Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 28 czerwca 2012

PROFESOR


Wpadła mi w ręce bytomska prasa. Ze zdjęcia spogląda na mnie twarz człowieka, którego szanuję i cenię. Niewidzianego od paru lat ale na zawsze mającego kącik w moim sercu.
Wiecie, że jestem Ślązaczką. Chodziłam do Liceum w Bytomiu –Bobrku. Nie ma już tej szkoły, teraz w jej murach jest podstawówka. Zawsze zastanawiałam się  co było powodem zesłania tego Człowieka o świetnym uniwersyteckim wykształceniu- doktoranta w mury mojej szkoły, która nie zajmowała najwyższych lokat w klasyfikacji.
Któregoś dnia do naszej klasy wszedł wysoki mężczyzna o surowej twarzy. Nowy nauczyciel historii.
Przywitaliśmy go chichotami ale szybko urwał je jednym spojrzeniem. Przedstawił się a później poprosił nas o to samo. Rozpoczęła się lekcja. Najcudowniejsze przeżycie jakiego wtedy doznałam. I tak było do matury. Nikt  nie potrafił mówić  tak o historii jak nasz Profesor. Siedzieliśmy jak przyspawani do stołków. Otworzył nam świat minionych wydarzeń jak nikt przed nim i myślę, nikt po nim.
Mój ukochany Profesor urodził się w Cieszynie. Kto mógłby przypuszczać, że kiedyś ja zamieszkam pod tym urokliwym miasteczkiem.
Ukończył LO im. Antoniego Osuchowskiego w Cieszynie i Uniwersytet Jagielloński.
Człowiek niezwykłej kultury. Uczniów traktował z lekkim dystansem ale przyjaźnie. Uwielbialiśmy jego maniery. Najgorszą karą dla nas było wypowiedziane ze smutkiem zdanie…. rozczarowałeś mnie, nie przyłożyłeś się do pracy. Traktował nas, kilkunastoletnich smarkaczy jak dorosłych i odpowiedzialnych ludzi. I tej odpowiedzialności od nas oczekiwał.
Ja opuściłam mój kochany Bytom ale Profesor  chociaż zamieszkał w Chorzowie sercem i duszą pozostał w moim mieście.
I jego zauroczył  Bytom, jest Prezesem Towarzystwa Miłośników Bytomia. I Honorowym Obywatelem tego miasta. Opublikował sporo książek o tematyce historycznej dotyczącej Śląska.
Jest dla tego regionu wielce zasłużoną Postacią. Nadal pracuje, pisze, ma wykłady na Uniwersytecie III Wieku.
Jest znawcą i pasjonatem historii chrześcijaństwa.
Cudowny Człowiek.
Patrzę teraz na jego fotografię z bytomskiej gazety. Z wiekiem twarz złagodniała, posiwiały włosy ale upływające lata nie zmieniły wyprostowanej, wysokiej postaci.
Wszyscy Jego wychowankowie wspominają Go ciepło jako nauczyciela. Na spotkaniu klasowym z okazji 25- lecia ukończenia szkoły znalazł dla nas czas.
Nie było dystansu ale pozostał szacunek i to wzajemny. Prywatnie także okazał się fantastycznym człowiekiem.
Panie Profesorze, kocham Pana.

środa, 27 czerwca 2012

Ania - pożegnanie.


Co można powiedzieć o kimś , kogo  nie poznało się w Realu?
Wydawałoby się, że niewiele. A jednak tak nie jest.
Anię poznałam przeszło rok temu. Polubiła moje wierszyki, rozśmieszały ją i poprawiały humor. Była częstym gościem na moim onetowym blogu.
Serdeczna, ciepła i z dużym poczuciem humoru. Nazywała mnie swoją Hanią Cudną. I tak było do samego końca.
Potem były telefony i skypa. Ostatnia rozmowa i obietnica rozmowy w sobotę. Niespełniona.
Pamiętam jakim szokiem była dla mnie i Jej przyjaciół wiadomość o chorobie.
Ania walczyła dzielnie, wspierana przez swoich komentatorów i blogerów.
Elizo moja miła. Nie starczy mi słów aby podziękować Tobie i innym życzliwym ludziom za to co zrobiliście dla Ani. Poznaliście Ją wcześniej ode mnie, łączyło Was coś bardzo szczególnego.
Tak bardzo sobie ceniła Wasze odruchy serca, mówiła mi o tym nie raz.
Byliście dla Niej tym czym deszcz dla spragnionej ziemi. Dawaliście siłę i radość. Do końca.
Nasza kochana Ania wczoraj odeszła. Spodziewaliśmy się tego ale nie tak
 i jeszcze nie teraz. Smutek, żal i bunt. Nie tylko to pozostawiła po sobie.
Został Jej blog i serdeczne wspomnienia o dobrym, ciepłym  Człowieku. Niewielu pozostało takich ludzi.
Aniu Kochana.
Cokolwiek bym nie napisała to i tak nie odda tego jak byłaś nam bliska.
Żegnaj Nasza Przyjaciółko. Jeśli spoglądasz na nas gdzieś tam z Niebios,
wiesz jaki smutek zasiało Twoje odejście. Serducho posyłam jak zawsze.
Twoja Hania Cudna.


Ptaki  już ucichły i wiatr ukrył  w lesie
Nie zagra  dla Ciebie  wesoła  muzyka
A  kiedy odeszłaś  zniknął  ślad na piachu,
I umilkł też  świerszczyk  co w kominku cykał.

Poszarzała  zieleń, ucichły  słowiki
I róże  powiędły w szklanych wazonach
Zostawiłaś smutek, bolesną   tęsknotę,
Szare barwy wokół, smutek w wielu domach.

Podążyłeś   drogą ku światłu w oddali
na nic plątanina innych dróżek losu
odnalazłaś  swoją gdzie ogromna cisza
jest pełna spokoju i nie słychać  głosów.

Za Tobą już mroki , troski i zmartwienia
Thanatos w objęciach lekko Cię kołysze
Wszystko przeminęło, wszystko się zdarzyło
Kiedyś się spotkamy, los historię pisze..


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Uwaga, inwigilacja!


- Dzień dobry pani Haniu. Coś pani rzadko ostatnio wychodzi. Nawet moja Henia chciała już do pani wpaść i sprawdzić czy wszystko w porządku.
- Dobrze, że nie przyszła bo i tak bym jej nie wpuściła.
No, co też Hania, przecież Henię zna!
-A bo ja wiem, sąsiedzie? Niby tak ale ostatnio coś mi się z głową porobiło i nikomu już nie wierzę. Śledzą mnie sąsiedzie, że strach.  ONI wszystko wiedzą i widzą.
-Jacy oni pani Hanko? Nachodzi ktoś sąsiadkę?
-A żeby sąsiad wiedział!
-No, pani Haneczko, to trzeba było powiedzieć wcześniej. Dopilnowałbym i jakby się jakiś napatoczył to kołkiem osikowym by zarobił. Już w tym moja głowa.
-Kołek nie pomoże sąsiedzie bo ONI są wszędzie!
Mam telefon komórkowy. Zawsze myślałam ,że służy do rozmów. Brzdęka, mam wiadomości. Zerkam a tam:
Zamów Internet już dziś
Granie na czekanie
Wyślij bezpłatny sms na numer
Weź udział w konkursie
Pobierz dzwonek disco polo za darmo
Darmowa sonda, komu kibicujesz?
Zobacz lokalizacje Twoich bliskich na mapie
Hallo, tu Radio Zet, informujemy, że numer……..może wygrać 10000zł
Szkoda słów sąsiedzie a to nie wszystko. Zresztą , niech sąsiad posłucha. Wchodzę na wujka Google i rzucam pytanie….
- Zaraz, zaraz sąsiadko, jak to na wujka? O ile wiem, to Hania wujka nie posiada a nawet jakby , to o co chodzi w tym wchodzeniu?
-Ale sąsiad drobiazgowy!. Komputer załączam a tam jest strona co Google się nazywa, żartem nazwana jest wujek Google. No więc wchodzę na tę stronę i szukam odpowiedzi na temat ubezpieczenia. Mam całą stronę odpowiedzi . Super. Zapominam o sprawie.
Popołudniu wchodzę na moją pocztę a tam sąsiedzie- reklama firmy ubezpieczeniowej.
Na drugi dzień chcę zobaczyć program na mojej platformie i proszę bardzo, jest.
W ciągu dnia dostaję 3 propozycję ofert na pocztę.
- A mówiłem  Hani żeby od polityki to się z daleka trzymała! Platforma ciągle oferty składa a nic z tego nie wynika. Faktycznie coś z główką Hani nie  teges.  
- Ale…,no dobrze. Zostawmy to. Szukałam kiedyś ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości nad morzem, ulotki leku i wiadomości o obliczeniu emerytury  i niech sąsiad zgadnie co się stało?
-Oferty sąsiadka na pocztę dostała!
-Bingo sąsiedzie! Mówię sąsiadowi, ONI  są wszędzie!
- A nie przyszło Hani do głowy, że to czysty przypadek?
Przypadkiem to w ciążę można zajść sąsiedzie.  Sąsiad komputer ma?
- A po co mi ta maszyna pani Haniu? I jak widać dzięki Bogu bo jakby moja Henia zaczęła pytać tego Gogola gdzie byłem jak mnie nie było, to dopiero by było!
-Googla sąsiedzie.
- jak zwał tak zwał, komputera nie mam, Henia mi odpowie na każde pytanie, ofert od niej nie usłyszę ale może to i dobrze.
-Wnuczek pewnie ma sąsiedzie. Też bezpieczny nie jest. Pewnie konta ma Facebooku czy NK?
-Nie znam. Jedyne jakie ma, to w mojej kieszeni sąsiadko. Lepsze jak w banku bo bez karty do bankomatu.
Ja Hani powiem tak. Niech Hania rzuci ten telefon i komputer. Jak chce coś wiedzieć to Henia jej powie a jak trzeba to i pokaże. Bez ofert  i na dodatek do prądu nie trzeba jej podłączać. Same zyski.  Tylko z tą inwigilacją to też może być kiepsko bo cholernica ma oczy dookoła głowy!

czwartek, 21 czerwca 2012

Nasze drogie Lato


-Witam sąsiedzie, święto dzisiaj mamy, początek lata ! Co sąsiad  ma taką  minę  jak Piekarski na mękach?
- Bo Pani Hanko, jak słyszę Lato,  to ciarki  mi po plecach chodzą.
Coraz droższe  to Lato, zadowolone z siebie, siedzi przyspawane do stołka i ludzi wkurza. Mało tego, to jeszcze  herosem w aferze podsłuchowej został  jak go nagrywali na tych taśmach wstydu. Kręcił, kręcił  i wykręcił się, Kręcina jedna.
Nowej siedziby PZPN  mu się zachciało. Za  50 milionów. Sodoma i Gomora,
pani Haniu, tyle pani powiem.
- Co, pan sąsiedzie? Ja nie o tym Lecie mówię. O porę roku mi chodzi.
- A, tam.  Lato jak lato, albo będzie albo nie a ten, o którym ja myślę, to już pewnikiem na zawsze z nami zostanie. Coraz bardziej tęgawy, za kołnierz nie wylewa.  Sam powiedział, że kto nie pije ten kabluje. On do końca życia kablem nie zostanie, zobaczy Hania. A słyszała sąsiadka  jaką kasę dostanie ?
Osiem milionów ! Pytam za co?
- No, sąsiedzie sam pan powiedział, że za to , że jest.
- Ja też jestem a nikt mi  kasy nie daje. Jeszcze mi płacić za to każą. Od kołyski po deskę grobową.
- Zaraz, zaraz sąsiedzie, przecież  Euro nam zorganizował, troszczy się o rozwój piłki kopanej, wizję i misję ma...
- Z tą jego  wizją i misją to jak z TVP pani Haneczko. Wszyscy o nich słyszeli a nikt ich nie widzi. Jeszcze abonament będą ściągać przez skarbówkę. To rozbój na prostej drodze!
- No, co pan sąsiedzie. Jak  teatr czasem puszczą czy  programy o życiu seksualnym Indian, to  jednak jakoś  człowiek  o kulturę zahaczy.
- Pani Hania to jak dziecko. Jak chcę  kultury liznąć to  na Sejm sobie przełączę.
 Tam to taka kultura jest, że jak to oglądam, to mi się misja podnosi.  220/100
Życie seksualne mnie nie obchodzi, ja tam z moją nie będę się bzykał w Andach. Zresztą swoje lata mam, to mi już tylko wspomnienia zostały.
- No, dobrze sąsiedzie ale ja nie o tym. O lecie miało być..
- Niech mnie Hania nie dobija. Lacie, lecie,  mnie tam wszystko jedno.
- Teraz będzie nowe rozdanie sąsiedzie, zmiany idą.
- He, he ,rozrywkowa z Hani kobitka. Wizjonerka jak czy co?
To niech Hania powie kiedy Lato odejdzie?
- A sąsiad znowu swoje. Normalnie, jak  co roku we wrześniu.
 Mucha nie siada!

wtorek, 19 czerwca 2012

Takie sobie rozważania czyli politycy dajcie nam spokój


Zbliża się 90 rocznica przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Jeszcze nie rozpoczęły się obchody a już zaczynają się POdchody.
Muzeum Śląskie w Bytomiu organizuje wystawę. Chciało zatytułować 
Górny Śląsk w ogniu - czas Powstań Śląskich.
I poszło o słowa „w ogniu”.
Senator Śmigielski z PO nie zgadza się na te słowa, bo rezerwuje je dla wojen a na Śląsku był tylko plebiscyt i powstania. Ręce opadają.
Dla przypomnienia panu  senatorowi -  „tylko” trzy powstania. Brało w nich udział kilkadziesiąt tysięcy ochotników. Nie tylko Ślązacy ale również ochotnicy z centralnej Polski i Wielkopolski. W jednej z najbardziej krwawych bitew pod  Górą św. Anny walczyli też  kadeci z Korpusu  Kadetów we Lwowie.
Powstania Śląskie przybierały także charakter wojny domowej. Walczył brat przeciwko bratu, ojciec przeciwko synom. Taka jest prawda i nie ma co udawać, że było inaczej.
Ja rozumiem, że były marszałek naszego województwa  ma nieco inne spojrzenie na tę kwestię ale po co wszystkim wokół uwidaczniać, że jest się historycznym laikiem? 
Z pewnymi rzeczami lepiej się nie obnosić.
Określenie „ w ogniu” , nie jest zarezerwowane tylko dla wojen. Odnosi się do każdego rodzaju walk.
No chyba, że do Powstańców strzelano  z proc  a 1,5 tys. z nich zginęło  nie unurzanych we własnej krwi ale w oślim mleku.
Nie wiem jak to się dzieje, że co który polityk chce prostować historię to daje ciała. Historii Śląska wyprostować się nie da. Jest pełna zakrętów i wybojów.  Jeśli  politycy chcą coś prostować to niech się wezmą za prostowanie bananów.
W historii krajów i regionów nie ma miejsca na proste Tak, proste Nie, tylko biel i tylko czerń. Panuje w niej cała gama szarości. Ból obok radości, krew i łzy obok wiwatów,
żal i zdrada obok zrozumienia, walki za , walki przeciw.

Żaden region kraju nie budzi tylu negatywnych emocji.  Dla jednych Śląsk to wyklęte miejsce, zamieszkałe przez ukrytą opcje niemiecką, dla innych przez oportunistów, wyrobników  i osobników o  inteligencji śledzia. Dla jeszcze innych przez wrogów polskości.
Rzadko kto nas pyta czym dla nas jest nasza mała Ojczyzna. Podobne pytania nie padają też pewnie i w Wielkopolsce, Małopolsce czy na Mazowszu ale tylko z jednego powodu. Ich polskość nie jest i nie była kwestionowana. To samo co nas , spotyka też Kaszubów.
Z podobnych przyczyn. Sławetny dziadek z Wermachtu do dziś ma się dobrze.
Dla większości z nas  Ślązaków , Śląsk jest wszystkim. Razem z jego bolesną i pogmatwaną historią i szarzyzną niegdyś pięknych miast. Patrzę na mój Bytom i serce mi pęka. Miasto rozpada się na moich oczach, pozostają tylko stare fotografie i wspomnienia. Przepadły  całe kwartały ulic i starych, pięknych kamieniczek.

90 rocznica przyłączenia Śląska do Polski nie obejdzie się bez zgrzytów. Politycy odstawią mowy, będą zapewne drobne przepychanki słowne podobne do tych senatorskich, na dzień, dwa o Śląsku zrobi się nieco głośniej.  Odezwą się panowie  z Ruchu Autonomii Śląska , ktoś znowu pogrzeje atmosferę kosmicznymi bzdurami lub kłamstwem. A potem umilkną fanfary, życie wróci do normy a tacy jak senator Śmigielski zajmą się  własnymi sprawami. I dobrze.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Niedziela na wesoło


Pogoda od rana była świetna. Postanowiliśmy zrobić mały wypad do Czech.
Samochodem oczywiście. Po przegranym meczu humor nam siadł na całego
ale życie toczy się nadal. Nic tak nie wpływa na poprawę humoru jak czeski język.
Wersja czesko-polska
Jedziemy sobie vozidlem po ceście (drodze), powolutku i zgodnie z przepisami bo pokuta (mandat) nam niepotrzebna. Mogliśmy się wprawdzie od czeskiego Cieszyna wybrać autobusem ale bałabym się o swoją powagę gdybym  usłyszała pytanie kontrolera biletów, skierowane do pasażerów z tyłu autobusu:
- Máte lístky v zadu?
To jednak wolę już samochód. Jazda była przyjemna , vozidlo  nam się nie poruchalo (zepsuło) bo prosto po przeglądzie.
Pozwiedzaliśmy to i owo i dostałam napadu (pomysł). Obiadek  w naszej ulubionej knajpce.
 Niestety nasza znajoma kelnerka była  momentální nepřítomná (chwilowo nieobecna) ale nic to. Ta druga też była super.Nie obrażajcie się na stwierdzenie kelnerki :  dobrou chuť. To "smacznego" i nie ma żadnego związku z naszym życiem seksualnym. 
 Amerycanske brambory już czekały. Dobrze, że czasy inwazji stonki ("mandolinka bramborova")  minęły.
Do kanibali się nie zaliczam ale z przyjemnością zamówiłam vepřové panenky  czyli polędwiczki wieprzowe i surówki. Lepsze to niż kuracie trupy z biskupem (kurczak z marketu z kuprem). 
Pamiętam jak śmiałam się do łez ilekroć teściowa przy obsprawianiu kurczaka wołała: 
Tylko biskupa odetnij!
Na deser zmrzlina (lody) i rozpustna kava(rozpuszczalna, żeby nie było). Zapachy były boskie.
Tak nawiasem przypominam : nie mówcie, że coś ładnie pachnie, bo możecie wpaść w tarapaty.
Pachne to po czesku Smród. Pod żadnym pozorem nie mówcie, że szukacie tylko hledate, bo zarobicie knokautový úder (cios nokautujacy).
Jeśli natura was przyciśnie to mówcie; hledamy zachoda.
Późnym wieczorkiem wróciliśmy do domu w zdecydowanie lepszych humorach.
A wiedzieliście, że Czechów rozśmiesza  polski napis Prasa? 
W języku naszych południowych sąsiadów prasa to ..świnie!

piątek, 15 czerwca 2012

Tak bym chciała być posłanką


Czekam niecierpliwie na kolejne wybory. Jak nic wystartuję.
A co, nie nadaję się ?
Obywatelstwo polskie ( choć ukryta opcja niemiecka), wiek stosowny, mądrość nie wymagana, doświadczenie w prowadzeniu polityki też jest,  wprawdzie na niwie małżeńskiej ale kto by na to zwracał uwagę. Potrafię podnieść rączkę do głosowania i nie ma znaczenia nad czym. Mogę robić za pajaca,  co wprawdzie nie  będzie mnie wyróżniało z tłumu innych posłów ale nie mam takich ambicji. Ot taki szaraczek do  zabawy z tabletem i przeglądania prasy w czasie obrad. Ewentualnie mogę dłubać w nosie, byle nie do kamery. Mogę obiecywać Wszystko i każdemu bo lubię i jestem pełna współczucia dla obywateli.
Studia posiadam bardzo męskie, zaprawę w zapadaniu się pod ziemię z racji zawodu też posiadam a nic tak nie nobilituje posła jak działanie w konspiracji.
Jak już mnie wybierzecie to nie o was nie zapomnę.
Gdzieś pomiędzy sauną, basenem i siłownią w Sejmie, na korcie tenisowym wynajmowanym przez Sejm i wychylając kielonka za wasze zdrowie w sejmowej knajpce, moje myśli byłyby z wami.
Wiadomo, że pensje posłów są cieniutkie jak makaron nitki ale czego się nie robi dla Kraju. Jak już bieda mnie dociśnie to poproszę ładnie o sejmową pożyczkę lub nisko oprocentowany kredyt na kupno 3 czy 10 mieszkania. Należy się jako psu buda. Zainwestuję w rozwój budownictwa, nie?
 Po trudach i hektolitrach potu wylanego w służbie Ojczyźnie,  w ramach kół zainteresowań, których jest w Sejmie sporo, pojechałabym do Kenii propagować sporty zimowe. Niech się rozwija przyjaźń między narodami.
Jeśli zdarzyłoby  się , że od nadmiaru pracy i wysiłku deczko zasłabnę, to karetka  już czekałaby  pod Sejmem i fruuuu zawiozła  gdzie trzeba. A tam  na spracowaną posłankę  dybałaby cała wierchuszka , komplet badań zrobionych bez wstrętu, ochoczo i bez kolejki . W końcu byłabym przedstawicielem Was, Moi Drodzy.
No i coś ,co bym  sobie ceniła jak należy. Immunitet!
Pomykając służbową limuzyną na zakupy (upss, miało być z wyborcami) , dociskając pedał gazu i  pokazując policji środkowy palec, moje myśli byłyby z uciskanymi kierowcami i pieszymi. Jeśli  kręgosłup by na to pozwolił, to nawet pochyliłabym się nad nimi z troską, byle nie za nisko.
Gdybym zdecydowała się wcześniej na męki służby dla waszego dobra, to trener Smuda nie miałby problemu z wyborem bramkarza. Żaden Tytoń czy Szczęsny. W bramce stałabym ja. Po treningach na boisku wynajmowanym przez Sejm i z moimi gabarytami , Czesi byliby  bez szans. Finał mielibyśmy w kieszeni.
Niestety zagapiłam się, Smuda ma zgryz a mnie przyjdzie  teraz długo poczekać. I na następne Euro i na dłubanie w nosie.
Trudno, jak mus to mus. Jakby co to pomożecie?

środa, 13 czerwca 2012

Nie wierzcie przesyłkom !


Nieźle rozbawił mnie news prasowy o Korze.
Biedna , odebrała przesyłkę z  60g konopi indyjskich. Przeprowadzono rewizję w jej domu i znaleziono 3g zioła. Winna jak diabli. I po co jej to było?
Przecież na przesyłce wyraźnie pisało: Ramona Sipowicz. Dla nie wtajemniczonych dodam, że to suczka Kory.
Co się stało z resztą specyfiku nie wiem i mogę się tylko domyślać.
Jak nic Ramona  machnęła ogonem z radości i zabrała się do konsumpcji. Biedna Kora załapała się na końcówkę trawki , ukryła ją przed psim nałogowcem a teraz przyjdzie jej beknąć.
Za chwilę głos zabiorą i całkiem słusznie obrońcy praw zwierząt. Nikt nie pytał Ramony czy chce nosić nazwisko przyjaciela Kory. Bez jej zgody przesyłka została odebrana przez osobę trzecią, naruszono tajemnicę danych osobowych Ramony podając je do wiadomości publicznej.  Biedna Kora w imię miłości do suczki raczej się nie wywinie a winowajczyni szczeka jej w nos i tarza w amoku w trawce.
Od dzisiaj  każda przesyłka zaadresowana do mojej Lejki będzie odrzucana z automatu. Licho wie, co ktoś może jej przysłać. 
Niby pedigree a okaże się, że ….
Nawet nie próbujcie tego numeru. Nic z tego. Własnej trawki ma pod dostatkiem, upaja się jej zapachem na okrągło. Nic dziwnego że taka zwariowana. Wniosek jest oczywisty. Teraz przyjdzie nam czekać na wizytę smutnych panów rodem z Jamesa Bonda. A trawka pachnie!

wtorek, 12 czerwca 2012

Koko, koko -"Daily Star"


Świat zwariował albo stanął na głowie. Lubię Anglików jako nację. Może to dziwne ale lubię ich stoicki spokój, szanuję Sherlocka Holmesa i kocham Elżbietę I (ewentualnie na odwrót) oraz  daję słowo, podziwiam Henryka VIII.
Dla niejednego z mężów jest niedoścignionym przykładem tego jak przywracać sobie męskość pozbawiając małżonkę głowy. I to zgodnie z prawem!
Teraz  moja opinia o rycerzach Albionu padła na glebę i kwiczy. A wszystko przez „Daily Star”. Nie wiem czego najarali się dziennikarze tej gazety, wpadając  oto na taki pomysł, że piosenka naszych „Jarzębin” to pochwała kokainy i zachęta młodzieży do jej używania. Przeczytali tekst i  w nielicznych zwojach mózgowych utworzył się  pewnie taki oto schemat:

Koko, koko (kokaina)- śpiew i sruuuu  w żyłę
co obrazuje cytat:
- wszyscy razem zaśpiewajmy, naszym doping dajmy!

Nie dosyć na tym.
Po takim dopingu to i zwidy się zdarzają bo:
- Orzełki biegajcie żwawo po murawie,
Zdobywajcie gole i będzie po sprawie.
Ci co bywali w ciągu po koce wiedzą , że orzełki biegające za piłką po murawie to zaledwie preludium doznań.
I na koniec.
Nikt bez używki nie uwierzy, że:
-Nie myśl sobie bracie, że rady nie damy
Nie kłopocz się siostro
My Euro wygramy.
Pogłówkowali dziennikarze, dodali dwa do dwóch i wyszła im pochwała ćpania.
Strach  przedstawić się imieniem Marycha czy zamówić tonę koksu. To dopiero „Daily Star” miałaby używanie!

niedziela, 10 czerwca 2012

Roztargnienie


-Witam pani Haniu, co pani taka zadumana?
Problem mam sąsiedzie no i wątpliwości mnie nękają.
- Co pani Hania znowu zmalowała?
A, tam znowu. Sąsiad to tak mówi jakbym codziennie wpadki miała.
Człowiekiem jestem, nie? A błądzić jest sprawą ludzką jak mawiają.
- No to niech Hania sobie ulży i powie co tym razem zbroiła.
Zaraz zbroiła! Roztargniona jestem sąsiedzie, panu się to nie zdarza?
- No, jak. Pewnie. Ostatni raz jak się z moją żeniłem.
Niech już pani Hania opowiada!
A bo to było sąsiedzie tak.
Rzadko wychodzę z domu, zasiedziałam się tak jakoś ale to lenistwa.
Nic tylko ogród i ogród. Jakoś do ludzi mnie nie ciągnie.
Mąż namówił mnie na wyjazd do miasteczka. No, dobrze. Poświęcę się , pomyślałam.
Jesteśmy w tym miasteczku, idziemy  spacerkiem i nagle zobaczyłam kieckę. Sąsiad chłop to nie rozumie ale to była miłość od pierwszego wejrzenia.
Stałam przed tą wystawą i stałam, gapiłam się dobrą chwilę i zadecydowałam. Kiecka MUSI być moja. Bez odwołania. Ruszyłam przed siebie , wzięłam męża pod ramię i wytoczyłam cały arsenał argumentów dlaczego kieckę tę powinnam mieć i lekkim słowem rzuciłam parę propozycji spędzenia miłych chwil kiedy już będę w nią ubrana lub wręcz przeciwnie.
-Też mi nowina. Moja żona co jakiś czas wyprawia takie sztuczki a ja głupi daję się na to nabrać. I co mąż na to?
No właśnie sąsiedzie- nic. Szedł ze mną, słowem się nie odezwał. Trochę mnie to zmartwiło, popatrzałam na niego i….
- No?
Obcego faceta trzymałam pod rękę, sąsiedzie! Mój mąż stał parę metrów od nas i śmiał się całą gębą. Myślałam, że szlag mnie trafi!
- No co też Hania , swojego męża nie poznała?
Widzi sąsiad, tak byłam zajęta tym oglądaniem kiecki, że nie zauważyłam jak mąż  poszedł sobie dalej. Złapałam co miałam pod ręką czyli obcego faceta, przyczepiłam się  do niego jak pijawka i składałam mu wielce nieprzyzwoite propozycje. Pewnie  trochę się  zdziwił  ale nie protestował. Musiał mieć niezły ubaw. Szarmancko podprowadził mnie do mojego kontraktowanego  i powiedział:
-Pan kupi żonie tę kieckę. Po tym co  obiecywała w geście wdzięczności, sam bym ją kupił i jeszcze buciki dorzucił.
I co?
-Jajco sąsiedzie! Kieckę dostałam, buciki też, nawet na waciki fundusze się znalazły ale nie wiem dlaczego mąż już ze mną do miasteczka nie chce jeździć.
Domator się z niego zrobił. Nic tylko ogród i ogród. Do ludzi go nie ciągnie.

piątek, 8 czerwca 2012

A mówią, że tytoń szkodzi!


Szkodzi, szkodzi ale nie ten. Nasz Tytoń to gatunek oskrzydlony, ozdobny, co udowodnił broniąc  karnego.
Klasyk powiedział, że prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają a po tym jak kończą. Nie wnikam co miał na myśli ale facet  jest wizjonerem.
Bo początek był całkiem , całkiem a końcówka cieniutka .
Robert Lewandowski zrobił to co każdy facet potrafi jak buzują hormony. Strzelił gola. Następną okazję przegapił Perquis. Udało mu się nie trafić do bramki no ale co się dziwić. Perquis jest jeden a bramki są dwie. Mógł się pogubić chłopina.
Zeus jak nic obraził się na Greków i walnął piorunem z Olimpu. W postaci hiszpańskiego sędziego. I po co było Sokratesowi sprowadzać Murawskiego do parteru? To nie Ksantypa ! Czerwona kartka dla Greka.
W drugiej połowie gdy nasi piłkarze urządzili sobie spacerek  a Zeus zajął się Herą, Wojownicy z Hellady  wlepili nam do pustej bramki gola.
Na tym nie koniec. Szczęsnego już całkiem opuściło szczęście za to poniosły nerwy. Rzut karny dla Greków i …tutaj pojawia się nasz oskrzydlony Tytoń.
Obronił karnego chłopak ku uldze nas wszystkich.
Jakie mam wrażenia?
Takie jak Leszek Miller mówiący o prawdziwych mężczyznach.
Duży niedosyt, trochę rozczarowania i spora dawka ulgi, że to już koniec.
Mecz pokazał niezbyt dobre zgranie drużyny, nie najlepszą kondycję fizyczną
i dosyć zachowawcze zachowanie trenera Smudy.
Jakby nie było, nie dam sobie wmówić, że Tytoń szkodzi. Mało tego, zaciągnęłam się jego obroną bramki aż po same pięty.
I niech mi nikt nie mówi-„nie rób z siebie Greka”. Niby dlaczego?
Przecież ja się wcale nie znam na piłce nożnej.

wtorek, 5 czerwca 2012

Jak przetrwać Euro i nie zwariować.


Po powrocie do domu odpaliłam komputerek i ….nic. Brak netu.
W pierwszej chwili pomyślałam, że ulotnił się na treningi naszych piłkarzy ale przyczyna była bardziej prozaiczna. Burza.

Zawsze zastanawiałam się co w jest takiego w piłce nożnej, że panowie mają na jej punkcie bzika a kobiety wręcz przeciwnie.

Teraz wiem.
Okrągły przedmiot pożądania, kopany z zaciętością i zaangażowaniem jest dla panów wszystkim. Mogą się znowu poczuć herosami i młodzieniaszkami, których rozpiera energia. Ta sama , która ulatnia się na słowa ’trzeba wyrzucić śmieci”!
Mogą zasiąść przy telewizorze ściskając namiętnie pilota w dłoni. Z taką namiętnością o jakiej żony w stosunku do swojej osoby mogą tylko pomarzyć.
Panowie smakują zimne piwko w oszronionym kufelku delektując się każdym łykiem. O delektowaniu się obecnością żony, nie ma mowy.
No i ten posmak rywalizacji! To jest to!
Emocje górują, panowie będą kląć jak szewc a czasem z nagła obdarzać zdumione połowice chwilowymi karesami. W końcu jak nasi strzelą gola to dlaczego nie? W takiej sytuacji to nawet żona czy dziewczyna godna jest ludzkich odruchów. Niech ma!
Jedenastka facetów w krótkich spodenkach i mały okrągły przedmiot, za którym uganiają się bez opamiętania. Tylko po to żeby oddać ją do bramki przeciwnika. I tu czasem występuje zgodność. Niektórzy panowie chętnie oddaliby rywalowi swoją połowicę , za którą też niegdyś się uganiali.
Nawet bez Mistrzostw Europy. Dobrowolnie i z uczuciem wdzięczności.
Oprócz piłkarzy na boisku króluje sędzia. To dopiero obiekt uczuć wszelakich.
Od miłości do nienawiści. Istny dyrygent emocji. To nie do wiary jaką ten facet posiada moc. Wszyscy grają jak zagwiżdże i na dodatek pokazuje żółte i czerwone kartki. No, kurza kostka jak ja pokazuję takie kartki mężowi to jakoś go nie rusza. A ten proszę, gwiżdże i ma!
Tak niewiele zostało naszym menom z życia.
Praca nie przypominająca polowania na mamuty, swarliwe małżonki, których nie można zawlec za włosy do jaskini, pyskate dzieci siedzące na głowie.
Wykażę się dużą dozą zrozumienia. Będę a jakoby mnie nie było. Żadnych oczekiwań, marudzenia i dopominania się o swoje. Nawet Lejka będzie miała zakaz szczekania. Niech to będzie mój czas dobroci dla płci męskiej. A, co! Stać mnie na taki gest!
Pokibicuję naszym w domowej strefie kibica ale mam też plan awaryjny.
Zajmę się tym co lubię najbardziej czyli sobą. Tym na co nie mam czasu  i co odwlekałam na „wieczne później”. Swoją „niewątpliwą” urodą, nie mniej „niewątpliwym” intelektem i zdrowymi zmysłami , które jeszcze posiadam. Jedyna okazja by zrobić to z czystym sumieniem.
Zauważyliście jak dużo wspólnego na piłka nożna ze związkiem?
Obrona, atak, strzał samobójczy do własnej bramki , czerwona kartka, spalony no  i karny. Ale o tym kiedy indziej!

piątek, 1 czerwca 2012

Drogie dzieci!


Ten Dzień jest dla Dzieci wyjątkowy. Stąd drugi post.Niezbyt optymistyczny ale takie jest właśnie życie.
Biedne maleństwo. Ledwo przyjdzie na świat a już spoczywa na nim obowiązek. Wprawdzie perspektywiczny ale jednak. Jest gwarancją   dostania przez kogoś emerytury.
Jeszcze w powijakach a już jest ciężarem dla państwa. No, bo  potrzebny jest żłobek, potem przedszkole a wreszcie szkoły.
Jak jest ze żłobkami i przedszkolami wiedzą najlepiej rodzice odbijający się od ściany z napisem: miejsc brak.
Ich wina, no i dzieciaka oczywiście. Tłumaczą się głupio, że chcą zapewnić dziecku normalny rozwój wśród rówieśników, ledwo wystarcza im na życie i muszą oboje pracować. Akurat. Jak są tacy niezaradni życiowo to niech zjedzą talerz ryżu na sucho  i niech wreszcie przestaną marudzić. W Kongo mają gorzej!
Ceny pobytu w przedszkolu rosną a szkoła też nie jest tania. Ciągłe zmiany horrendalnie drogich podręczników, ciuszki obciążone VAT, opłaty , dojazdy, itd. Nie wszyscy rodzice mogą posłać pociechy  do prywatnych szkół nawet kosztem dużych wyrzeczeń.
Powiedziałabym, że coraz mniej rodziców na to stać.
Jeśli na domiar złego maluszek urodzi się chory  to wtedy dopiero jest” drogi”.
I nie chodzi tutaj o uczucia, bo tych mu nie brak ze strony kochających rodziców.
Staje się „drogi” bo wymaga dodatkowych nakładów i umówmy się są to nakłady niemałe. Państwo robi „coś tam, coś tam”, rodzice  obarczeni są całą resztą. Coś do powiedzenia mają tu opiekunowie niepełnosprawnych dzieci.
Problem w tym, że mało kto ich słucha a jeśli nawet to powiedzmy szczerze , nie słyszy.
Rehabilitacja kosztuje krocie, jest  trudno dostępna bo reglamentowana. Przy zawirowaniach z listami leków refundowanych ginie mały obywatel. Jego wina. Było urodzić się zdrowym a nie obciążać Państwa, które ma ważniejsze wydatki.
Rośnie sobie taki maluch nie mając pojęcia jakim jest ciężarem dla fiskusa. Nic tylko bierze i bierze a nie daje nic. Miną lata zanim dołoży coś do państwowej kasy.
„Drogie” dzieci w Dniu Waszego Święta państwo pochyla się nad Wami i Waszymi rodzicami. Życzy Wam Zdrowia, minimum edukacji i długoletniej pracy
nie pozostającej w sferze marzeń. Chociaż Państwo Was kocha to musicie pamiętać o tym, ma ważniejsze sprawy od dbania o Wasz rozwój i zdrowie.
Nie jesteście pępkiem świata.
Wydatki na misje wojskowe, centra handlowe zwolnione z podatków, kościół, milionowe odprawy dla prezesów i armii urzędników.
Same rozumiecie. Żadnych oczekiwań. Musicie pamiętać o tym, że są ważniejsze sprawy niż Wasze.
Wszystkiego dobrego „drogie” dzieci.