Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Niedziela na wesoło


Pogoda od rana była świetna. Postanowiliśmy zrobić mały wypad do Czech.
Samochodem oczywiście. Po przegranym meczu humor nam siadł na całego
ale życie toczy się nadal. Nic tak nie wpływa na poprawę humoru jak czeski język.
Wersja czesko-polska
Jedziemy sobie vozidlem po ceście (drodze), powolutku i zgodnie z przepisami bo pokuta (mandat) nam niepotrzebna. Mogliśmy się wprawdzie od czeskiego Cieszyna wybrać autobusem ale bałabym się o swoją powagę gdybym  usłyszała pytanie kontrolera biletów, skierowane do pasażerów z tyłu autobusu:
- Máte lístky v zadu?
To jednak wolę już samochód. Jazda była przyjemna , vozidlo  nam się nie poruchalo (zepsuło) bo prosto po przeglądzie.
Pozwiedzaliśmy to i owo i dostałam napadu (pomysł). Obiadek  w naszej ulubionej knajpce.
 Niestety nasza znajoma kelnerka była  momentální nepřítomná (chwilowo nieobecna) ale nic to. Ta druga też była super.Nie obrażajcie się na stwierdzenie kelnerki :  dobrou chuť. To "smacznego" i nie ma żadnego związku z naszym życiem seksualnym. 
 Amerycanske brambory już czekały. Dobrze, że czasy inwazji stonki ("mandolinka bramborova")  minęły.
Do kanibali się nie zaliczam ale z przyjemnością zamówiłam vepřové panenky  czyli polędwiczki wieprzowe i surówki. Lepsze to niż kuracie trupy z biskupem (kurczak z marketu z kuprem). 
Pamiętam jak śmiałam się do łez ilekroć teściowa przy obsprawianiu kurczaka wołała: 
Tylko biskupa odetnij!
Na deser zmrzlina (lody) i rozpustna kava(rozpuszczalna, żeby nie było). Zapachy były boskie.
Tak nawiasem przypominam : nie mówcie, że coś ładnie pachnie, bo możecie wpaść w tarapaty.
Pachne to po czesku Smród. Pod żadnym pozorem nie mówcie, że szukacie tylko hledate, bo zarobicie knokautový úder (cios nokautujacy).
Jeśli natura was przyciśnie to mówcie; hledamy zachoda.
Późnym wieczorkiem wróciliśmy do domu w zdecydowanie lepszych humorach.
A wiedzieliście, że Czechów rozśmiesza  polski napis Prasa? 
W języku naszych południowych sąsiadów prasa to ..świnie!

21 komentarzy:

  1. Witaj
    Byłam tam wiele lat temu i nie kochano nas wtedy :( nadal w czeskim Cieszynie Polaków się nie "trawi".
    Miłego tygodnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w Czechach :) Tak, z pewnych rzeczy można się nieźle uśmiać :) A o meczu,lepiej nie gadać... Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W głowach z dobrobytu się Wam przewraca. Za granicę na obiad? Co to się dzieje z tym narodem? :-)))* :-)))*

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w Pradze na 2 tygodniowej wycieczce. Po tygodniu mówiłam po czesku-:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. czeski język jest naprawdę super śmieszny:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam w Czechach. Wieczorem, gdy wracaliśmy, ciągle wplatałam czeskie słowa w czasie rozmowy. "Zaraźliwy" język:)))
    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt, że zestawienie tych dwóch języków bywa rozbrajające i dla Polaków i dla Czechów. Można się uśmiać momentami.

    OdpowiedzUsuń
  8. ...do łez mnie bawi język czeski...i nie tylko ze względu na ichne słówka, ale ten akcent...no, boki zrywać :)

    Serdeczności zasyłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i zapomniałam...
      Ad. czeskiego tłumaczenia naszego "prasa", cóż... trafiony zatopiony:)

      Usuń
  9. No no, nie wiedzialam, ze z Pani taka poliglotka! ;)
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście przy mieszance naszych języków można się i uśmiać i w kłopotliwej sytuacji znaleźć. Osobiście bardzo lubię czeski język, jest bardzo melodyjny i jednak podobny do naszego:-)
    pozdrawiam serdecznie. Grzegorz

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze, ale to zawsze rechotam ( teraz też na samą myśl), gdy słyszę tłumaczenie słowa batman tj. netopelek. Mój kolega w bardzo dawnych czasach ogłada film Terminator i zapamiętał taki oto krótki dialog:
    - Pane Terminatore, ne zabijajte mnie
    - To se nie da
    Nie wiem ,czy ja dobrze to zapisałam, ale tak to mniej więcej brzmiało.
    Pozdrawiam, jeszcze raz Haniu dziękuję za wieści.

    OdpowiedzUsuń
  12. :))) nie wiedziałam :)))) a co zatem znaczy szukac?

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętam jak wiele razy nasze kabarety miały z tego temat ,można sie było popłakać ze śmiechu .

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój znajomy będąc w Czechach zamówił kurczaka. Znał czeski tak jak ja, czyli wcale. Kelnerka się zapytała, czy "z bramborami", na co on odpowiedział: "może być z bramborami, byle bez ziemniaków".
    To jednak nic w porównaniu do innego znajomego (podobno, bo ja go nie kojarzę, ale moi przyjaciele mi mówią, że muszę go znać i na pewno go znam, więc jak mus, to mus, niech będzie, że znajomy), który kupował rower (po ichniemu "kolo"). Wytłumaczył palcem, co chce kupić, ekspedientka się spytała:
    -Kolo?
    Na to on:
    -Ne, ne kolo..., dwa kola, rama, cały rower...
    Ekspedientka przyprowadziła więc z zaplecza dwa rowery, na co on zaczął panikować, że chce tylko jeden. No i od nowa:
    -Kolo???
    -Ne, ne kolo, cały rower, mówiłem już....

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki Haniu za ten edukacyjno - humorystyczny wpis:))) Będę o tym pamiętać w przypadku podróżowania po Czechach:)
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie, :) miałaś wesołą i sympatyczną niedzielę.Język czeski,jest dobry na smutaski, chociażby po meczowe.Ponoć oni tak samo śmieją się z naszego :))mnie podoba się chociażby zając - po czesku :))i wiele innych :)) Pozdrawiam wieczorowo B.

    OdpowiedzUsuń
  17. Super post :)) U mnie zawsze uśmiech wywołuje vlak (idealnie pasuje do naszych wlokących się pociągów) i chlapaci kolo (czyli rower wodny) :))))

    OdpowiedzUsuń
  18. witaj Haniu... czeski język jest super, podobnie słowacki :) i właśnie na Słowacji zaliczyłam wpadkę z tym szukaniem... staliśmy z mężem w kolejce w markecie, on stwierdził, że pójdzie na papierosa a ja na cały głos: "gdzie ja cię będę szukać?" !!!! miny słowackich kolejkowiczów - bezcenne... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też byłam w Czechach :) Lata świetlne temu :) Bardzo lubię Czechów i ich mentalność- nie sposób się na Nich gniewać- nawet po sobocie :)

    Pozdrowienia Hanno:)

    OdpowiedzUsuń
  20. A mnie bardzo smakowały "samotne chranulki" (frytki bez dodatków) oraz "zupa czesankowa" (zupa czosnkowa, podobna do naszego rosołku, ale zamiast makaronu-naleśniki pocięte w pasy i z dużą ilością czosnku) PYCHA!
    Pamiętam także jak mój wówczas 7 letni syn robił z czeskimi dziećmi "otoczku" (obrót wokół własnej osi), no i niezapomniane "chatki" (domki kempingowe). Pamiętam też jak przygodnie spotkani polacy w Słowacji poczęstowałi mojego męża rumem tuzemskim prosto z butelki a na zapitkę coca-cola. No i co tu dużo mówić. Przez tydzień pobytu w Czechach i Slowacji z przeróżnymi atrakcjami, noclegami, smacznym jedzonkiem (moje ulubione knedliki) wydaliśmy tyle samo kasy co w jeden dzień w Wieliczce.
    Promyki ślę i czekam na kolejne wpisy :-)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń