Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 31 lipca 2012

Wspomnienia

Ponieważ Onet fiksuje, umieszczam tu notkę, która jest mi bardzo bliska a boję się, że wpadnie w niebyt..


Wstęp
Zaczęło się na pozór niewinnie. Ot,luźna rozmowa z Mamą. O przeszłości. O jakimś nieszczęśliwym mezaliansie. Słuchałam niezbyt uważnie do momentu,w którym powiedziała : ”wiesz,żałuję, że nie słuchałam wspomnień twojej Babci. Teraz na to za późno a mam tyle pytań. Zrozumiesz gdy wejdziesz w starość”. 
Nie wiedziałam, że to była jedna z naszych ostatnich rozmów. Potem był pobyt w szpitalu, niekończąca się walka ożycie a mnie te słowa wypowiedziane przez Mamę nie dawały spokoju. Zaczęłam  zbierać fragmenty naszych rozmów, składać je kawałek po kawałku. Postanowiłam  zrobić wszystko żeby uzyskać odpowiedź choć na parę pytań, których Mama nie  zdążyła zadać Babci.
I tak podążyłam śladami losów kobiet z mojej Rodziny. Podróż zaczęła się prosto bo ode mnie.
Hanna

 
Dzieciństwo beztroskie choć biedne. Urodzona chłopczyca, dla której nie było drzewa nie do zdobycia, kąpiele w stawach, łowienie raków. Szczęście w najczystszej postaci. Młodość chmurna i durna, dorabianie w wakacje żebyśmy mogły z Mamą związać koniec z końcem. Ot, życie. Studia, praca, własna Rodzina. Jest dobrze.

 
Maria - Mama
 
Gdy wybuchła wojna Mama miała 9 lat. Oprócz niej było jeszcze dwóch braci. Starszy i młodszy. Dziadek pracował na kopalni, Babcia zajmowała się domem. Tak jak wielu Rodakom tak i im było ciężko. Trudne czasy, traumatyczne przeżycia. Pod koniec wojny Dziadka wraz z innymi górnikami wywieziono do ZSRR. Wrócił pieszo, w podartych onucach, szkielet ważący 30kg. Babcia sprzedała wszystko co było tylko  możliwe żeby go ratować.  Meble, sztućce, zegar. Mama z braćmi czyścili tory za talerz strawy i parę ziemniaków. Udało się.  Po latach zrozumiałam dlaczego dziadek zamykał drzwi i słuchał radia kiedy uczyłam się języka rosyjskiego. Mama wcześnie zaczęła prace zarobkową. Jej życie to odrobina radości, ogromna miłość do mnie i ciągła troska o zapewnienie mi szczęśliwego dzieciństwa. Nie było Jej łatwo. Spokój nadszedł gdy ułożyłam sobie życie i urodziły się wnuki.

 Łucja –Babcia

 

Odkąd pamiętam zawsze opiekuńcza i serdeczna. Pracowita, zaradna i zachowująca pogodę ducha. Wcześnie została osierocona przez  swoją Matkę  a moją prababcię. Jedna z siedmiorga rodzeństwa. Ojciec żenił się jeszcze dwukrotnie, przyrodniego rodzeństwa przybywało , bieda piszczała po kątach. Im bardziej cofam się w przeszłość tym bardziej mroczne czasy wyłaniają się z ukrycia. Pozbawiona miłości Matki, szykanowana przez kolejne macochy, wyjechała  do Wrocławia. Została służącą na dworze . Tam poznała dziadka i wrócili do Bytomia. Jak wspomniałam, w czasie wojny było im ciężko ale największe piekło rozpętało się po wkroczeniu Armii Radzieckiej. Kradzieże, rozboje, gwałty. Babcia pokazywała mi  kiedyś starą szafę ze śladami kul. Rosyjska żołnierka weszła jak do siebie, zaczęła wynosić co chciała. Jednego Babcia nie chciała oddać. Jedynego garnituru dziadka. Stąd te ślady po kulach. Minęły lata, po śmierci dziadka i dwóch synów Babcia zamieszkała z Mamą. Była z nią do ostatniej chwili swojego życia, pielęgnowana w ciężkiej chorobie z całym oddaniem i troską.
Te dzieje Rodziny znałam ale zaczęło mnie nurtować  pytanie : kim były pozostałe kobiety Rodziny i jakie były ich losy. I tak powolutku, krok za krokiem, metodą prób i błędów rozpoczęła się kolejna podróż w przeszłość. Nie było to łatwe, wierzcie mi. Nie znając dat, czasem miejsc, przekopałam sterty dokumentów. W Urzędach Stanu Cywilnego, parafiach , Diecezjach i kuriach. Dziesiątki telefonów i domysłów. Chwilami miałam wrażenie, że coś lub ktoś  kieruje moimi myślami.  Najpierw dotarłam do dokumentów prababci Emmy.
Emma – matka Babci Łucji 
Mama była przekonana, że  jej Babcia Emma miała 2 rodzeństwa. Nigdy jej nie poznała bo jak wspomniałam Prababcia zmarła w wieku 41 lat osierocając moją Babcię Łucję. Prababcia Emma dzieciństwo spędziła jak to wtedy się mówiło w ochronce dla sierot. Nie była szczęśliwą mężatką, rodziła dzieci rok po roku, zmarła przy narodzinach ostatniego. Z opowiadania Babci mama wiedziała, że  Emma była surową kobietą, nigdy się nie uśmiechała i nosiła w sobie jakiś smutek. Na tym wiadomości Mamy się kończyły a dla mnie rozpoczął się okres  śledztwa. Fascynujące. Wpadłam w te poszukiwania po szyję. Odnalazłam akt zgonu Emmy w USC. Akt małżeństwa – datę obliczyłam w przybliżeniu , panie z USC poświęciły swój prywatny czas przekopując się przez stertę dokumentów i…  bingo. Ostatni urzędowy dokument a w nim dane matki Emmy.

Emma Catharina - matka Emmy (moja Praprababcia).
Jak wspomniałam, w ostatnim dokumencie USC znajdowało się nazwisko rodowe Emmy Cathariny i jej męża.I na tym koniec dobrych wiadomości. A właściwie brak jakiegokolwiek punktu  zaczepienia. Kiedy brała ślub i gdzie?  Znowu żmudne wyliczanki, domysły i telefony. W grę wchodziły : Ruda Śląska, Królewska Huta (Chorzów) , Świerklaniec, Piekary Śląskie. Poszukiwania trwały a  ja miałam coraz mniej czasu. Wiedziałam, że Mama odchodzi. Przeglądałam księgi parafialne kierując się wyczuciem i swoimi obliczeniami. Myślałam, że szczęście mnie opuściło gdy nagle z Kurii Gliwickiej  przyszła wiadomość. Są dane. W oczekiwaniu na swoją kolejkę  ucięłam sobie pogawędkę a panem, który prześledził losy swoich przodków do 1750 roku. Było mu  o tyle łatwiej, że szukał po mieczu a nie tak jak ja po kądzieli. Siadam przed ekranem i  przy pomocy archiwisty czytam dane. Emma Catherine  wzięła ślub w Bytomiu!  W 1856 roku. Miała tak jak  jej córka 7 dzieci a nie dwoje jak sądziła Mama. I to był ten mezalians!  Emma szlachcianka, sierota po oficerze i szlachcicu pruskim, wychowanica  potężnej rodziny magnackiej w wieku 24 lat ( w tym czasie to już staropanieństwo)  uciekła z przyszłym mężem nie bacząc na protesty rodziny. Nie przyniosło jej to szczęścia. Rodzina odwróciła się plecami, Pra-pra-babcia zaczęła klepać biedę do której nie była przyzwyczajona. Rodziły się kolejne dzieci. Gdy ostatnie miało 2 lata Emma zmarła a w 2 lata później zmarł jej mąż. Dzieci trafiły do sierocińców. Dokumenty jednego z nich udało mi się odnaleźć w Piekarach Śląskich. Nie wiem co stało  się z resztą jej dzieci (oprócz mojej prababci Emmy).  Niestety nie byłam w stanie dowiedzieć się niczego więcej.  Nie dotarłam do dokumentów mojej  Pra-pra-pra-babci. Wiem, że tak jak córka i wnuczka miała na imię Emma Catharina.
Zdążyłam opowiedzieć  Mamie o tym czego się dowiedziałam. Niedługo później  Mama zmarła. Przeglądam czasem dokumenty i myślę o Kobietach z mojej Rodziny. Stały mi się bardzo bliskie. Przestały być cieniami z przeszłości.  Tak powinno być  i tak będzie.
Bo  ja, to także w jakiejś części  One.

Cienie przeszłości  strzegą  zazdrośnie
Swoich sekretów, dawnych  wydarzeń
Ludzi  i wspomnień, przebiegu  dziejów
Tego kim  byli, ukrytych  marzeń.

Kiedy tak pędzisz , żyjesz  zachłannie
Gdzieś na pożółkłych kartach  historii
Schowani w  mroku minionych  czasów
Czekają ludzie często  niezłomni.

piątek, 27 lipca 2012

Dylematy weekendowe


Pani Haniu., czy to prawda, że mycie okien jest świetną metodą na zrzucenie nadwagi, lepszą niż seks? 
Męczy mnie dylemat. Mam 20 okien do umycia a chłopaka jednego. Jak zaliczę 4 okna dziennie, to przez 5 dni nie zaliczę chłopaka. Prawdę mówiąc (ale tylko pani), strata nie tak duża, bo mycie okien trwa dłużej niż bara-bara a na dodatek satysfakcja chyba będzie większa. No i szyby nie chrapią i nie rozrzucają skarpetek gdzie popadnie! Cały czas rozmyślałam jak pozbyć się oponki a tu taki prosty sposób. Teraz wiem dlaczego  Perfekcyjna Pani Domu jest taka zgrabna. Nikt jej nie dorówna  w utrzymywaniu czystości. Zupełnie jak moja mama. Tylko tata często taki skwaszony chodzi. Ciekawe dlaczego? 
A czy to prawda, że gra wstępna to strata czasu? Mój chłopak tak twierdzi a czytałam w …, że bez tego ani rusz. Przecież nawet orkiestra stroi instrumenty przed występem , prawda? No ale on nie meloman to na graniu się nie zna. Ja chcę uwertury a ten ma tylko finał w głowie. To już wolę te szyby umyć. 
Pani Haniu a słyszała pani , że Grycanki biorą po 2000zł za występ? Matko jedyna, może to błąd z tym myciem okien? Może powinnam też odstawić chłopaka i pozwolić  sobie na te oponki? Cza-cza mi nie obca, dałabym radę.Za taką kasę to znajdę ludzi do mycia okien i nie takiego chłopaka. Może meloman mi się trafi? 
A właśnie. Muzyka. Madonna ma przyjechać i dać koncert. Mama mówi, że ona podobno jest narzędziem  w rękach złego,  jakiś dziennikarz tak powiedział. Protesty  mają być , bo paskudnica niszczy obraz kościoła i sieje zgorszenie.  Egzorcyści proszą Boga o przerwę w dostawie prądu podczas tego koncertu. A nie lepiej żeby walnęła wtedy kometa? Czysto, szybko i po Madonnie a przy okazji dostanie się innym bezbożnikom. A właściwie dokąd  pani Hania tak się spieszy?
- Do domu, umyję okna, zatańczę cza-czę  bez gry wstępnej a jak skończę to pojadę na koncert Madonny. Mnie tam kometa niestraszna.

Miłego weekendu !

wtorek, 24 lipca 2012

Prezeska to JA !


Czytam sobie o tym nepotyzmie w partiach i czuję się niedoceniana. No bo jak to? Taka osobowość się marnuje a niebiosa milczą? Czy ja jestem gorsza od innych żon, matek, sióstr, szwagierek i przyjaciółek?
Mam same zalety. Aparycja do przyjęcia, wykształcenie posiadam, elokwentna jestem nad podziw a do tego rodzinna jak mało kto. Poglądy polityczne mogę zmieniać jak rękawiczki, bo jak to kobieta jestem zmienna. Dopasuję się bez problemów. Nic tylko prezeską zostać. Nie ważne gdzie, ważne za ile. Jako gospodyni domowa z odzysku, finanse mam opanowane, zaskórniaki ulokowane na Bahamach  i popieram nasze rolnictwo. Mam nawet ogórki na zagonach. Moje kochane partie polityczne. Patrzcie jaki skarb na was czeka. Znam się na wszystkim i na niczym, plotę głupoty na zawołanie, chętnie załatwię pracę dla moich pociech, ich rodzin i znajomych. Im więcej tym lepiej. Jestem oczytana a inteligencją nie ustępuję panu Serafinowi. Wprawdzie papierek ze studiów posiadam ale chętnie się tego wyprę dla moich przyszłych idoli. Mleko też kiedyś produkowałam chociaż tylko na potrzeby dzieciątek ale jednak. Mogę zostać prezeska kółka. Obojętnie czy różańcowego , rolniczego czy nudystów. Dam radę. Kapuchę lubię, nie brzydzą mnie bankiety i podróże po świecie. Powiem więcej. Kamerkę też umiem obsługiwać, no czyste złoto po prostu. Nie wspomnę już o wdrażaniu dyrektyw unijnych. Byłabym gwiazdą bo i na tym się znam. Mogę wdrażać, udrażniać, zatykać , co kto będzie chciał. NIK mi niestraszny, nie ma bata, nie dopadnie mnie. Lata małżeństwa wprawiły mnie w bojach i potyczkach. Bywam głucha, bywam ślepa no i bywam bezpruderyjna. Mogą mnie rozebrać do Rosołu, prześwietlić zwoje mózgowe a i tak nie znajdą w nich NIC. Taki materiał na prezeskę się marnuje, żal półdupki ściska. Nawet korytko sobie kupiłam i czekam w nadziei na jego zapełnienie dobrem wszelakim. A tu kurka wodna, cisza. Mam nadzieję, że ktoś z moich idoli (nieważne z jakiej partii, wstąpię do każdej!) przeczyta tę notkę, zauważy mój potencjał i doceni, bo jak nie, to ja wam jeszcze pokażę! 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Nostalgicznie

(czterdzieści lat minęło)

Nie wiem dlaczego tak się dzieje ale z upływem lat narasta we mnie tęsknota. Za tym co było i już nie wróci. Za młodością też ale tak ma każdy.
Wiem, życie niesie zmiany, nie można ich zatrzymać a jednak żal mi tego mojego, odchodzącego do lamusa świata.
Kiedyś mieliśmy tak niewiele a tak dużo było w nas człowieczeństwa. Teraz telewizorów, pralek, komputerów jest zatrzęsienie a trudno znaleźć  Człowieka.
Sklepy pękają w szwach od nadmiaru towarów, satelita pokazuje piękno ale i też koszmar otaczającej nas rzeczywistości. Podróżujemy po kontynentach dla pasji, przyjemności lub po prostu za pracą.
Wydawałoby się, że osiągnęliśmy pełnię szczęścia a jednak coraz więcej wśród nas samotnych ludzi. Nie tylko fizycznie ale też i uczuciowo. Rodziny przechodzą kryzys. Wyśmiewane wartości cichutko ukrywają się w ciemnym kącie czekając być może niepotrzebnie na to, że wrócą do łask.
Dzieci mają komputery i gry a nie mają rodziców poświęcających im czas, rodzice mają samochody, podróże i pasje a nie mają tak naprawdę  dzieci, bo choć są, to jakby ich nie było.
Zamknięte w sobie i w swoim wirtualnym świecie, pozostawione samym sobie ze swoimi problemami. Dziadkowie widujący wnuki tylko w dniach pobierania emerytury i stanowiący dla swoich dorosłych dzieci niechciany balast.
Niezrozumiani, spychani na bok, ze smutkiem patrzący jak odchodzą ich znajomi i przyjaciele. Czasem zamknięci w czterech ścianach bo dzisiejszy świat ich po prostu przeraża. Wracają pamięcią do czasów im bliskich i wspominają, wspominają….

piątek, 20 lipca 2012

Gdzie się podziały Matki Polki?


Zewsząd słyszymy o  tragediach dzieci. Madzia, Szymek i wiele bezimiennych dzieci.  Przecież nie można wszystkiego tłumaczyć biedą, patologią czy depresją poporodową choć najczęściej to właśnie one są wyzwalaczem negatywnych emocji wobec dziecka. Niektóre działania matek są wyraźnie przemyślane. Wyzwolić się od niechcianej odpowiedzialności, pozbyć się balastu.
Tysiące młodych dziewcząt  kompletnie nie przygotowanych do rodzicielstwa, zaczyna współżycie. Nie myślą o konsekwencjach a potem zostają same, nie radzą sobie z problemami jakie niesie z sobą urodzenie i wychowywanie dziecka.
Dzieciobójstwo nie jest niczym nowym ale w dobie Internetu wiemy o każdym nieomal takim przypadku. Człowiek drętwieje wewnętrznie czytając szczegóły takich zbrodni. Wszystko to w czterech ścianach, często przy milczącym przyzwoleniu najbliższego otoczenia, w tym i sąsiadów. Zachowujących się jak te przysłowiowe trzy małpy. Nie widzą, nie słyszą, nie mówią. Jak stanie się tragedia, ci sami ludzie odzyskują słuch, wzrok i mowę.  Dlaczego nie wcześniej? Bo to taki dyskomfort, bo donosicielstwa nikt nie lubi, bo nie moja sprawa, bo będą mnie ciągać po sądach. Nawet gdyby tak było, to taka cena jest niczym w porównaniu z uratowaniem życia bezbronnemu dziecku. Zamykają się swoich czterech ścianach i cieszą swoim udanym życiem rodzinnym. Reszta ich nie obchodzi.
Martwe niemowlęta w reklamówkach, na wysypiskach śmieci, w wersalkach.
Branie zasiłków na zamordowane dzieci. Ukrywanie ciąży z zamysłem takim aby pozbyć się efektu finalnego. Dziecka. To się dzieje tu i teraz.
Nie wszystkie dramaty mają źródło w patologii, wyrachowaniu czy wygodnictwu. Czasem powodem jest brak pomocy czy wsparcia ze strony rodziny. Młode matki są zagubione w zderzeniu z rzeczywistością. Czasem samotne i bez środków do życia, wybierają ostateczność. Zamach na swoje życie i  życie dziecka. „Zabierają” je ze sobą, żeby nie poniewierało się po domach dziecka czy obcych ludziach. Straszne to i egoistyczne? Tak, bo nie mają do tego prawa a przecież tak również się zdarza. Politycy walczą o zamrożone zarodki zapominając o wsparciu dla matek dzieci już urodzonych. Przede wszystkim tym psychicznym. W tej sferze opieka medyczna nad młodą mamą nie istnieje. Zostaje rodzina a rodzinne więzi słabną. Z perspektywy czasu widać jak bardzo pozytywne było pod tym względem przebywanie dwóch, trzech pokoleń pod jednym dachem. Nie pozbawione negatywów ale sprawdzające się w tej materii. Młoda matka nie była pozostawiona sama sobie. Była babcia i matka. Służyły radą i pomocą. Niestety jakie są warunki mieszkaniowe wszyscy wiemy. Kto mieszka w bloku ten najlepiej wie, że rodzina wielopokoleniowa nie ma tam racji bytu. Młodzi chcą być na swoim. To normalne ale nie zawsze są do tego przygotowani. Bycia matką nie uczy szkoła, uczy tego rodzina. Ta w pozytywnym tego słowa znaczeniu.  Stojąca obok młodej kobiety, czujna i niosąca pomoc w najtrudniejszych dla niej chwilach. Niestety, to coraz rzadsze zjawisko.
Ludzie są szybcy w rzucaniu oskarżeń. Przykład?
Młoda kobieta wychodzi z domu z dwutygodniowym dzieckiem. Bierze ze sobą
ubranka i lekarstwa dla siebie i dziecka. Szuka jej rodzina i znajomi. Odnajdują ją z martwym dzieckiem na rękach. Jeszcze nikt nie zna przyczyny śmierci i powodu takiego zachowania ani stanu psychicznego matki  a pod newsem roi się od agresywnych wypowiedzi i ferowania wyroków:

-wystarczy spojrzeć, ma oczy morderczyni
-kumpela Waśniewskiej
-jutro się dowiemy jak pozbyła się tej pomyłki.
- pewnie szukała miejsca gdzie by ją zakopać

Kto feruje takie wyroki? Pewnie najczęściej ci, którzy są jak te trzy małpy.
Głusi i ślepi, goniący za sensacją i chwalący się swoimi osiągnięciami rodzicielskimi. Ich przecież nikt nie sprawdzi a obrzucanie kogoś g.…m jest takie miłe, szczególnie gdy nie trzeba firmować tego twarzą. Jedyni sprawiedliwi i wszystkowiedzący, idealni rodzice idealnych dzieci

środa, 18 lipca 2012

Co tam pani w polityce?


- Witam sąsiadkę, co słychać?
- Nuda sąsiedzie, nuda. Tylko w polityce co chwilę jakieś zamieszanie.
- Aaa, to pewnie Hania mówi o tych taśmach co je nagrali ci dwaj?
- Owszem sąsiedzie i powiem, żem zbulwersowana strasznie.
- Hania to taka delikatna. Nie łatwiej powiedzieć wku….?
- Niby tak sąsiedzie ale niewieście nie uchodzi.
- Powiem sąsiadce, że w polityce wszystko uchodzi.
Słuchałem tych ”dyktafonów”  i nie wiem o co się rozchodzi.
Skąd to wk…, oburzenie chciałem powiedzieć. Przecież w tych spółkach, matkach, córkach i wnuczkach to całe rodziny pracowały a rodzina to świętość, nie?
Mnie tam Henia zawsze mówi, że swoich trzeba popierać, bo ręka rękę myje a i odwdzięczyć się wypada.
-Chodzi o to sąsiedzie, że tam same znajomki co to w tej partii są i biorą taką kasę o jakiej profesorom się nie śniło a oni czasem to nawet średniego wykształcenia nie mieli. Setki tysięcy kapuchy brali i za co pytam?
- Jak to za co? Niech Hania nie będzie taka do przodu. Wieś polską popierają,
narobią się, nakombinują się, żeby na waciki dla żon starczyło. Na państwowym robią a dbają jak trzeba. O , taki poseł Kłopotek.
Panisko jak się patrzy  a o bracie nie zapomina. Też w tej spółce robi. 7600zł na rękę obowiązuje i proszę. Nawet maturę zrobił. Późno bo późno ale patrz pani jaki pracowity , nie ma co się czepiać.
-Sąsiedzie, takie kumoterstwo rodzinne i partyjne to skandal jest.
Młodzi , wykształceni ludzie nie mają pracy, w pośredniaku stoją, zagranicę za pracą wyjeżdżają a ci całe firmy opanowali. I gdzie tu etyka i sprawiedliwość?
- Jaki skandal, co Hania bredzi. Rodziną kraj stoi a partia z Narodem.
- Teraz to sąsiad przesadził. Czasy się zmieniły. Demokrację mamy!
A sąsiadka znowu swoje. Co to ta etyka? Najadł się nią ktoś, daje chleb?
Sprawiedliwość sąsiadko to jest to, o czym wszyscy słyszeli a nikt nie widział. Oglądała Hania „Samych swoich”?
Już tam mówili, że za demokracji to wszystko niczyje. A jak niczyje to brać trzeba.
Z tymi spółkami to tak samo jak z tym pastowaniem świni sąsiadko.
Tam też Pawlak mówił:
 "Oj, tam oszukaństwo, oszukaństwo, ZWYCZAJNA polityka".
Teraz mamy innego Pawlaka a patrz pani jakie to hasło aktualne. 
 

poniedziałek, 16 lipca 2012

Nadzieja



Poranki skazujące na porażkę, wieczory pełne lęku i obaw, noce zamieniające się w koszmar.
Patrzysz w okno i nie widzisz promieni słońca, zwlekasz się z pościeli nie mając siły do walki z nadchodzącymi godzinami przynoszącymi kolejny ból.
Jesteś  zmęczona, chciałabyś  zasnąć i nigdy już się nie obudzić. Życie  a właściwie czekanie na zmianę, czasem na coś czego nie umiesz  sprecyzować, wysysa z ciebie resztę sił. Samotność zabija na raty. Niespiesznie ale nieustępliwie.
Zewsząd bombarduje  cię  obojętność, chamstwo i negowanie tego co jest ci bliskie. Okrutne  życie, które wlewa swój jad w głąb twojej duszy.
Chciałabyś postawić tamę chroniącą cię przed złem tego świata.
Odciąć się od negatywnych emocji i samotności, zacząć  żyć pełną piersią mając wokół siebie tego Kogoś, kto ma twarz nadziei.
Razem z nim wstawać rano rozkoszując się zapachem aromatycznej kawy, usiąść  i bez pośpiechu delektować  chwilą spokoju, powiewem świeżego powietrza i dźwiękami budzącej się do życia ulicy. Spojrzeć z uśmiechem na śpiące dziecko i otulić je troskliwie kołderką.
Przestać się bać.
Teraz wydaje się to niemożliwe a jednak nadejdzie taki dzień, w którym
spojrzysz w lustro z uśmiechem. Jeszcze trochę bojaźliwym i nieśmiałym ale to dopiero początek. Nowego rozdania, nowego dnia i nowej duszy wyzwolonej z letargu.
Nadzieja. Ludzie mówią matka głupich ale  to nieprawda. Bo to właśnie ona da ci siłę, nie jest złudzeniem , niesie ze sobą dotknięcie duszy. Nie pozwól jej odejść, jest jak  ziarno zasiane w glebie. Pielęgnuj ją troskliwie a wyda żniwo. Czasem to tylko ona pozwala ci  oddychać. Nie wierz tym, którzy mówią, że to nic, że to naiwność i głupota.
Nadzieja ma twarz dziecka, kobiety, mężczyzny, Boga. To dotyk ciepła i siła rozrywająca niewidzialną, uciskającą cię obręcz.
Jeśli pozwoliłaś jej odejść, zostaniesz naprawdę sama. W świecie pełnym takich ludzi jak TY. Niewidzialnych, niemych i zrywających ze smutkiem kolejne kartki z kalendarza. Czas to zmienić. Pora otworzyć następne drzwi...

piątek, 13 lipca 2012

Kolejny skandal z ksiedzem w tle.


In vitro. Zło, morderstwo nienarodzonych, itp.
To stanowisko kościoła. Ochrona życia od poczęcia aż do śmierci. Pięknie.
Co pokazuje praktyka?
Był sobie wikary. Poznał dziewczynę, zamieszkali razem na plebani. Miłość kwitła aż tu nagle Zonk. Ciąża. Dziewczyna oprócz pierwszej wizyty u lekarza nie pojawiła się tam więcej. Gdy rozpoczął się poród wielkoduszny wikary przygotował dziewczynie posłanie 
i poszedł słuchać muzyki.
Biedaczek, taki delikatny , że nie był w stanie wysłuchiwać jęków kobiety. Po kilku godzinach sprawdził co się dzieje. Dziewczyna krwawiła, prosiła o wezwanie pogotowia. Odmówił i zrobił to dopiero wtedy gdy spostrzegł, że dziecko jest martwe. Jak sam powiedział, nie chciał tego dziecka i chciał żyć tak jak przedtem.     
Jak skończyła się ta historia?
Śledztwo umorzono na podstawie opinii medyka sądowego, że syn wikarego miał nikłe szanse na przeżycie z powodu węzła pępowiny. Pierwotnie w ustnej wypowiedzi ten sam medyk stwierdził, że  nie wezwanie karetki  stanowiło bezpośrednie zagrożenie życia. Nie zasięgnięto opinii innych lekarzy ginekologów a ci mówili, że węzeł pępowiny nie oznacza śmierci dziecka. Wikary został wysłany na Ukrainę a na pytania dziennikarzy Kuria stwierdziła, że to wewnętrzna sprawa kościoła.
Powiem brutalnie. Kobieta i jej dziecko zostały potraktowane gorzej niż cieląca się krowa. Bo przy niej jest weterynarz a sam gospodarz czuwa i jest gotowy do każdej pomocy. Co za człowiek pozwala rodzić kobiecie pozostawiając ją samą sobie? Co za człowiek odmawia wezwania karetki do krwawiącej w połogu kobiety? Odpowiedź jest prosta. Drań. W tym przypadku jest on kapłanem. Bo nadal nim jest.
Śmierć dziecka to nie jest wewnętrzną sprawa kościoła. Jest nią złamanie ślubów czystości. O celibacie i jego szkodliwości mam swoje zdanie i nie jest ono pozytywne. Metropolita poznański  głosi piękne kazania o nienaruszalności życia a jednocześnie  zamiata pod dywan taki przypadek jak ten powyższy.
Zmowa milczenia ponad trwała rok.
Umorzenie sprawy to skandal.
Gdzieś między kościelną kruchtą a salą sądową zagubił się duch małego dziecka. Kościołowi pilnie potrzeba egzorcysty a sądom powstania z kolan.
Źródło - (Głos Wielkopolski)

wtorek, 10 lipca 2012

BURZA



Burza - niedziela
Za oknem gromadzą się czarne chmury.
Siedzę w pokoju a piesek kręci się nerwowo po domu.
Po chwili ukrywa się w swoim kąciku pod komodą.
Nie mam już złudzeń. Burza u progu.
Boję się burz. Mam tak od dziecka i na nic próby aby to zmienić.
Przywołuję  Lejkę ale zerka tylko na mnie  i jej pyszczek zdaje się mówić
-daj spokój, za nic stąd nie wyjdę. Lepiej schowaj się obok mnie, popatrz ile tu miejsca.
Za oknem słychać już pierwsze grzmoty, nagle nadchodzi potężna ulewa.
Woda leje się z nieba całymi kubłami. Robi się ciemno a deszcze bębni po dachu jak wściekły. Kanonada trwa dobrych kilkanaście minut. Pokój rozświetla światło błyskawic. Z oddali dobiega zawodzący sygnał wozów strażackich.
Lejka zwinęła się w kłębek i cała drży. Poddaję się.
Kładę się obok niej, liże moją rękę.
- nie bądź takim tchórzem, usiłuję ją przekonać. Ją czy siebie?
Ulewa cichnie. Podchodzę do okna. Z lasku wychodzą sarenki, dwie dorosłe i dwa maluszki. Spokojnie zaczynają skubać trawkę. Działa to na mnie kojąco.
Niebo jeszcze pochmurne ale burza minęła. Wychodzę na balkon, powietrze nadal gęste, ani śladu ochłodzenia.
Podchodzę do komputerka, piesek siada obok na kanapie. Odpalam sprzęt
i …..nic. No tak. Nie ma to jak radiowy Internet. Dzwonię do operatora.
Mają zwarcie w serwerach. Trzeba  wymienić parę rzeczy. Przerwa do wtorku popołudnia.
Nie jest mi wesoło. Blog leży odłogiem, nie mogę komentować ani odbierać poczty, nie mogę wejść na skypa. Jednym słowem masakra. 

 
Poniedziałek
Od rana parno ale deszcz nie pada. Wychodzę z Lejką do ogrodu, po wczorajszej burzy  w powietrzu unosi się zapach świerków i sosen. Obok moich nóg skacze parka kosów. Liczą na to, ze otworzę im darmową spiżarnię grzebiąc w ziemi przy wyrywaniu chwastów. Lejka jak zwykle je ignoruje.
Zbliża się pora obiadowa, poszłam do warzywnika po fasolkę i ogórki. Ulewa im nie zaszkodziła i zbiór był udany.  Zza siatki płotu obserwuję kolejne stadko saren. Tym razem dołączył do nich jelonek. Rozgląda się uważnie. Lejka, która szczeka na wszystko co się porusza, tym razem nie reaguje. Stoi nieruchomo węsząc w powietrzu. Nagle rzuca się w kierunku furtki i już stoi pod drzwiami domu. Weszłyśmy do środka a psina hyc pod komodę. Jak nic , będzie powtórka z rozrywki. I była. Na szczęście już nie tak groźna.

Wtorek
Świeci słońce, wieje lekki wiatr. Zapowiada się nieźle. Nie załączam nawet telewizora, jakoś nie ciekawi mnie co się dzieje na świecie. Idziemy z pieskiem na spacerek. Polne drogi zasłane są złamanymi gałęziami i konarami.  Lejka biega pomiędzy nimi i słowo wam daję, ma uśmiech na pyszczku. Ogonek kręci się w lewo i w prawo, jednym słowem okaz psiego szczęścia. Wracamy do domu. Z rezerwą załączam komputer i Yes, yes, yes.  Operator dotrzymał słowa.
Wchodzę na blog, zerkam na Wasze notki i na pocztę. O matko!
Sporo nowych postów, skrzynka pocztowa zapełniona mailami. Czeka mnie
nadrabianie zaległości. A zatem do dzieła!

czwartek, 5 lipca 2012

A on na to jak ten Lato


- Witam sąsiada, co nowego na dziedzinie?
- Ciężko pani Haniu. Gorąc taki, że człowiek nie wie gdzie się schować.
Na dziedzinie nuda, ludziska się snują  jak ospałe, pogadać nie ma z kim
bo każdy ucieka i chłodnego szuka. Nawet piwa pod budką nie piją. Na co to nam przyszło pani Haniu?
-E, tam sąsiedzie upał zelżeje to znów Pietrek z kompanami się pokaże jak tylko budkę z rana otworzą.
A słyszał sąsiad o tym Lacie? Znowu chce kandydować a mówił, że nie będzie.
Wstydu nie ma za grosz. No ale konkurent mu wyrasta. Zdziwi się sąsiad.
- A to zakłamaniec!
Trzyma się tego stołka pani Haniu i puścić nie chce. A co to za Kaszpirowski  co chce nasz PZPN uzdrowić?
Blisko sąsiedzie. Też liczy na to, że hipnozą nas załatwi i po sprawie.
Polityk, Ryszard Czarnecki się nazywa. Mówi, że się na piłce zna jak mało kto.
- Zaraz, zaraz , to ten co w Samoobronie był?
-Ten, nie tylko tam był , parę partii przeleciał, na żużlu się zna, w  Europarlamencie siedzi, blog prowadzi, do telewizji chodzi, to taki omnibus sąsiedzie.
- Znaczy się, że co? Po trasach jeździ czy jak? Tego o nim nie wiedziałem.
-Znaczy się , że na wszystkim się zna sąsiedzie.  
- A, bo Hania takimi słówkami rzuca jakby polskiego nie znała. Znaczy się taki do wszystkiego i niczego?
Coś mi po głowie chodzi, że on już kiedyś chciał się do tego stołka przyspawać ale wtedy to mówił , że kandydat na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej nie powinienem być członkiem partii politycznej. A to obłudnik!
- Sam pan widzi sąsiedzie, nadaje się jak mało kto. I jeszcze pieniędzy by za robotę nie brał! Sama słyszałam.
- No, teraz to Hania poleciała. Jak dziecko. Życia Hania nie zna. On nie będzie chciał ale przepisy go do tego zmuszą i biedaczek z płaczem będzie do kasy po forsę leciał. Jak nie przymierzając Hermaszewski w kosmos. Nie chcem ale muszem, tak to się skończy jak tym prezesem zostanie.
Nie mój cyrk, nie moje małpy sąsiadko ale jak on taki omnibus to może i za Kaszpirowskiego robić. Adin, dwa , tri ….
-Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę , sąsiedzie!
-Weź pigułkę, weź pigułkę!

wtorek, 3 lipca 2012

Monolog


Widziała Pani tę Kowalską?
Wieczne taka zadowolona z życia.
Dziwna jakaś, bo kto to widział tak się cieszyć z niczego.
Nie powiem, dobra kobieta, znam ją parę lat.
Widziała pani jej chałupkę? Ledwo stoi, jeszcze po dziadkach ją  ma.
Jak matka zmarła  to została ze starym Kowalskim. On już do niczego się nie nadawał. Jak mu się zmarło to nawet stypy z tej biedy nie zrobiła. Oj, gadali ludzie, gadali. Sama w polu harowała . Ziemia licha, mało jej ale jakoś sobie radziła. Pomocy nie chciała żadnej, taka honorowa była.
Człowiek by maszynami jej pomógł, mogła odrobić w gospodarstwie ale nie!
Potem poznała tego Staszka. Robotny, nie powiem, taka złota rączka jak to mówią ale też w biedzie wyrósł. Zakochała się głupia a mogła lepiej wybrać. Taki  Jarek co za nią latał. Pani, on bogacz jakich mało. Rodzina się sprzeciwiała bo Kowalska biedna ale ten się zaparł. Chodził za nią, kwiaty kupował a ta nie i nie. Staszka wolała. I co? Razem biedę klepią! Robotę ma, nie powiem ale mało kto za takie grosze haruje ten się cieszy!
A te ich dzieci! Niby się  uczą się , pomagają rodzicom
ale luksusu to nie uświadczą. Na wczasy nie wyjeżdżają , w ogródku posiedzą i tyle tego. Nie to co moje. Bo u mnie  komputery, komórki, wczasy jak się patrzy  i plazma, wszystko jak się należy. Samochód starszemu kupiłem . Niech ma.
Szkoły pokończył ale z robotą krucho a on byle czego nie weźmie, nie po to licencjat robił. Do roboty w polu niestworzony, córka też się nie garnie ale póki co, moje dzieci robić nie muszą, bo chwalić Boga dajemy sobie z żoną radę a one niech korzystają z młodości. Stać nas. Jeszcze się w życiu narobią.
Patrzę tak na te dzieci Kowalskiej, jak w polu pomagają, córka w domu i przy obrządzaniu zwierząt, synek też pomaga jak potrafi. Na dyskoteki nie chodzą, czasem jak grosz wpadnie do kieszeni to do kina jadą a nawet trzy razy w teatrze byli. Na to nie żałują a przecież jakby porządny telewizor kupili tak jak my, to im ten teatr niepotrzebny. Ot, takie fanaberie.
Kiedyś córka Kowalskiej robiła u mnie przy zbieraniu jabłek. Dobra dziewczyna ale taka sama jak matka. Bez pomyślunku. Naharowała się uczciwie, pieniądze wypłaciłem jak trzeba i pytam ją co z nimi zrobi. Roześmiała się i powiedziała, że odda matce a sobie zostawi trochę na książki bo lubi czytać a w bibliotece żadnych nowości nie ma. Dziwna dziewczyna. Jakąś olimpiadę wygrała i pisze w gazetach ale pani, co to za zajęcie. Męża sobie dziewczyna nie znajdzie jak tylko w książkach  będzie siedziała. Wczoraj słyszałem, że na studia się dostała. Mogła przebierać a wybrała szkołę blisko domu bo rodziców bez pomocy nie chce zostawić a brat małoletni jeszcze .
Stypendium jakieś dostała, chce dorobić korepetycjami z angielskiego żeby rodzicom pomagać.
Lepiej by sobie jakieś sukienki kupiła. Moja córa  jej doradzała a ta tylko ręką machnęła. Córa proszę pani, zna się na modzie i sama wygląda jak należy. No, nie powiem, trochę grosza to mnie kosztuje bo byle czego nie założy, tylko markowe szmatki ale gust ma, nie będę jej żałował. Jak idzie przez wieś to wszyscy się za nią oglądają. Na szczęście ona to nie Kowalska i swój pomyślunek ma. Jej taki Staszek niepisany bo ona wysoko mierzy. Maturę zrobiła ale  nie ma głowy do nauki. Biedna nie będzie, moja w tym głowa.
Ja to mam z czego się cieszyć  ale oni? Dziwna rodzina tej Kowalskiej , powiem pani. Mało co mają a tacy ciągle zadowoleni.
Ciekawym z czego?