Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

piątek, 14 września 2012

Gdzie jest szpajza?



Chyba obudziłam Licho z poprzedniego posta. A było to tak:
Wstałam dziś raniutko i pomyślałam, że w taki pochmurny dzień należy mi się coś dla ciałka. Szpajza!


Deser lekki, kaloryczny ale mam to w głębokim poważaniu. Chce mi się i  już! Uzbrojona w odpowiednie akcesoria i produkty, zabrałam się do pracy. Nalałam pierwszą porcję do pucharka i poszłam po następne pucharki do jadalni. W kuchni słyszę rumor. Jak nic Lejka szura swoją miską bo chce jeść. Wchodzę i …

Lejka siedzi na stołku, naczynie ze szpajzą puste a paskudnica ma cały pysk w piance i oblizuje się na potęgę. Ręce mi opadły. Żeby chociaż z poczucia wstydu myknęła do koszyka. A gdzie tam! Siedzi i czeka na więcej. Wywiązał się między nami niemy dialog:

-Gdzie szpajza paskudnico???
-No, co ! Głodna byłam to zjadłam. Nawet niezłe to coś było, tylko kwaskowate.
- Tyle razy ci mówiłam, że ze stołu nie wolno nic zżerać !
- E, tam, nie marudź. Wiesz, że tak mam od czasu schroniska. Żałujesz mi czy co?
-Ty się schroniskiem nie wymawiaj, to było dawno. I nie bierz mnie na litość. Twarda jestem.
- Wielkie mi mecyje. 5 minut roboty a pretensje jakbyś cały dzień przy piecu stała. No dobra, idę do koszyka. A micha dalej pusta. Chcesz mnie zagłodzić , czy co?

Widzę, że dłużej nie pogadam. Zrobiłam następny garnuszek i rozlałam do pucharków. Jednemu z nich zrobiłam zdjęcie. Przylepię Lejce na koszu z napisem ZAKAZ!  


W ramach resocjalizacji  ( jestem wredna), postawiłam przed nią pucharek wypowiadając  słowo „NIE”. I tak parę razy. W końcu zniechęcona obraziła się i poszła… nie, nie kojca. Na moją kanapę. Zołza jedna!

Na jej usprawiedliwienie mam jedno. Faktycznie, odkąd ją znam, to  jest nienażarta. Nawet muchy łapie w locie. Zawsze jej mało jedzonka. Jakiś syndrom głodomora  podłapała  w tym schronisku  (a była tam 1,5roku) i pielęgnuje go starannie.  Rok temu zwinęła mi kotlety z garnka. Nosem strąciła pokrywkę, zjadła 3 sztuki mięsiwa i udawała niewiniątko.  Normalnie niewinna jako ta lilija. Idę dać jej michę zanim mnie całkiem znielubi.





33 komentarze:

  1. Sympatyczna łakomczucha, do tego troche bezczelna , bo jeszcze w pretensjach, he, he :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Haniu, przecież ona dbała o te Twoje kalorie, choć Ty masz je w poważaniu :))) Pomyślała, że zapobiegnie w ten sposób Twoim wyrzutom sumienia :))) Nie wiedziała, że nie będziesz mieć, następnym razem ją uprzedź :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Hihihi:) Cudna! I szpajza i Lejka. A kalorie..kto by się przejmował jak zapotrzebowanie jest!! Nie wolno sobie odmawiać (w ramach rozsądku oczywiście), bo nerwicę trudno wyleczyć.
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto doświadczył głodu
    Ma wiele powodów
    By uciszyć sumienie
    I ukraść jedzenie
    Tak myślę, ze psinie
    Nigdy to nie minie
    Jako żem wrażliwy
    Widzę pozytywy
    Bo do końca życia
    Chronić Cię od tycia
    Będzie wierna Lejka
    Tak więc Haniu - Hejka !

    bubu54



    OdpowiedzUsuń
  5. Ale jak takiej Lejce odmówić, no jak? Się nie da po prostu;-)
    Serdeczności Haniu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpierw u Babi z kotami się uchichrałam teraz tu:-))). Wesoły dzień nam nastał:-)). Buziaczki:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie kiedyś mój piesek kiedy tylko odszedłem na chwilkę od stołu zeżarł kotleta :( głupki małe :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Niektóre zwierzaki mają syndrom ,że zabraknie i jedzą do oporu ...
    Co to jest szpajza ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.wielkiezarcie.com/recipe26823.html

      Usuń
  9. ...coś jak moja, łasuszka, złodziejka pierwszej wody...zwija wszystko co w zasięgu jej pyszczka się znajdzie, ostatnio ze stolika świsnęła mi kanapkę z twarożkiem, którego notabene nie lubi, gdy w jej misce się znajdzie...a kradziona pajdkę zjadła do ostatniego okruszka;)
    Kreślę pozdrowienia! Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Słodycz... sama słodycz!! Psiczka, oczywiście. A to coś o dziwnej nazwie, to co to właściwie jest?

    OdpowiedzUsuń
  11. A to ci psotnica ,no ale inna drogą musi sprawdzić czy aby to co pani zrobiła nadaje się do jedzenia :):):):))

    OdpowiedzUsuń
  12. Znaczy się prawdę piszesz, że szpajza jest smaczna. Jury w postaci Lejki to doceniło:-)
    Pozdrawiam. Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mądry pies! A jaki przewidujący. Wiedziała psina co robi, zawsze się dla Ciebie poświęci;) A co?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nasza Zuzka- pies z nizin społecznych, zanim wychowałam ją na damę, również zżerała wszystko, co było w zasięgu oka. Wieczorem szła do kojca zaprzyjaźnionego wilczura u sąsiada i wyżerała mu z michy kolację. Epizod z kotletami również miała w swoim życiu. No i... była taka kochana, że wszystko jej wybaczaliśmy. Twoja też jest cudna. Przecież nie będziesz drobiazgowa :)))))

    OdpowiedzUsuń
  15. No wiesz, Hanno..., żałować Lejce szpajzy (cokolwiek to jest, ja bym pomyślał że to zaprawa murarska w slangu górali z Wisły)?!
    Z tymi trzema kotletami też nie ma się o co obrażać, bo gdybyś wpuściła mojego najmłodszego brata, to by Ci zostawił jednego kotleta na spróbowanie. A gdybyś do tego wpuściła mojego drugiego brata, tego co mu tak dobrze córki wychodzą, to nie będę Ci tłumaczyć co by się stało ze szpajzą, bo któregoś ranka zjadł prawie całą blachę szarlotki i nie zauważył nawet, że ona nie była jeszcze upieczona (słowo honoru). Matka się przestraszyła, że będzie miał zatrucie, ale on by mógł Twoją Lejkę żywcem zjeść i też by mu się nic nie stało, tylko by narzekał, że go sierść łechta niemiłosiernie. Zatem żałuję, że nie mogłem poznać Lejki, bo widzę w niej bratnią duszę :-)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Klik dobry:)
    A co to jest szpajza? Nigdy nie słyszałam takiego słowa. Lubię zwierzęta, ale garnkach i łózkach... nie! Co to, to nie, i już.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. I to jest TO !!! :)))lekko, z humorkiem i ...z prozą życia :))mam mówić dalej ??? :)))) Wspaniale ! kontynuuj :)))B.:))ps.żeby nie było, dla Lejki również, uwielbiam ją! :))))

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Haniu! Widać smakowita ta szpajza, skoro Twoja Lejka wyczuła i skonsumowała. Haniu a co to jest? Pierwszy raz taką nazwę słyszę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Haniu, wiem, że nie wyobrażasz sobie życia bez Lejki.
    Kochasz ją całym sercem. Z przymróżeniem oka patrzysz jak zajmuje Twój fotel, kładzie się na kanapie.
    Oczywiście, że należy troszeczkę pomruczeć.
    I chociaż zjadła Twoją szpajzę (też nie wiem co to jest) niezbyt się gniewałaś, bo wiem, że gniewać się nie potrafisz.
    Miłego9 dnia!
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Postawić pieskowi smakołyk przed nosem i nic.Przecież serca trzeba nie mieć :)nawet jeżeli psinka przedtem co nieco już przekąsiła

    OdpowiedzUsuń
  21. Haniu ja mam prośbę do Ciebie . Może będziesz mogła mi pomóc?
    Dawno temu byłam u mojej ciotki na Śląsku, był to okres świąteczny. I ona zrobiła taki deser, miało to postać gęstego kisielu) w środku były migdały, rodzynki. Co do koloru nie jestem pewna, ale chyba to był taki brudny róż. Czy wiesz może o czy ja mówię? Jeśli tak, to proszę podeślij mi przepis i sposób wykonania tego. Pyszne to było.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Może i ja taki deserek bym zrobiła:) Tylko żebym to ja wiedziała co to jest, nazwa nic mi nie mówi:)))
    Musi być dobre skoro psinie też smakuje... Na drugi raz Haniu zrób kapkę więcej i nałóż do michy Lejki:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z tego wniosek tylko jeden. Szpajza musiała być wyśmienita. I nic dziwnego, że Lejce tak smakowało:-)))Dziwi tylko, dlaczego tak jej żałujesz tych pysznotek. Przecież nie ma tego na co dzień:-)))

    Serdeczności i udanego weekendu:-*) B & S

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja kocham kurki :))) I lubię koty :))) Kiedyś gdy byłam dzieckiem jeden pies na ulicy mnie ugryzł i od tamtej pory boję się psów... :(

    OdpowiedzUsuń
  25. A moja Kropka tylko raz ściągnęła kanapki ze stołu. Ofuknięta chyba zrozumiała, że nie wolno. Potem już tylko patrzyła, jak jemy, ale takim wzrokiem, że nie sposób było jej czegoś nie dać. To był też głodomór - worek bez dna, tak jej zostało po głodzie i poniewierce, zanim się do nas przybłąkała. Mój kot natomiast dostawał fioła, jak czuł świeżo upieczony sernik. Kiedyś przegryzł się nawet przez dwie reklamówki i folię aluminiową - miałam zabrać ze sobą na składkowego sylwestra. Stał już przygotowany do wzięcia...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Haniu, witam Cię bardzo serdecznie w niedzielne popołudnie.
    Bardzo pragnę umieścić Twój blog Hanna (hania12) w moich ulubionych.
    I co się okazuje? Pojawia się stary post sprzed 4 lat, z białym tłem. Próbuję, i nic mi nie wychodzi.
    Haniu, bardzo proszę pomóż mi rozwiązać ten problem.
    Ślę moc pozdrowień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak to się stało Łucjo, bo ja ten blog mam dopiero od maja 2012r.Skąd post sprzed 4 lat? Spróbuj raz jeszcze wklejając
      http://hania12blogspotcom.blogspot.com/
      Serdeczności

      Usuń
  27. Witaj
    Nie wiem, co to za deser- zaraz poszperam...
    Pozdrawiam niedzielnie serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mój pies w schronisku nie był. Od szczeniaka był u nas. I co? Zjadliwy był strasznie. Miska nie mogła być pełna. Miska po napełnieniu musiała być opróżniona. Natentychmiast. Od razu i od ręi (albo raczej łapy). Ze zdziwieniem patrzyłam na psy znajomych, które przechodziły obojętnie koło pełnej miski, bo miały w zwyczaju podjadać jak zgłodnieją. Nie, u nas miska była napełniana i opróżniana równocześnie :) Nic nie miało prawa w niej pozostawać. Wyjątkiem były rzeczy niedobre :) Mało ich było.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ubawił mnie Twój post . Mam koty , które też mają zakazy lecz czasami udawają , że chorują na uwiąd starczy i zapominają o tym czego im nie wolno . Wybaczam , bo nie mam sumienia karać . A rozmowa niewiele pomaga . Aromatyczna

    OdpowiedzUsuń
  30. Haha! Widzę, że i ty masz swoją Zołzę ;-)

    OdpowiedzUsuń