Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 28 czerwca 2012

PROFESOR


Wpadła mi w ręce bytomska prasa. Ze zdjęcia spogląda na mnie twarz człowieka, którego szanuję i cenię. Niewidzianego od paru lat ale na zawsze mającego kącik w moim sercu.
Wiecie, że jestem Ślązaczką. Chodziłam do Liceum w Bytomiu –Bobrku. Nie ma już tej szkoły, teraz w jej murach jest podstawówka. Zawsze zastanawiałam się  co było powodem zesłania tego Człowieka o świetnym uniwersyteckim wykształceniu- doktoranta w mury mojej szkoły, która nie zajmowała najwyższych lokat w klasyfikacji.
Któregoś dnia do naszej klasy wszedł wysoki mężczyzna o surowej twarzy. Nowy nauczyciel historii.
Przywitaliśmy go chichotami ale szybko urwał je jednym spojrzeniem. Przedstawił się a później poprosił nas o to samo. Rozpoczęła się lekcja. Najcudowniejsze przeżycie jakiego wtedy doznałam. I tak było do matury. Nikt  nie potrafił mówić  tak o historii jak nasz Profesor. Siedzieliśmy jak przyspawani do stołków. Otworzył nam świat minionych wydarzeń jak nikt przed nim i myślę, nikt po nim.
Mój ukochany Profesor urodził się w Cieszynie. Kto mógłby przypuszczać, że kiedyś ja zamieszkam pod tym urokliwym miasteczkiem.
Ukończył LO im. Antoniego Osuchowskiego w Cieszynie i Uniwersytet Jagielloński.
Człowiek niezwykłej kultury. Uczniów traktował z lekkim dystansem ale przyjaźnie. Uwielbialiśmy jego maniery. Najgorszą karą dla nas było wypowiedziane ze smutkiem zdanie…. rozczarowałeś mnie, nie przyłożyłeś się do pracy. Traktował nas, kilkunastoletnich smarkaczy jak dorosłych i odpowiedzialnych ludzi. I tej odpowiedzialności od nas oczekiwał.
Ja opuściłam mój kochany Bytom ale Profesor  chociaż zamieszkał w Chorzowie sercem i duszą pozostał w moim mieście.
I jego zauroczył  Bytom, jest Prezesem Towarzystwa Miłośników Bytomia. I Honorowym Obywatelem tego miasta. Opublikował sporo książek o tematyce historycznej dotyczącej Śląska.
Jest dla tego regionu wielce zasłużoną Postacią. Nadal pracuje, pisze, ma wykłady na Uniwersytecie III Wieku.
Jest znawcą i pasjonatem historii chrześcijaństwa.
Cudowny Człowiek.
Patrzę teraz na jego fotografię z bytomskiej gazety. Z wiekiem twarz złagodniała, posiwiały włosy ale upływające lata nie zmieniły wyprostowanej, wysokiej postaci.
Wszyscy Jego wychowankowie wspominają Go ciepło jako nauczyciela. Na spotkaniu klasowym z okazji 25- lecia ukończenia szkoły znalazł dla nas czas.
Nie było dystansu ale pozostał szacunek i to wzajemny. Prywatnie także okazał się fantastycznym człowiekiem.
Panie Profesorze, kocham Pana.

24 komentarze:

  1. To wspaniałe mieć takie niezatarte wspomnienia. Też miałam ukochaną Profesorkę w liceum. Wszyscy ją szanowali i poważali. Człowiek wielkiego serca. Niestety trzy lata temu odeszła na zawsze. Pozostała na zawsze w moim sercu.
    Ściskamy serdecznie kochana Hanno:-*) Barbara & Sylen

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam takiego profesora ze studiów - ogromna wiedza, intelekt i klasa. Mimo powściągliwości i dystansu na zajęciach, dał się zaprosić do kawiarni po egzaminie na luźną rozmowę. Prywatnie sympatyczny człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najlepiej się pamięta tych profesorów, którzy nas najbardziej cisnęli ;)

      Usuń
  3. Czasami spotyka się w życiu Nauczycieli przez duże N.
    Pięknie o nim piszesz...
    Widocznie był tego wart.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieplutko przekazałaś wspomnienia :)Zachowałaś te najmilsze pewnie.Też miałam ulubioną profesorkę lecz od J.Polskiego :))Chociaż była okropną jędzą i nikt jej nie lubił.) ( dawała niezły popis gdy ktoś nie był przygotowany.Miłego wieczorku :))

    OdpowiedzUsuń
  5. I to są właśnie prawdziwe Autorytety. Dzisiaj takich coraz mniej. Młodzi ludzie nie mając na kim się wzorować, stawiają sobie za wzór celebrytów i jednodniowe gwiazdki. Nie generalizuję, ale to smutna prawda...
    Pozdrawiam Haniu serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam takiego ukochanego profesora - prawdziwego, nie tytularnego. To był mój śp. promotor na studiach. Erudyta wielkiej klasy, autorytet w swojej dziedzinie, człowiek ekscentryczny i nieznośnie nieobojętny - można było go tylko kochać lub nienawidzić. Większość się go bała i nienawidziła. Ja - kochałam do nieprzytomności. Byłam też jego ulubioną studentką. W rok po mojej obronie zmarł i po dzień dzisiejszy, ile razy jestem na cmentarzu, tyle razy odwiedzam jego grób i rozmawiam sobie z nim o tym i o owym...

    OdpowiedzUsuń
  7. Hanno, zazdroszczę Ci nauczyciela historii. Ja miałem duże, czy nawet olbrzymie szczęście do nauczycieli, ale nie w wypadku nauczycielki historii z ogólniaka- to była porażka. Wiesz, że sam z siebie jestem zainteresowany historią, lecz z tą babą nie wyrabiałem- takiej rzeźniczki najbardziej interesujących tematów, to ze świecą szukać. W każdym razie, na szczęście pozostali nauczyciele za nią nadrabiali i dzięki nim szkoła nie była piekłem, lecz czymś całkiem przyjemnym.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moją ulubioną nauczycielką ze szkoły średniej była wychowawczyni, uczyła nas języka polskiego. Może nie o tak wielkiej charyzmie jak Twój profesor ale bardzo mile Ją wspominam. Była na naszym spotkaniu, 27 lat po zakończeniu szkoły. Zaskoczyło mnie, że wszystkich nas pamiętała. Oby więcej takich NAUCZYCIELI.
    Pozdrawiam. Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne wspomnienie.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. ...nauczyciel z powołania, z ukochania pracy z młodzieżą, jakże mało dziś takich...za mało!
    Serdeczności zasyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezwykły to dar i skarb , aby umiec pozostac w tak wdzięcznej pamięci innych. Musi to byc wyjątkowy człowiek, wyjątkowy pedagog i nauczyciel. Nie miałam szczęścia do takich nauczycieli, ale miałam szczęscie spotkac na swojej drodze ludzi, , którym też wiele zawdzięczam.....Miłego weekendu, Haniu :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj Haniu, wreszcie mam chwilkę, by nadrobić zaległości :)
    Ja spotykam czasem moich byłych nauczycieli na ulicy. To już staruszkowie. Wielu z nich chyba nawet nie kojarzy, kim jest ta kobieta, która im się kłania. Wspominam często swoje licealne lata i tych ludzi, którzy nas kształtowali i pomogli wejść w dorosłość. Niektórzy z nich byli nauczycielami z prawdziwego zdarzenia, teraz niestety takich coraz mniej...
    Uuuu... widzę, że nie ma mojego blogu wśród Twoich blogów, więc się nieśmiało przypominam http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl "Zapisane w locie"

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj Haniu! Jak miło przeczytać te Twoje Haniu wspomnienia o tak fantastycznym człowieku. Powiem Ci, że trochę wzruszyłam się, bo tak pięknie to opisałaś. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Och, Haniu, szybka jesteś! Dzięki za dołączenie mojego bloga do Twojej listy :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeszcze bywają tacy Nauczyciele... odnoszę jednak wrazenie, że coraz mniej. Jakby w ogóle ludziom chciało się coraz mniej...

    OdpowiedzUsuń
  16. Piekne wspomnienia! Ja rowniez mialam ulubiona nauczycielke w liceum. Uczyla nas biologii. Przyszla na pierwsze zajecia w II klasie i oznajmila nam, ze od tego roku przejela nasza klase. Sala rozbrzmiala protestem i jekiem, bo wszyscy bardzo lubili poprzednia (z perspektywy czasu widze, ze malo kompetentna, ale sympatyczna) nauczycielke. Na to prof. Piatek strzelila nam krotka przemowe, w skrocie czy pomyslelismy jak ona sie poczula po naszej reakcji i czy zdajemy sobie sprawe, ze nawet jej nie znamy, itd. Po prostu przemowila do smarkaczy jak do doroslych, a nam zwyczajnie zrobilo sie wstyd. I od tego czasu traktowalismy ja z najwyzszym szacunkiem, nigdy nie musiala podnosic na nas glosu, a przy okazji okazala sie wspanialym nauczycielem z prawdziwym powolaniem do wykonywanego zawodu. Wspominam ja najcieplej ze wszystkich moich "belfrow". Z tego co wiem, teraz zajmuje stanowisko dyrektora w moim dawnym liceum. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Każdy z nas ma takiego nauczyciela, który w naszym sercu zostanie na zawsze. Nie Ty jedna...
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Hanno, rozumiem doskonale Twoje wyznanie. Ja mam kilka takich zupełnie obcych osób /kobiet i mężczyzn/ którym to mówię. Kocham ich wiedzę, kulturę, autorytet jakim dla mnie są. Bardzo ładnie to napisałaś. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja mam w sercu psora z liceum. Kochałam jego lekcje:))

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja Haniu patrzę z innej perspektywy . Kiedyś uczyłam i z przyjemnością czytam wieści od moich dawnych uczniów . Niektórzy proszą o spotkanie . A ja idę szczęśliwa , że chcą podzielić się ze mną swoimi radościami i smutkami . Wspominamy dawne dzieje , gdy ja byłam młoda a oni nastolatkami . To miłe być po latach docenianym i lubianym . Pozdrawiam . Aromatek .

    OdpowiedzUsuń
  21. Podobne wspomnienie mam o geografie z liceum. Szkoda, że dziś coraz więcej nauczycieli rozmija się z powołaniem zwyczajnie "odwalając pańszczyznę"

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam takiego wykładowcę z literaturoznawstwa na studiach. Wykłady (a więc nieobowiązkowe jeśli chodzi o frekwencję), piątek z samego rana, a sala pełna... Aż miło było słuchać, aż miło się uczyło z tych notatek...

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam w pamięci taką "profesor" z podstawówki, nauczycielkę chemii.
    Mam nadzieję, że na edukacyjnej drodze, każdy z nas spotkał, a teraz wciąż spotykają uczniowie choć jednego takiego nauczyciela-człowieka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń