Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 25 września 2012

Stara kobieta przy studni

(fotogaleria.pl) 


Jankę poznałam parę lat temu. Drobna, zasuszona staruszka z uśmiechem na pomarszczonej twarzy. Wracałam  z lasu gdy złapał mnie deszcz. Do domu był jeszcze spory kawał drogi a ja przemokłam do cna. Szybkim krokiem chciałam ominąć starą chatkę ale w drzwiach zobaczyłam kobietę. Gestem dłoni przywoływała mnie do siebie. Przekroczyłam próg jej domu i czas zatrzymał się w miejscu. Mała kuchnia z węglowym piecem, obwieszona była pękami ziół, kwiatami lawendy i warkoczami czosnku. Taki zapach zapamiętałam ze swojego dzieciństwa. W rogu pokoju stał piękny kaflowy piec. Czasem można jeszcze takie spotkać ale to już rzadkość.  Staruszka przyniosła mi  czyjeś ubrania. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-To córki, przebierz się  dziecko.
Dawno tak nikt do mnie nie mówił. Po chwili siedziałam  w suchym odzieniu nad kubkiem parującej herbaty malinowej. Ogień pod płytą buzował wesoło, wzmagając jeszcze bardziej zapach ziół. Spojrzałam na gościnną gospodynię i nieśmiało zaczęłam rozmowę. Słowo po  słowie, starannie je ważąc, staruszka zaczęła opowieść. Wychowała 3 dzieci. Poszły w świat ale pamiętały o matce. Przyjeżdżały, chciały zabrać ją do siebie bo martwiły się  jej osamotnieniem po śmierci męża. Odmawiała, więc telefon dzwonił często.
- Nie chciałam stąd wyjeżdżać. Wiem , z dziećmi miałabym lepiej ale  tu jest moje miejsce. Popatrz dziecko na tamten zagajnik. Tam oświadczył  się mi mój Józio, zrękowiny były skromne a i wesele niebogate. Zdunem był, ten piec w rogu to mojego Józia ręce postawiły. Piękny , prawda?
Ten domek też dla nas pobudował. Sąsiedzi, dobrzy ludzie pomogli. Na cmentarzu mój grób przy boku męża już przygotowany. Tyle lat razem, tęskno mi za nim. Dobry z niego był człowiek. Kochał i szanował, wspólnie radziliśmy o wszystkim, jakby jedna dusza w dwóch ciałach była. Mijały  lata a Bóg  nas nie pobłogosławił potomstwem. Wiem, teraz jest inaczej ale kiedyś kobieta co nie rodziła to jakby ułomna była. Chcieliśmy mieć dzieci, jak każdy. Prosiłam Boską Panienkę o łaskę. Spełniło się. Urodził się Janek, Marysia i Staś.
Zmyślne i zaradne dzieciaki. Swojego ojca słuchały, bywało, że podzięce całowały w dłoń. Tak same od siebie bo Józio nigdy tego nie chciał i ręce za plecami chował. Janek jak podrósł, to w wakacje poszedł do zbiorów. Kupił u drwala drewna a potem jak już poleżało, to dogadał się ze stolarzem, żeby go do warsztatu wpuścił. Na Józia urodziny  przed dom zajechał wóz a na nim stół i ławy do kuchni. Naszego Janka  robota. Tak, to te. Teraz synek zagranicą mieszka i wnuka uczy stolarki bo ma smykałkę. Czasem przyjadą na parę dni.
Tam w rogu wisi obraz Marysi. „ Stara kobieta przy studni”. To ja. Mówisz dziecko, że piękny? Mój Józio go lubił no i ja też. Jak Marysia zagranicę wyjechała, to go dla mnie namalowała. Ma talent i ludzie kupują jej obrazy, nawet jakąś wystawę miała.
Nie ciągnie mnie do świata choć tam moje dzieci, wnuki i prawnuki. Niech tam fruwają, bo przecież i ptaszęta swoje młode w świat puszczają. Tak to już jest. Mnie już dużo czasu nie zostało ale to dobrze, bo nie ma nic gorszego jak to, gdy  Bóg o człowieku zapomina. Na wszystko przychodzi pora. I na mnie też.
Za oknem ustąpiły chmury. Przebrałam się z powrotem w moje suche już ubranie. Podziękowałam za serdeczną gościnę i obiecałam jeszcze nie raz zajrzeć. U Janki byłam 3 razy. Zawsze czekała na mnie w progu domu. Któregoś dnia zastałam zamknięte drzwi. Z pobliskiego domu wyjrzała sąsiadka.
-Janka nie żyje, szybko poszło. We śnie zmarła. Zostawiła coś dla pani.
Podała mi pakuneczek. „ Stara kobieta przy studni”.
Dzisiaj nie ma już tamtej chatki, na jej miejscu stoi nowy domek, w którym mieszka pewnie jakaś szczęśliwa rodzina. Ze ściany w moim pokoju spogląda na mnie twarz staruszki i ciągle mam wrażenie, że w powietrzu unosi się zapach ziół i lawendy.
(archiwum)

27 komentarzy:

  1. niby korzenie, niby wspomnienia, ale taka śmierć w samotności...sama nie chciałabym mieszkać na starość z dziećmi, ale takiej samotności też bym nie chciała. ściskam

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz Hanno, teraz raczej nie zdarza się zbyt często , wierność miejscu i wspomnieniom...Dla tej starszej pani, nie potrzeba wygód w jakich dzieci jej żyją. Dla niej to miejsce jest "magiczne" i w takim chce być:) Miłego :) B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie podobne mieszkanie (trochę bogatsze w wystroju) z pięknym białym kaflowym piecem było u mojej teściowej. Miejsce potrzebowała politechnika lokatorzy dostawali mieszkania w bloku a dom rozebrali. Ja do dziś nie wiem komu on przeszkadzał. bo tam nic specjalnego nie pobudowali potem. Przepiękna opowieść Hanna-;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekna opowiesc Haniu! Zazdroszcze Jance, ze znalazla takie miejsce na ziemi gdzie po prostu "przynalezala". Ja ciagle szukam swojej "ziemi", ale czy ja kiedys znajde?
    A takie kaflowe piece staly w domach obu moich babc. Kiedy przyjezdzalam zima, na Boze Narodzenie lub ferie, uwielbialam siedziec oparta o nie plecami, kiedy bylo napalone!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne spotkanie...
    I będziesz miała piękne wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Haniu, to wielka przyjemność spotkać taką cudowną osobę pełną miłości i dobroci.
    Czytałam z rozczuleniem Twój post.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna historia ,czytalam z zapartym tchem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Starych drzew się nie przesadza. Pewnie Janka znała to przysłowie i czuła w nim prawdę. Mnie też trudno byłoby opuścić dom, w którym teraz mieszkam, to miejsce, ogród, a jestem typem,który potrzebuje trochę swoich rzeczy w w każdym miejscu stworzy sobie nowy dom :)Pięknie Janka opowiadała o swoim mężu i dzieciach. Sama miłość :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż tu napisać... wzruszająca historia Haniu:)
    Serdeczności zostawiam:)

    OdpowiedzUsuń

  10. Siedzę już kilkanaście minut i nie potrafię nic mądrego napisać . Bo co można dodać swojego po takim tekście ? Może tylko , że czytając miałam łzy w oczach . Pozdrawiam Haniu . Aromatyczna .

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Haniu!Bardzo wzruszająca historia Haniu.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze, że opowiedziałaś tę historię. Dzięki temu Janka cały czas jest z nami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Klik dobry:)
    Czasami... wśród wspomnień, przy piecu wybudowanym przez męża, na ławie zrobionej przez syna... człowiek jest mniej samotny, niż gdyby u zaganianych dzieci zamieszkał.

    Pozdrawiam serdecznie.

    PS. A kaflowe piece, to wcale nie rzadkość, Hanno. Sama mam piece kaflowe.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna opowieść i niezapomniane wspomnienia:-). Buziaczki:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wpędziłaś mnie w zadumkę...ale dobrze mi w niej...dziękuję.
    Kreślę pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna historia Haniu! ;) Ostatnio byłam w Muzeum Zofii Kossak, urok i atmosfera tego domku piękne... Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. I jej postać przy studni nie da o niej zapomnieć

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć!
    Masz Haniu "lekkie pióro". Świetnie się czyta Twoje opowiadania. Czy są prawdziwe, czy zmyślone, są piękne i bliskie w jakiś sposób nam wszystkim.
    Dziękuję:)
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj
    Dziękuję za chwile wzruszeń :)
    Pozdrawiam najpiękniej :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana Hanno:-) Masz niesamowity dar pisarski. Czytając Twoje posty ma się zawsze wrażenie, że jest się tam razem z bohaterem opowiadania. Piękna historia.
    Ściskamy serdecznie:-*) B & S

    OdpowiedzUsuń
  21. jantoni341.bloog.pl26 września 2012 22:22

    Lubię, kiedy mimo smutku,
    wszystko się dobrze kończy.
    Pozdrawiam
    LW

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękna historia:) naprawdę masz dar opowiadania:)
    pozdrawiam

    cafetime.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękne opowiadanie, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń