Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 31 lipca 2012

Wspomnienia

Ponieważ Onet fiksuje, umieszczam tu notkę, która jest mi bardzo bliska a boję się, że wpadnie w niebyt..


Wstęp
Zaczęło się na pozór niewinnie. Ot,luźna rozmowa z Mamą. O przeszłości. O jakimś nieszczęśliwym mezaliansie. Słuchałam niezbyt uważnie do momentu,w którym powiedziała : ”wiesz,żałuję, że nie słuchałam wspomnień twojej Babci. Teraz na to za późno a mam tyle pytań. Zrozumiesz gdy wejdziesz w starość”. 
Nie wiedziałam, że to była jedna z naszych ostatnich rozmów. Potem był pobyt w szpitalu, niekończąca się walka ożycie a mnie te słowa wypowiedziane przez Mamę nie dawały spokoju. Zaczęłam  zbierać fragmenty naszych rozmów, składać je kawałek po kawałku. Postanowiłam  zrobić wszystko żeby uzyskać odpowiedź choć na parę pytań, których Mama nie  zdążyła zadać Babci.
I tak podążyłam śladami losów kobiet z mojej Rodziny. Podróż zaczęła się prosto bo ode mnie.
Hanna

 
Dzieciństwo beztroskie choć biedne. Urodzona chłopczyca, dla której nie było drzewa nie do zdobycia, kąpiele w stawach, łowienie raków. Szczęście w najczystszej postaci. Młodość chmurna i durna, dorabianie w wakacje żebyśmy mogły z Mamą związać koniec z końcem. Ot, życie. Studia, praca, własna Rodzina. Jest dobrze.

 
Maria - Mama
 
Gdy wybuchła wojna Mama miała 9 lat. Oprócz niej było jeszcze dwóch braci. Starszy i młodszy. Dziadek pracował na kopalni, Babcia zajmowała się domem. Tak jak wielu Rodakom tak i im było ciężko. Trudne czasy, traumatyczne przeżycia. Pod koniec wojny Dziadka wraz z innymi górnikami wywieziono do ZSRR. Wrócił pieszo, w podartych onucach, szkielet ważący 30kg. Babcia sprzedała wszystko co było tylko  możliwe żeby go ratować.  Meble, sztućce, zegar. Mama z braćmi czyścili tory za talerz strawy i parę ziemniaków. Udało się.  Po latach zrozumiałam dlaczego dziadek zamykał drzwi i słuchał radia kiedy uczyłam się języka rosyjskiego. Mama wcześnie zaczęła prace zarobkową. Jej życie to odrobina radości, ogromna miłość do mnie i ciągła troska o zapewnienie mi szczęśliwego dzieciństwa. Nie było Jej łatwo. Spokój nadszedł gdy ułożyłam sobie życie i urodziły się wnuki.

 Łucja –Babcia

 

Odkąd pamiętam zawsze opiekuńcza i serdeczna. Pracowita, zaradna i zachowująca pogodę ducha. Wcześnie została osierocona przez  swoją Matkę  a moją prababcię. Jedna z siedmiorga rodzeństwa. Ojciec żenił się jeszcze dwukrotnie, przyrodniego rodzeństwa przybywało , bieda piszczała po kątach. Im bardziej cofam się w przeszłość tym bardziej mroczne czasy wyłaniają się z ukrycia. Pozbawiona miłości Matki, szykanowana przez kolejne macochy, wyjechała  do Wrocławia. Została służącą na dworze . Tam poznała dziadka i wrócili do Bytomia. Jak wspomniałam, w czasie wojny było im ciężko ale największe piekło rozpętało się po wkroczeniu Armii Radzieckiej. Kradzieże, rozboje, gwałty. Babcia pokazywała mi  kiedyś starą szafę ze śladami kul. Rosyjska żołnierka weszła jak do siebie, zaczęła wynosić co chciała. Jednego Babcia nie chciała oddać. Jedynego garnituru dziadka. Stąd te ślady po kulach. Minęły lata, po śmierci dziadka i dwóch synów Babcia zamieszkała z Mamą. Była z nią do ostatniej chwili swojego życia, pielęgnowana w ciężkiej chorobie z całym oddaniem i troską.
Te dzieje Rodziny znałam ale zaczęło mnie nurtować  pytanie : kim były pozostałe kobiety Rodziny i jakie były ich losy. I tak powolutku, krok za krokiem, metodą prób i błędów rozpoczęła się kolejna podróż w przeszłość. Nie było to łatwe, wierzcie mi. Nie znając dat, czasem miejsc, przekopałam sterty dokumentów. W Urzędach Stanu Cywilnego, parafiach , Diecezjach i kuriach. Dziesiątki telefonów i domysłów. Chwilami miałam wrażenie, że coś lub ktoś  kieruje moimi myślami.  Najpierw dotarłam do dokumentów prababci Emmy.
Emma – matka Babci Łucji 
Mama była przekonana, że  jej Babcia Emma miała 2 rodzeństwa. Nigdy jej nie poznała bo jak wspomniałam Prababcia zmarła w wieku 41 lat osierocając moją Babcię Łucję. Prababcia Emma dzieciństwo spędziła jak to wtedy się mówiło w ochronce dla sierot. Nie była szczęśliwą mężatką, rodziła dzieci rok po roku, zmarła przy narodzinach ostatniego. Z opowiadania Babci mama wiedziała, że  Emma była surową kobietą, nigdy się nie uśmiechała i nosiła w sobie jakiś smutek. Na tym wiadomości Mamy się kończyły a dla mnie rozpoczął się okres  śledztwa. Fascynujące. Wpadłam w te poszukiwania po szyję. Odnalazłam akt zgonu Emmy w USC. Akt małżeństwa – datę obliczyłam w przybliżeniu , panie z USC poświęciły swój prywatny czas przekopując się przez stertę dokumentów i…  bingo. Ostatni urzędowy dokument a w nim dane matki Emmy.

Emma Catharina - matka Emmy (moja Praprababcia).
Jak wspomniałam, w ostatnim dokumencie USC znajdowało się nazwisko rodowe Emmy Cathariny i jej męża.I na tym koniec dobrych wiadomości. A właściwie brak jakiegokolwiek punktu  zaczepienia. Kiedy brała ślub i gdzie?  Znowu żmudne wyliczanki, domysły i telefony. W grę wchodziły : Ruda Śląska, Królewska Huta (Chorzów) , Świerklaniec, Piekary Śląskie. Poszukiwania trwały a  ja miałam coraz mniej czasu. Wiedziałam, że Mama odchodzi. Przeglądałam księgi parafialne kierując się wyczuciem i swoimi obliczeniami. Myślałam, że szczęście mnie opuściło gdy nagle z Kurii Gliwickiej  przyszła wiadomość. Są dane. W oczekiwaniu na swoją kolejkę  ucięłam sobie pogawędkę a panem, który prześledził losy swoich przodków do 1750 roku. Było mu  o tyle łatwiej, że szukał po mieczu a nie tak jak ja po kądzieli. Siadam przed ekranem i  przy pomocy archiwisty czytam dane. Emma Catherine  wzięła ślub w Bytomiu!  W 1856 roku. Miała tak jak  jej córka 7 dzieci a nie dwoje jak sądziła Mama. I to był ten mezalians!  Emma szlachcianka, sierota po oficerze i szlachcicu pruskim, wychowanica  potężnej rodziny magnackiej w wieku 24 lat ( w tym czasie to już staropanieństwo)  uciekła z przyszłym mężem nie bacząc na protesty rodziny. Nie przyniosło jej to szczęścia. Rodzina odwróciła się plecami, Pra-pra-babcia zaczęła klepać biedę do której nie była przyzwyczajona. Rodziły się kolejne dzieci. Gdy ostatnie miało 2 lata Emma zmarła a w 2 lata później zmarł jej mąż. Dzieci trafiły do sierocińców. Dokumenty jednego z nich udało mi się odnaleźć w Piekarach Śląskich. Nie wiem co stało  się z resztą jej dzieci (oprócz mojej prababci Emmy).  Niestety nie byłam w stanie dowiedzieć się niczego więcej.  Nie dotarłam do dokumentów mojej  Pra-pra-pra-babci. Wiem, że tak jak córka i wnuczka miała na imię Emma Catharina.
Zdążyłam opowiedzieć  Mamie o tym czego się dowiedziałam. Niedługo później  Mama zmarła. Przeglądam czasem dokumenty i myślę o Kobietach z mojej Rodziny. Stały mi się bardzo bliskie. Przestały być cieniami z przeszłości.  Tak powinno być  i tak będzie.
Bo  ja, to także w jakiejś części  One.

Cienie przeszłości  strzegą  zazdrośnie
Swoich sekretów, dawnych  wydarzeń
Ludzi  i wspomnień, przebiegu  dziejów
Tego kim  byli, ukrytych  marzeń.

Kiedy tak pędzisz , żyjesz  zachłannie
Gdzieś na pożółkłych kartach  historii
Schowani w  mroku minionych  czasów
Czekają ludzie często  niezłomni.

30 komentarzy:

  1. Witaj
    Ja zawsze byłam ciekawa dziejów mojej rodziny. Szkoda, że nie mam tak dokładnych danych, jak TY. Babuni już dawno nie ma...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne wspomnienia Haniu.Ja niestety nie zdążyłam wypytać mojej mamy (zmarła za młodo), więcej wiem o babci i wspomnienia te pielęgnuję jak największy skarb.
    Serdeczności Haniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja siostra prowadzi rodzinne drzewo genealogiczne. Powoli, przez lata, buduje gałązka po gałązce to drzewo. Na szczęście rodzina warszawska. Czyli jedno miasto. Na szczęście jakiś kościół , mormonów chyba, sfotografował, nie wiem czy do tej pory dalej nie fotografuje, księgi kościelne ślubów, chrzcin i zgonów. Na szczęście... . Doszła do XVIII wieku i nie wiem co dalej, bo coraz trudniej z dokumentami. Zbyt wiele czasu upłynęło. Wojny, powstania i zwykłe przypadki losowe, jak n.p. pożar kościoła od pioruna, czasem niweczą dalsze poszukiwania. Zobaczymy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze jest odnaleźć swoich przodków, swoje ślady w przeszłości,
    ja nie mam tej szansy...
    Bardzo ciekawa historia Twojej rodziny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Haniu najwyraźniej wracasz do przeszłości, a ona jest różna jak u każdego z nas. Mniej lub bardziej chwalebna. Wygrzebując wsteczność niekoniecznie będziemy się czuli lepiej, każdy by chciał żeby mieć bohaterów w swojej rodzinie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna historia rodziny, ciekawe odkrycia. Warto pielęgnować pamięć o przodkach, jeśli czujemy się mocno związani ze swoją rodziną. Ja niestety takiej potrzeby nie odczuwam, ale Tobie tego zazdroszczę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszająca historia, Haniu. Bardzo. Ten post uświadomił mi, że i ja musze pogrzebać w parafialnym kościele, w usc...Trochę już od Mamy wiem, ale to za mało... za mało. Dziękuję za ten post. milutkiego dnia i pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe wspomnienia, warto czasami "wdrapać się na swoje drzewko" Miłego dnia. B

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam Twoją determinację w dokopywaniu się do dokumentów. Ale efekt wspaniały. Pozdrawiam serdecznie :)))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Interesująca historia rodzinna. I bardzo bolesna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Co się dzieje?? Nie ma mojego komentarza. Pewnie znowu w spamie, wrr..../ Maya

    OdpowiedzUsuń
  12. Klik dobry:)
    Hanno, masz na Onecie wiele notek, które nie mają prawa zniknąć. Miejmy nadzieję, że aż tak onet nie sfiksuje.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Twoja rodzinna historia jest intrygująca... :) Oraz, jesteśmy do siebie podobne z charakterku, a zdjęcie Twoje z młodości jest piękne, ale o tym już wspomniałam :)Bardzo ciekawy post. Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja znajoma kopiąc tak w przeszłości niestety odkryła jakieś rodzinne pochodzenie żydowskie. Była w niemałym szoku znając nasze nastawienie do semityzmu. Pozdrawiam Hanna. Płynie błękitna krew w Twoich żyłach. Tylko Ci pozazdrościć. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję wytrwałości w poszukiwaniu. Jesteś silną Kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  16. ...aby wiedzieć dokąd się zmierza, trzeba znać swoje korzenie ...:)
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  17. Haniu, ja tylko sprawdzam czy wejdzie. Wybacz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weszło i myślę, że nie myknie:-)). Pisałam, że dziękuję za ten post, bo przypomniałaś mi moich Rodziców. Musze i ja poszperać tu i tam:-). Pozdrawiam.

      Usuń
  18. Kawał dobrej roboty Haniu:) Podziwiam za determinację w poszukiwaniach. Najważniejsze, że udało się... Tak sobie myślę, że w każdej chyba rodzinie, przeszłość zawiera jakieś sekrety nieodkryte, tyle że nie każdy ma pasję poszukiwania:)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Ps. Jesteś podobna do Mamy. Przynajmniej na tych fotografiach:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wzruszajace i pieknie opisane.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  20. Wymagało zapewne niemało pracy, aby odkopac stare korzenie. Zrobiłaś to doskonale, warto było, bo przecież jestes cząstką i Marii i Łucji i Emmy. Post skłania do rekleksji, na ile kształtuje nas życie a na ile o nim decydują geny ? Pozdrawiam Haniu, to piękny post :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Poznać swoją przeszłość to coś co mnie nęci od dawna . Jednak musiałabym nieźle się naszukać , bo dzieje mojej rodzinki były bardzo pogmatwane . A starsze pokolenie już nie istnieje . Podziwiam Twoją pasję .
    Przeczytałam post o seksie i myciu okien . No , no ...
    Uśmiałam się nieziemsko . Aromatyczna

    OdpowiedzUsuń
  22. To wspaniale znac historie rodziny i to tyle pokolen wstecz! Podziwiam deterinacje w poszukiwaniu "sladow".
    Czuje sie zainspirowana. Ktoregos dnia rowniez spisze to co jeszcze pamietam ze wspominek moich babc. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. tak samo moja mama powiedziała do mnie kiedyś... i mnie te słowa zapadły głęboko w pamięci, dlatego teraz słucham, żeby nie żałować, kiedy będzie za późno.

    OdpowiedzUsuń
  24. Super z Ciebie babeczka:-). Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Śledzenie historii rodzinnej jest fascynujące, bez względu na to, czego się dowiadujemy (bo to już przeszłość); ja też nie zdążyłam porozmawiać o wszystkim z seniorkami rodu, bo po prostu byłam za mała, żeby mi to przyszło do głowy (jestem późnym dzieckiem mamy, a i babcia urodziła mamę, będąc już po trzydziestce). Wiem, że prababcia ze strony mamy miała +- 10 dzieci, w tym tylko jednego syna, który niestety zginął podczas wojny. Z jakiej rodziny pochodziła prababcia i pradziadek, nie wiem. Jeszcze mniej mi wiadomo o rodzinach dziadków ze strony ojca, ale zmarli jeszcze wcześniej.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  26. Piękne i silny kobiety, a Ty jesteś jedną z nich, one są częścią Ciebie , a Ty kolejną częścią tej historii...

    OdpowiedzUsuń
  27. Pani Haniu !!! Piękna historia ale wkradł się mały błąd,który nalezy poprawić. Chorzów nigdy nie nazywał się Nowa Huta tylko Królewska Huta (od niemieckiego Koenigshutte - nad lit."u" dwie kropeczki - umlauf) Pozdrawiam serdecznie !!!

    OdpowiedzUsuń
  28. Oczywiście Wiktorze, masz rację. Już poprawiłam. Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń