Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 sierpnia 2012

Pieskie życie


 
Wybaczcie, że pojawiam się ostatnio tak rzadko ale nadal tkwię po uszy w przetworach.
Jeszcze tylko do soboty a potem koniec . Do września.


  
Zawsze miałam do nich słabość i ciągle spotykałam je na swojej drodze.
Pierwszego pieska znalazłam w bramie. Ciemnej, zimnej i ponurej. Szczeniaczek porzucony przez jakiegoś drania. Nie namyślałam się długo i raz dwa znalazł się za moją pazuchą. Wracałam do domu tramwajem, myśląc co też powie Mama na takie znalezisko. I pchły, które mnie oblazły.
Nie była zachwycona ani jednym ani drugim ale  po jakimś czasie zaakceptowała Kubusia. Pcheł nie. Był z nami 12 lat.
Drugim pieskiem była Kama.
Zadzwoniła do nas znajomy z pytaniem czy nie wzięlibyśmy pieska. Rasowy owczarek  niemiecki. Synowie na to jak na lato a ja jakby mniej.
Okazało się, że suczka ma rok, właściciele wyjechali zagranicę a pieskiem opiekuje się krewna i szuka dla niego domu. Z rozmowy wynikało, że Kama jest zamknięta przez całe tygodnie w domu , wyje z głodu i sąsiedzi nie mogą już tego wycia słuchać i na własną rękę szukają dla  psiaka  lokum.  Zawiadamiali TOZ ale pracownicy całowali klamkę  bo opiekunka mieszkała gdzie indziej niż psiak. Nie wierzyłam własnym uszom.  Zadzwoniłam pod wskazany przez znajomego telefon, umówiłam się z „opiekunką Kamy”  i pojechaliśmy po nią. Matko jedyna. Czegoś takiego to się naprawdę nie spodziewałam.
Wycieńczony piesek z żebrami na wierzchu , zmierzwioną sierścią i pazurami na kilka centymetrów. Baba coś  tam mówiła jaki to dla niej kłopot, że zgodziła się na opiekę ale nie daje rady, bo to mieszkanie w którym piesek przebywa jest daleko a do siebie go nie może wziąć bo ma 6 kotów. Miała to fakt. W mieszkaniu śmierdziało straszliwie, kuwety nie czyszczone chyba z tydzień. Narzekała, że mieszkanie w którym przebywała Kama jest zapaskudzone a jak chciała zrobić tam pranie to okazało się, że Kama zjadła z głodu proszek do prania. Myślałam, że babę uduszę. A co miał zrobić pies zamknięty cały czas w mieszkaniu i dostający raz na tydzień coś do jedzenia? O ile dostał. Bez słowa zabrałam Kamę na smycz i nawet się z babskiem nie pożegnałam. Prosto od niej pojechaliśmy do weterynarza. Zanim zdążyłam wydukać w jakiej sprawie, spadła na mnie lawina wyrzutów . Facet tak się wściekł na widok Kamy, że puściły mu hamulce.
Czekałam aż się wywnętrzy i spokojnie wyjaśniłam sytuację. Po badaniach weterynarz wyjaśnił sytuację mnie.
Było fatalnie. Weterynarz stwierdził, że szanse na uratowanie psiaka są marne.
Zaaplikował na miejscu kroplówkę, kazał karmić bardzo oszczędnie, podał zastrzyk i rzucił " jeśli przeżyje tydzień to z tego wyjdzie ale potrzebuje opieki 24 godziny na dobę".
 Wzięłam urlop.  Kama pozwoliła się wykąpać, karmiłam ją  z ręki bo z miski   jeść nie chciała.. Grzecznie załatwiała się na spacerach. Kolejna wizyta u weterynarza i szeroki uśmiech. Udało się.
Tak wiernego pieska jeszcze nie miałam. Chodziła za mną krok w krok, nie opuszczała nawet na chwilę. Kiedy wracałam z pracy witała mnie tak, że cudem nie nabijałam sobie guzów. Wyrosła z niej piękna suczka. Była z nami 13 lat.
A teraz mam Lejkę. Ze schroniska, kundelek.
Wzięłam ją pewnego styczniowego dnia. Siedziała dostojnie na dachu budy patrząc z góry na kotłujących się towarzyszy niedoli.
Minęły 3 lata, chodzi ze mną na spacery, siedzi na kanapie i patrzy jak wklepuję post. Teraz trąca mnie łapą i domaga się karesów. Siedem pociech z tej Lejki. Kiedy mąż wraca z pracy, zatrzymuje auto  za bramą a psina cała szczęśliwa pędzi na spotkanie, wskakuje do samochodu i łaskawie pozwala podwozić się  pod dom.  Całe 50 metrów.
Jak tylko zbliża się burza to nurkuje do swojego schowka i udaje, że jej nie ma.
Weterynarza zdecydowanie nie lubi. Obcinania pazurków też nie. Jest tylko jedno miejsce w którym na to pozwala. Taras. Pada, nie pada, zima i mróz, nie gra roli. Tylko tam. Jeśli za długo jest sama, bawi się w ekwilibrystykę. Do miseczki z jedzeniem wkłada miseczkę  z wodą. Do góry dnem. Ewentualnie przynosi sobie z garderoby kapeć męża lub mój i leży przy nim dopóki nie wrócimy. I jeszcze jedno. Lubi koty!
I jak tu nie cieszyć się z takiego towarzystwa ?

33 komentarze:

  1. Cudowne dwie historie o psach.
    Aż serce boli jak czytam o Kamie...
    Jak dobrze,że trafiła na Ciebie
    i przeżyła życie po ludzku :-)
    Dlatego jestem za masowa sterylizacją kastracją,
    bo na odpowiedzialność ludzi trudno liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pokroiłaś mi serce na plasterki, trafiłaś na zwierzęciarę w mojej osobie. I tyle mogę napisać - zalałam łzami klawiaturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia Kamy mnie powaliła i przeraziła, jak ludzie mogą być tak okrutni. Szczęście, że Kama trafiła na Ciebie. Ludzi dorosłych mi tak nie żal, jak zwierząt, gdy dzieje im sie krzywda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oba psiaki miały wiele szczęścia, że do Was trafiły! Gdyby nie Wy....:( ...moja sunia została podarowana przez osobę, która jej nie chciała, ba nawet chciała ją ...uśmiercić, a dlaczego? bo urodziła się z bezwładnym ogonem... Zabraliśmy ją do siebie...jest z nami 17 lat, dziś chora na serce, po dwóch opracjach, od kilku miesiecy leczona zestawem leków, nieco niedosłysząca i wolno tracąca wzrok i węch ...wciąż jednak na przekór wszystkiemu cieszy nas swoją wiernością, miłością i oddaniem...
    Serdeczności!

    Ps...oby jak najdłużej nasze psiaki z nami były!

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutna historia o psiakach:-(. Nie rozumiem ludzi, którzy traktują swoich pieskich przyjaciół w tak okrutny sposób i, nie zrozumiem. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na miejscu Kamy - zeżarłabym koty, a potem właścicielkę... Ludzie to podli potrafią być. Oraz i ja jestem taką psiarą :)Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie mogę patrzeć na to ,jak ludzie często traktują te biedne zwierzaki. Czasami powinno się odwrócić role.Zamknąć takiego właściciela albo opiekuna na tydzień bez jedzenia i picia,to może by poszedł po rozum do głowy.
    Dobrze,że te trzy psiaki trafiły na Ciebie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hanno, widzę, że pieski nie maja u Ciebie "pieskiego życia", oj nie!

    Muszę jednak powiedzieć, że niedawno psy tak "umilały" wakacje, że nie dało się wyjść z pokoju w pensjonacie. Ale to wina panów i pań a nie psów.
    Ludzie spuszczają psy nawet na trasach turystycznych w górach. Strasznie to nieodpowiedzialne i ogromny stres dla samotnych turystów.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam zawsze psa ,teraz by nie miał kto z nim być mnie nie ma 12 godz ,ale jak tylko przestane pracować to już zaklepane że zaraz ide po psa ,przetworów też już nie robie ,na razie mam wszystko przez cały rok świeże :):):)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię psy i miałem je długo. Teraz, brak mi takiego towarzysza. Szczególnie, Kamy ze schroniska. Nigdy nie "pyskowała", że źle robię cokolwiek, a wysłuchała, jak jestem niedoceniany - :-)))
    Ostro reagowała głosem, gdy mhm.... Rodzina, wypowiadała niepochlebne uwagi pod moim adresem. Jak tu, nie doceniać prawdziwej przyjaźni?
    Pozdrawiam :-)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Wzruszające historie... Dużo szczęścia miały te dwa psiaki, że trafiły w dobre ręce:)
    Pozdrawiam Haniu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj
    Czyli psy miale szczęście trafić do dobrego domu i opiekuńczej Pani Hani :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz ogromne serducho Haniu. Uwielbiam zwierzaki, niewiele wymagają, a oddane są bez reszty.
    Pozdrawiam. Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja także mam Kamę, 4-letnią bokserkę. Kupiliśmy ją jako maluszka , okazało się z zapaleniem oskrzeli. Potem przyszło zapalenie płuc, a na końcu przyszła sepsa. Miała niewiele szans na wyzdrowienie, bardzo silne antybiotyki zaatakowały stawy. Pewnego wieczora mąż stwierdził, że Kamusia nie przeżyje nocy. Siedziałam 3/4 nocy na legowisku z nią, z płaczem okrywając ją, aby nie była sama. A sunia przeżyła noc, zaczęła dochodzic powoli do zdrowia. Pewnie dlatego jest tak bardzo oddana, tak nas kocha. Rozumiem jak widzisz Twoje przywiązanie do psów. To nadzwyczajne stworzonka. Całuski ślę, Haniu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie tylko zwierzęta tak są u nas traktowane. Podobnie zostawia się czasem schorowanych bezbronnych starców pod jakąś zupełnie pozbawioną poczucia odpowiedzialności opieką która w większości jeszcze w dodatku pozostaje zupełnie bezkarna. Smutna i czasem koszmarna jest ta nasza rzeczywistość za niejednymi drzwiami. Twoje pieski maja wyjątkowe szczęście.Pozdrawia-;))

    OdpowiedzUsuń
  16. Mialy szczescie wszystkie 3 pieski, ze trafily na Ciebie, szczegolnie Kama!
    Bella jest moim pierwszym psem, ma dopiero 4 lata i mam nadzieje, ze mimo nieuleczalnej choroby bedzie z nami jak najdluzej, ale kilkunastu lat raczej nie doczeka... :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Janusz L.Wiśniewski napisał: Chciałbym być takim człowiekiem jakim widzi mnie mój pies.

    Hanno...a Ty taka jesteś :)


    Pozdrawiam, pogodnego i udanego weekendu życzę ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  18. Zwierzęta kochają mimo wszystko, w przeciwieństwie do ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  19. lato ma swoje prawa, ja tez leniuchuje...przepraszam ty przetwory masz.... no a ja lenistwo blogie - usciski

    OdpowiedzUsuń
  20. Miło jest przejrzeć się w oczach naszych zwierzaków...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozumiem Cię doskonale .
    Mój pierwszy pies był z nami 18 lat ( wszystkie lata spędził w domu w którym się wychował, nawet kiedy ja już się z niego wyprowadziłam )- z powodu ciężkiej choroby trzeba było go uspać, żeby mu ulżyć w cierpieniu. Był jak członek rodziny...
    Ponad rok temu w moim domu pojawiło się Futro ( tak ją nazywam na blogu)- jamniczka, którą wykarmiłam strzygawką ( za wcześnie została zabrana od matki). Od razu podbiła nasze serca. Ma swoje miejsce na kanapie, swoje zabawki ( Córka czasami odda jej nawet swojego jakiegoś pluszaka), swój kocyk, swoje miejsce w samochodzie - a jak ostatnio 2 dni była pod opieką mojej mamy wydzwaniałam kilka razy sprawdzić, czy wszystko ok.
    Nie wyobrażam sobie, że mogłoby tej suczki nie być w naszym życiu...

    kokolinka
    kokolinkowyswiat.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja miałam tylko jednego pieseczka - sunię Lassie. I nie chcę już mieć innego, bo czułabym się tak jak bym ją zdradziła. Od 4 lat biega już po zupełnie innej, niebiańskiej łączce. Była piękna, mądra, kochana.

    OdpowiedzUsuń
  23. ja od małego mam psy w domu, kiedy nam zmarła suczka Perełka mama stwierdziła, że nigdy więcej psów. a Kiedy parę dni później przechodziliśmy obok zoologicznego i zobaczyłam ogłoszenie: "oddam pieska w dobre ręce" zaglądnęłyśmy z mamą i Bambaryłka jest z nami do dziś, kochany z niego pies, a jaki rozumny. Miał być, podobno, owczarkiem, a się okazał... jamnikiem. Ukochany piesek mój, tak się cieszy, gdy ktoś wraca do domu, a w szczególności gdy ja zawitam. a jak mu się powie, że przyjadę to cały dzień pod drzwiami czeka.
    i jak go nie kochać?
    uwielbiam go!.

    Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.
      Moja Babcia w sobotę uśpiła naszego kochanego pieska, był z nami 14 lat. Gdyby nie choroba skóry, którą dostał przez liczne kleszcze, pożyłby więcej, jak powiedział weterynarz. Teraz już sobie śpi i nie cierpi.

      Pozdrawiam.

      p.s.
      A Ty co sądzisz o rycerzach naszych czasów? Zapraszam do czytania i komentowania.

      Usuń
  24. No to wreszcie wypoczywasz z uroczą wnuczką:-)Moc pozdrowień:-*) B & S

    OdpowiedzUsuń
  25. Bo naturalna symbioza psa z kotem naprawdę jest możliwa:)
    przetwory zawsze kojarzyły mi się z końcem lata... czy to już ten czas? mam nadzieję, że nie:)
    pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobra z Ciebie duszyczka
    A Kama to i w naszym domu mieszkała. Jamniczka. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak zawsze w śmieciach:-(. Tym razem bez logowania tu i już. Teraz poprzez bloog.pl Znajdź mnie w spamie, bo nie chce się powtarzać. Buziolki. /Maya/

    OdpowiedzUsuń
  28. Też przygarnęłam suczkę przybłędę - Nazwaliśmy ją Kropką. Kundelek. Sama sobie nas wybrała kładąc się na naszej wycieraczce. Była brudna, głodna i zapchlona, miała wybity 1 ząb. Z naszym kotem - rezydentem szybko się zaprzyjaźniła. Była z nami 12 lat, kot był starszy i odszedł wcześniej o rok, przeżywszy z nami lat 16. Często łezka mi się w oku zaszkli, jak wspomnę te nasze zwierzaki, ale już nie będę brała nowych. Wystarczy.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja nie pamiętam ze swojego już dosyć przydługiego życia,żeby w moim domu nie było psa,kota lub jeszcze jakiegoś innego zwierzaka.
    Teraz mam dwa psy,a w jednym z nich platonicznie kocha się jedna kotka.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ty nie tylko masz dobre serce dla zwierząt. Jesteś po prostu cudownym, dobrym CZŁOWIEKIEM:-)
    Serdeczności i udanego weekendu:-*) B & S

    OdpowiedzUsuń