córeczkę pamiętałam jako blond aniołka o jasnej cerze.
Nie jestem zwolenniczką opalania w solarium a  dzieci   szczególnie.
Powiedziałam co o tym myślę ale znajoma zbytnio tym się nie przejęła.
- E, tam. Takie gadanie. Życie szkodzi a człowiek żyje.
Niech pani  żałuje, że nie widziała jej w białej komunijnej sukience!
Nie żałuję, bo pewnie też byłabym tak zła jak wtedy podczas spaceru.
Solarium ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. Dopóki opalanie w nim dotyczy dorosłych ludzi to jest OK. Każdy postępuje jak uważa ale w przypadku dzieci to powinien uważać co robi. Bo solarium nie jest obojętne dla zdrowia dziecka. Lekarze biją na alarm, bo coraz częściej do solarium wraz z mamami  trafiają ich małe córki. Jeśli właścicielka kieruje się tylko kasą to przyjmie i dziecko. Na szczęście jest sporo takich , które odmawiają ku oburzeniu rodziców. Polskie prawo nie ingeruje w takie zjawiska, podobnie jak  w przypadku karmienia dzieci śmieciowym jedzeniem.
Czy naprawdę jest  ważne to , że dziewczynka po takim zabiegu wygląda lepiej  w komunijnej sukience?
Nie przemawia do mnie argument, że  solarium zabezpiecza dziecko przed poparzeniem naturalnym słońcem kiedy smaży się  na plaży w Bułgarii  lub gdziekolwiek indziej. Potrzebny jest umiar a szczególnie w zażywaniu kąpieli słonecznych. No ale co ja tam wiem!
 Przecież „samo życie  szkodzi”, prawda?

niedziela, 27 maja 2012

Anioły są wśród nas


Nie, nie  te niebiańskie  z rozpiętymi skrzydłami. Nie te piękne i idealne istoty będące  doskonalszym wyobrażeniem nas samych. Nie , nie o nich będzie ten post.
Moje anioły mają czasem pooraną bruzdami twarz, spracowane ręce i są pełne ludzkich wad. Złoszczą się, przeklinają, mają swoje śmiesznostki i fobie. W niczym nie przypominają Istot wyższych a jednak  coś je łączy  z tymi niebiańskimi. Czynią Dobro.
Anioły mają twarz wolontariuszy pochylających się nad chorymi, dającymi im ciepło, życzliwość  i opiekę. Mają twarz miłosierdzia, współczucia i wybaczenia.  Czasem jest to twarz anonimowa co w dobie Internetu wcale nie dziwi.
To twarz chłopaka lub dziewczyny obejmujących drżącą postać  staruszki,
Przyjaciela który wspomaga ze wszystkich sił gdy dopada nas nieszczęście i kogoś kto znalazł się przypadkiem na naszej drodze w trudnej dla nas chwili.
Są przy nas oferując swoje serce i pomoc.
Świat się zmienia, mało co jest tym czym jest a człowiek  czuje się coraz bardziej samotny i zagubiony.
Zmieniają się czasy i obyczaje, coraz powszechniejsza jest obojętność i to ta najbardziej  doskwierająca, bo dotycząca rodziny. Ludzi, których kochamy, szanujemy , dzieci, rodziców, rodzeństwo. Odrzucenie budzi rozczarowanie, samotność i żal.
W każdym z nas  było  kiedyś dobro. Jeśli tylko nie zagubiliśmy go po drodze, jeśli tylko nie zapłaciliśmy za nie zbyt wysokiej ceny to nadal trwa. Może ukryte, może zawstydzone ale jest.
Na początku było Słowo. Słowa potrafią zdziałać cuda. Potrafią dać nam siłę, przywrócić chęć do życia. Słowo połączone z czynieniem dobra jest Wszystkim. Pewnie brzmi to naiwnie w dobie, kiedy mało co ma już znaczenie a drugi człowiek jest wart tyle ile ma na koncie.
Ale czy naprawdę jest z nami  aż tak źle?
Nie  do końca, bo jak pokazuje życie potrafimy okazać serce i troskę, odpowiadamy na apele o pomoc. Nie pozostajemy też obojętni na niedolę innych, często obcych nam ludzi.
Mówi się, że  tyle w nas człowieczeństwa ile okazujemy serca  drugiemu człowiekowi. Myślę, że człowiek –anioł jest  w każdym z nas. Czasem tylko o tym zapominamy i gubimy skrzydła.

Wszys­cy jes­teśmy aniołami z jed­nym skrzydłem: mo­żemy la­tać tyl­ko wte­dy, gdy obej­miemy dru­giego człowieka. 
Bruno Ferrero

czwartek, 24 maja 2012

Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle


Kto z nas nie pamięta tej kwestii ze „Stawki większej niż życie”?.
Chyba mało kto.
Zawsze zastanawiałam się jakie te kasztany są i dlaczego Zuzanna lubiła je tylko jesienią.
Otóż z tymi kasztanami jest tak jak z naszymi politykami.
Wszyscy o nich mówią, zastanawiają się jacy są naprawdę  i dlaczego są normalni tylko w czasie wyborów.
Prawda zaś jest taka, że tak jak nie ma kasztanów na Placu Pigalle, tak nie ma
u nas mądrych polityków. Zamiast kasztanów są na Pigallaku  domy uciech a u nas zamiast mądrych polityków mamy cyrk na Wiejskiej. W Paryżu panienki robią to w czym są najlepsze a lokatorzy na Wiejskiej niekoniecznie. No i biorą o wiele większa kasę. Nasza kasę! Z tego powodu Zuzanny mogą ich lubić przez całą kadencję. Ewentualnie cytując Hansa Klossa, mogą bryknąć mówiąc: nie z nami takie sztuczki. Niestety my bryknąć nie możemy chociaż utrzymujemy naszych rodzimych klaunów. Mało tego, traktują nas tak jakby nigdy nie potraktowali Zuzanny. Też seksualnie ale nie dbając o obopólną przyjemność i satysfakcję. Czyli mówiąc trywialnie pieprzą  wszystko a potem stawiają nas do kąta.
I kto by pomyślał, że Plac Pigalle i cyrk na Wiejskiej mogą łączyć kasztany?


wtorek, 22 maja 2012

Perypetii pacjenta ciąg dalszy


Nie, tym razem póki co nie będzie to post o moich kontaktach ze służbą zdrowia.
Rozleniwiona słońcem postanowiłam zerknąć do „Angory”. Słoneczko straciło blask i zapadłam w czerń.
Co roku 30.000tys pacjentów bierze udział w badaniach klinicznych nad nowymi lekami. Chorzy chwytają się każdej nadziei. Wielu z nich jednak nie ma pojęcia o tym, że bierze udział w Eksperymencie medycznym.
Wcale mnie to nie dziwi  jeśli klinika postępuje tak jak z mężem Pani Z. Przedstawiła choremu arkusz informacyjny w języku polskim i angielskim.
W wersji angielskiej pacjent jest informowany, że będzie poddany Testowanej nowej terapii . W przetłumaczonej część ta została pominięta a napisano,  że będzie poddany nowej metodzie terapii.
Pan Z się zgodził. Nie poinformowano go tylko, że za jego zgodę lekarz dostał 3500 euro od firmy farmaceutycznej + odpowiednie stawki za każdą sekwencje podawania leku. Uczciwość nakazywałaby podanie takiej informacji choremu.
Żona Pana Z złożyła doniesienie do prokuratury. Inspekcja wykazała wiele uchybień. Ciekawe co dalej?
Pamiętacie może głośną sprawę bezdomnych z Grudziądza?
W 2007roku w prywatnej przychodni testowano na nich szczepionkę przeciwko grypie. Zapomniano tylko im wspomnieć, że to szczepionka przeciwko PTASIEJ  grypie.
Zmarło 21 osób. Pracownicy przychodni stanęli przed sądem oskarżeni o „wykonywania zabiegów leczniczych bez zgody pacjentów, poświadczenia nieprawdy w dokumentach i niekorzystnego rozporządzenia mieniem sponsora badania klinicznego”. Nie oskarżono ich o narażenie zdrowia i życia bo biegli nie byli w stanie ustalić  jakie zgony bezdomnych  mogły być wynikiem podawania tej szczepionki. Proces ruszył w 2009 roku . Mamy 2012 rok a o ewentualnym wyroku cicho.
A teraz przypadek Pani Grażyny -
Chorowała na hipoglikemię. Gdy ataki nasiliły się , kobieta zgłosiła się do lekarza z profesorskim tytułem.  Pan profesor w prywatnym gabinecie zaproponował położenie pacjentki na oddziale i przeprowadzenie szerokiej diagnostyki. Pani Grażyna wyraziła zgodę. Wynik badań- zespół rakowiaka. Choroba ciężka i rzadko uleczalna.
Załamaną kobietę podbudowała wiadomość, że zostanie objęta nieodpłatnie niestandardowym leczeniem. Wyraziła zgodę.
Terapię określonym lekiem znosiła fatalnie. Został z niej cień człowieka. Na swoje skargi słyszała tylko –„tak ma być”.
Zdesperowana weszła na forum dla chorych na tę chorobę . Napisała do kliniki na Śląsku i została przyjęta. Po długiej diagnostyce słowa lekarki- nie ma i nigdy nie miała rakowiaka.
Wróciła do Poznania i zrezygnowała z leczenia. Podzieliła się swoimi przeżyciami  na forum. W odpowiedzi odebrała maila od znanego profesora z Warszawy. Ponieważ zajmował się takimi schorzeniami, zaprosił ją na bezpłatne badania. Diagnoza-rakowiak. Leczenie zalecono w Poznaniu. Dawkę leku zwiększono.
Wróciła i wznowiła terapię. Skutki uboczne stosowania leku były tragiczne. Na jej żądanie wykonano  w końcu scany - guza brak. Przeprowadzono otwarcie jamy brzucha, nic nie znaleziono więc wycięto przy okazji wyrostek robaczkowy.
W wypisie szpitalnym napisano – Zespół rakowiaka z wywiadu. Potwierdzono,
że pani Grażyna nie miała nigdy rakowiaka.
Lecząc się straciła pracę i pieniądze. Napisała doniesienie do prokuratury.
W międzyczasie była jeszcze diagnozowana w Szczecinie i w Gliwicach. Wyniki te same. Nie miała raka.
Wytoczyła proces o odszkodowanie. Jej przeciwnikiem procesowym została firma ubezpieczeniowa, w której był ubezpieczony od odpowiedzialności lekarz. Przed sądami staje sama we własnej sprawie. Duży błąd. Nie ma szans w starciu z korporacją.
Przegrywa. Sąd kieruje upierdliwą petentkę na badania psychiatryczne. To mnie nie dziwi, bo trzeba mieć pomieszanie zmysłów, żeby wierzyć w sprawiedliwość.
Okazuje się, że byłam w błędzie. Pani Grażyna jest zdrowa na umyśle.
Najlepsze jest to, że pani Grażyna wywiodła iż lek, który jej fundowano był objęty refundacją ale tylko w zakresie leczenia guza przysadki. Refundacja wygasła w 2008r i pani Grażyna podejrzewa, że wypróbowywano ten lek na jej schorzenie aby po to, aby był objęty refundacją przez kolejne lata przy leczeniu rakowiaka.
Wskazała, że firma farmaceutyczna produkująca lek, który jej podawano , została skazana w USA za łapówki i niezgodną z przeznaczeniem dystrybucję.
Nikogo to nie obchodzi bo polska „córka” firmy jest osobnym podmiotem. Pani Grażyna jest na przegranej pozycji. Służba zdrowia działa idealnie a lekarze nie są pazerni na wziątki z firm farmaceutycznych. Czepia się kobieta i tyle.
A to, że badania psychiatryczne wykazały, że jest zdrowa na umyśle  nie ma żadnego znaczenia. Powiązania pomiędzy lekarzami i firmami farmaceutycznymi  to na pewno tylko  jej imaginacja. I nie myślcie inaczej bo i Was wyślą na badania psychiatryczne.

Źródła: Angora, „Nie”

niedziela, 20 maja 2012

ŻABA


-Powitać sąsiadkę. A co  Hania tak nad tym stawem sterczy?
I po co tak wpatrywać się w wodę? Jeszcze urok na  Hanię rzuci!
- Żaby wypatruję sąsiedzie!
- A po cóż to Hani żaba?
- A bo taki jeden powiedział, że dziś żaba przemówi do mnie ludzkim głosem.
To wypatruję i czekam.
- Zawsze mówiłem, że z tymi uczonymi to tylko utrapienie. W bajki Hania wierzy czy co?
Może królewicza wypatruje?
- E, tam królewicza. Jak mi się jeden trafił to 37 lat się z nim męczę choć do żaby nie podobny.
A wszystko przez to sąsiedzie , że prezes Kaczyński powiedział o rezygnacji z protestów w czasie EURO.
- Co pani mówi, naprawdę?
- Nie wiem czy naprawdę ale są tacy co na to przysięgną. I tak myślę, że jak on gada ludzkim głosem to i żaba może!
- A Hania znów swoje!
I czego to się spodziewa usłyszeć, co?
Ko, ko, ko, ko Euro spoko sąsiedzie!
Czego sobie i Wam życzę!

czwartek, 17 maja 2012

"Lot nad kukułczym gniazdem"

Tytuł świetnego filmu  jest adekwatny do tego o czym piszę.
Coraz głośniej słychać o aferach i skandalach w radomskim Szpitalu Psychiatrycznym.
Praca personelu medycznego w tego typu placówkach należy do jednej z najtrudniejszych jakie znam.
Pacjenci z ciężkimi przypadłościami psychicznymi wymagają stałej kurateli i opieki.
Ich zachowanie podczas leczenia pozostaje zawsze zagadką bo leki działają różnie na różne osoby. Jedni się po nich wyciszają a inni wręcz przeciwnie.
Personel lekarski szybko podlega wypaleniu zawodowemu a jego rotacja jest
raczej trudna bo nie ma zbyt wielu lekarzy tej specjalności.
Praca jest silnie stresująca a bywa też ,że niebezpieczna. To jedna strona medalu.
Drugą jest sam pacjent i jego traktowanie w takich placówkach. Na ogół wszystko co niewłaściwe w tej materii pozostaje w czterech ścianach szpitala. Nawet jeśli rodzina wie o jakiś niedociągnięciach to siedzi cicho bojąc się, że chory trafi szybko do domu i będzie sama musiała borykać  się z jego chorobą i zachowaniem.

Lekarze w takich szpitalach często uważają się za bogów.
Oprócz sposobu leczenia to oni decydują jak traktowany jest chory i jak długo będzie przebywał na oddziale. Odpowiadają za pacjentów i powinni ich bacznie obserwować. 
Nie zawsze tak się dzieje.
Prawdziwa tragedia ma miejsce na oddziałach dla nieletnich.
Przykładem właśnie radomski szpital.
Dzieci miały wyznaczony czas na korzystanie z WC, kąpiele odbywały się w wyznaczone dni tygodnia. Zamiast zajęć terapeutycznych kazano im sprzątać budynek. Krnąbrnych pacjentów karano brakiem kontaktu z rodziną.
Sygnały o nieprawidłowościach były już wcześniej. Przeprowadzono kontrolę,
wskazano niedociągnięcia. Brak reakcji  Marszałka bo dyrektor szpitala sporządził raport o wykonaniu zaleceń pokontrolnych.
Nie trzeba było długo czekać na następny skandal. Gwałty na dzieciach.
Dyrektor placówki  nadal nie czuje się winny.

Mam przekonanie, że radomski szpital nie jest jedynym w którym zdarzają się takie rzeczy. Nawet mnie to nie dziwi bo w 2010r podobna sytuacja była w Stargardzie Szczecińskim na oddziale dla nieletnich.
Wielogodzinne stanie na baczność, bezpodstawne zamykanie pacjentów na wiele tygodni w izolatce, lodowaty prysznic za niesubordynacje, odwiedziny bliskich skrócone do 15 minut, dręczenie i zastraszanie dzieci.
Problem zgłosiły anonimowo do prokuratury osoby z personelu medycznego.
Te , które nie mogły pogodzić się z tym, co tam się działo.
Prokuratura umorzyła sprawę.
Takich zdarzeń nie da się niczym wytłumaczyć. Nie ma na nie usprawiedliwienia. System opieki nad psychicznie chorymi sam jest ciężko chory. Nie pomoże mu kroplówka a ostre cięcie chirurgiczne. Tylko lekarza, który by tego dokonał wciąż brak.

poniedziałek, 14 maja 2012

Co Pani taka przewrażliwiona!


Puk, puk.. Proszę!
Wchodzę do środka gabinetu. Za biurkiem siedzi Ona. Moja kartoteka leży zamknięta na niewielkim stosie innych.
Słyszę szorstkie
- co jest?
Pokazuję skierowanie od lekarza prowadzącego. Lekarka powtarza pytanie. Odpowiadam.
 Pada stwierdzenie:
- nie pytam Panią o diagnozę, od tego jest lekarz. Pytam jak Pani się czuje!
No, przepraszam ale na pytanie „ co jest”, mogłam odpowiedzieć- koniec świata!
Odpowiadam w miarę krótko i rzeczowo.
- Jakie leki pani bierze?
W swojej naiwności wymieniam wszystkie.
Lekarka - Pytam o podstawowe leki!
- Ale pani doktor te pozostałe są powiązane z chorobą  główną!
- O tym ja zadecyduję!
Kartoteka nadal nie otwarta.
Kiedy była ostatnia wizyta u lekarza prowadzącego?
Nie wiem po co pyta. Ma przecież przed sobą skierowanie.
Podaję termin.
-I co?
- Pani doktor wszystko jest w  kartotece. Wyniki  badań i opis lekarza też..
Prycha wyraźnie zniesmaczona. Kartoteka nietknięta.
-Pani powinna schudnąć i dietę trzymać a nie stękać!.
 Spokojnie  odpowiedziałam:
- Pani doktor, ja nie przyszłam do Pani z powodu nadwagi.Ona jest skutkiem ubocznym. Przecież Pani wie , że te wszystkie leki , które muszę zażywać powodują przyrost masy ciała i zatrzymują płyny w organizmie. Nie mogę przerwać leczenia tylko dlatego, że mam 8kg za dużo. Nadwaga nie jest moim największym problemem. Proszę zerknąć do kartoteki. Oprócz choroby podstawowej mam dodatkowo poważne problemy z nadciśnieniem. Miałam je nawet wtedy gdy ważyłam 55kg.
Prowadzę aktywny tryb życia, biorę leki  i przestrzegam diety. To wszystko co mogę zrobić. Teraz jest lepiej ale muszę unikać stresu.  Po za tym nie stękam, odpowiadam na Pani pytania!
- Niech mnie Pani nie poucza, Pani jest bezczelna, nie życzę sobie takich uwag!   Pani zapomina ,że to ja jestem lekarzem! Najlepiej całą winę zrzucić na leki!

Jestem z natury spokojna ale nie tym razem. Lekarka wytrąciła mnie z równowagi.
Nie była zainteresowana moją kartoteką ani mną. Na dodatek sprawiała wrażenie jakby szukała powodów do ciągłej sprzeczki. Wstałam z krzesła bo ta wizyta była bez sensu a czekałam na nią 3 miesiące.
Spoglądam na babkę, jej postać  mi się rozmywa, czuję uderzenie gorąca.
Rzuciła na mnie okiem i postanowiła sprawdzić ciśnienie.
190/120!
I stał się cud.
-Proszę się nie denerwować, ma Pani przy sobie lekarstwo?
Proszę zostać na leżance i wziąć tabletkę pod język.
No i sobie poleżałam. Lekarka zaczęła czytać kartotekę.
Po 20 minutach zmierzyła mi ciśnienie powtórnie.
160/90.
- No i po co tyle emocji, co pani taka przewrażliwiona?
Nawet nie skomentowałam tego pytania.Wyszłam z gabinetu bez słowa.
Przy odrobinie szczęścia nie spotkam  już nigdy pani doktor. Może następnym razem trafię lepiej. Zostaje jeszcze wizyta prywatna. Tylko po co płacę składkę zdrowotną?
Pani "doktor" kończąc studia i składając przysięgę Hipokratesa zapomniała o jednym.
Primum non nocere – po pierwsze nie szkodzić. I wcale nie chodzi mi tu o leczenie.

piątek, 11 maja 2012

Dużo zdrówka ministrze Arłukowicz!


Czym jest  choroba alzheimera i co robi z chorymi, wiedzą najlepiej chorzy i ich opiekunowie.
To nie tylko tragedia chorego ale całej jego rodziny. Obserwują jak z dnia na dzień ich bliscy zamieniają się w roślinki. Bezradność jest otępiająca i bolesna zarazem. To choroba tocząca się latami i niestety nieuleczalna. Jedyne co można zrobić to opóźnić jej skutki.
Mamy na rynku leki o takim działaniu. Szkopuł w tym, że majstrując przy refundacji, Ministerstwo Zdrowia strzeliło do chorych z grubej rury. Zrobiło coś, na co nie ma wytłumaczenia. Popełniło grzech zaniechania. Kolejny!
Jednym z takich leków o najskuteczniejszym działaniu są plastry. Pozwalają odciążyć układ pokarmowy chorego, który i tak już jest wymęczony lekami na  choroby towarzyszące. Pozwalają aplikować lek osobom z paranojami, które towarzyszą tej chorobie.
Sytuacja przedstawia się tak:
Plastry drastycznie podrożały.
Reporter RMF FM ustalił, że producent plastrów złożył w resorcie zdrowia wniosek o zmianę decyzji cenowej. Później przez prawie trzy miesiące czekał na odzew ze strony ministerstwa, ale żadna reakcja nie nastąpiła. I to mimo że do resortu trafiło w lutym i marcu jeszcze siedem oficjalnych pism w tej sprawie.
Koncern zaproponował również mechanizm dzielenia ryzyka, polegający na tym, że producent będzie zwracał do kasy NFZ różnicę między obecną a nową niższą ceną.
Resort zdrowia rozmów nie podjął. Wysokie ceny plastrów pozostały bez zmian.
Jaki tego skutek?
Ano taki, że chorzy na alzheimera przestają się leczyć.
Nie stać ich na taki wydatek. Ktoś powie - zdrowie najważniejsze. Zgoda pod warunkiem, że chory nie umrze śmiercią głodową.
Lekarze alarmują, chorzy są postawieni pod ścianą a  Ministerstwo Zdrowia nadal milczy!

Źródło: RMF24.pl

czwartek, 10 maja 2012

A mnie nie wstyd!


„Nie będę kibicował reprezentacji Polski. To nie jest moja drużyna, nie utożsamiam się z nią. Jest mi z tego powodu bardzo smutno, bo pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Ale wstyd mi, że kiedykolwiek grałem w reprezentacji Polski, w koszulce z orłem, która dziś jest profanowana”

Zawsze lubiłam oglądać mecze piłki nożnej. Oglądałam mecz na Wembley, Mistrzostwa Świata w RFN i Argentynie , IO w Montrealu.
Kibicowałam naszej drużynie ze wszystkich sił i byłam dumna z jej osiągnięć.
Deyna, Lubański, Gadocha, Lato, Szarmach, Gorgoń, Kmiecik, Szołtysik…Tomaszewski.
I to właśnie on swoją nieprzemyślaną wypowiedzią usiłuje mi  zabrać te cenne wspomnienia. Nie uda się Panie Janku bo oprócz Pana grali w niej ludzie przyzwoici .
Kibicować może Pan komu chce. Nie mój cyrk , nie moje małpy.
Może to nie jest drużyna naszych marzeń ale to jedyna jaką mamy. Jakoś nie słychać o młodych, porażających talentem następcach. Dlaczego tak jest? To już zupełnie inna historia.
Niestety dalsza część Pańskiej wypowiedzi  bardzo mnie poruszyła i powoduje to, że jestem równie zasmucona  tyle, że z innego powodu co Pan.
W minionych czasach miliony ludzi żyło i pracowało dla naszego kraju. Niedogodności systemu bardziej łączyły obywateli niż dzieliły.
Wszak jak powiada klasyk, byliśmy najweselszym barakiem Europy.
Ze łzami w oczach i radością w sercu słuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Orzełek  na piersiach zawodników, chociaż bez korony  budził dumę.
Jestem z innego pokolenia. Nas nikt nie dzielił na prawdziwych Polaków. Wszyscy nimi byliśmy i w radościach i w smutkach. Przełykaliśmy gorycz porażek bo i takie były ale nigdy nie wstydziliśmy się tego kim jesteśmy czy byliśmy.
Widocznie ma Pan powód do wstydu ale na pewno nie jest nim gra w reprezentacji Polski.
Raczej jest nim to, jakim człowiekiem stał się Pan po zakończeniu kariery.
Członkostwo w PRON-ie  chluby nie przynosi ale każdy ma prawo do błędu.
W Pis jest sporo przykładów osób z rozdwojeniem jaźni. Nie jest Pan jedyny.
Krytyka drużyny i trenera to prawo każdego z nas a więc i Pańskie.
Tyle tylko, że powinna ona być konstruktywna a nie personalna. Chce Pan wiedzieć czy Smuda jest Polakiem czy Niemcem. Jakie to ma znaczenie? Mógłby pochodzić z Wysp Bambuko. Liczyć będzie się efekt jego pracy.
Dlatego jakby nie było, to ja będę trzymała kciuki za nasza drużynę i jej trenera.
Za koszulkę z orzełkiem, która według Pana została sprofanowana. Może będę połykać łzy goryczy w przypadku porażki. Tego nie wiem.
Jedno wiem na pewno. Nie będę nigdy wstydziła się za to, co przeżywałam obserwując mecze naszej „Złotej jedenastki” . Myślę, że Pan również nie powinien.