Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 29 listopada 2012

Morze



Pamiętam z jakim zachwytem spoglądałam na morze. Dla mnie, dziecka ze Śląska, było czymś absolutnie cudownym. Ja Hania wychowana w gęstej zabudowie familoków, podwórkach studniach i wdychająca trujące opary z pobliskich hut, nie mogłam uwierzyć, że jest coś tak pięknego, czystego i bezkresnego. Biegłam jak szalona po piaszczystej plaży, bawiły mnie bezczelne mewy i całkowicie pochłaniały cudowne zachody słońca. Gorączkowo zbierałam wyrzucone na brzeg muszelki i bryłki jantaru. Sosnowe lasy rozsiewały upajający zapach igliwia a widok kutrów ruszających na połów ryb był nie lada atrakcją. I to pozostało we mnie do dzisiaj. Ostatni pobyt nad morzem zaliczyłam 2 lata temu. Całe dwa tygodnie słonecznej aury. Spacery, spacery, wędrówki po kamiennym molo i ten nieustanny zachwyt na widok zachodów słońca. Zupełnie jakbym wróciła do czasów dzieciństwa. Łagodne fale muskały piach, w powietrzu unosiła się delikatna bryza.
Aż któregoś dnia morze się rozgniewało. Wędrowałam po plaży patrząc na  gniewne wody, które z hukiem zabierały fragmenty plaży. Padał drobny deszcz, krzyk mew stał się napastliwy a mnie w głowie ułożył się wierszyk. 

Niespokojne morze

Pomarszczona tafla morza
Fale szepczą pieśń kroplami
Niespokojne wody szumią
Obsiewając  piach muszlami

Mewy krzyczą, ciemne niebo
Pokazuje twarz niechętnie
Płacze łzami słonej rosy
Wiatr zawodzi głucho, smętnie

Niespokojne morze szumi
Ten niepokój mnie obudził
Jestem czasem jak to morze
Gniewna pośród innych ludzi.

Słowa- krzykiem białej mewy
Wiatr wiejący- zaciętością
Jak to morze gniewne pianą
Przepełniona bywam złością.

Czas przemija, wiatr już ucichł
Zachód słońca złotem krasi
Złość odeszła gdzieś w nieznane
Noc  ostatni promień gasi.

Tak się życie plecie, że zamieszkałam na Ziemi Cieszyńskiej. O rzut kamieniem od Ustronia, Wisły i Brennej. O dalszy rzut kamieniem od Koniakowa, Istebnej i Jaworzynki. Piękne tereny, szczególnie jesienią. Lubię wędrówki po górkach i mało uczęszczanych szlakach. Samych miasteczek unikam, bo wypełnione są masą turystów a ja nie lubię tłoku.
W duszy jednak ciągle gra mi szum morskich fal i zapewne tak już pozostanie. Często spoglądam na bursztynowy wisior, który dostałam od męża i wspominam, wspominam… Chyba się starzeję…. A Wy lubicie morze? 

Opowieści muszli

Poznałam morze wzburzone sztormem
I zachód słońca zdobny czerwienią
Gwiazd migotanie, lśnienie księżyca
Mój świat podwodny w czary zamienią

Wśród  morskich głębin  sekretne życie
Pośród jantaru  bryłek  złotawych
Stadko koników płynie dostojnie
Toczy się życie  swym tempem żwawym

Bierzesz mnie w dłonie, przytykasz ucho
Snuję swe baśnie wewnątrz zaklęte
Ty  zaś wsłuchujesz się w nie zachłannie
Marząc o toni podwodnym pięknie

Barwach korali, ukrytych  skarbach
Perłach , jantarze, lśniących nieśmiało
Na nic  fantazje, chciałbyś zobaczyć
Chciałbyś ich dotknąć, marzyć to mało.

Gdy mnie porzucisz na pustej plaży
To  inne dłonie przytkną do ucha
Będę znów snuła swe opowieści
Komuś kto chętnie będzie ich słuchał.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Feministka?

(google/grafika)


Zastanawiam się czy jestem feministką czy nie. I nie wiem. Wąsów nie mam, grubej Berty nie przypominam, płeć męska na mój widok nie wieje gdzie pieprz rośnie. Preferencje  seksualne  prawidłowe jak rzekłby rodak z Frondy. Dzieci posiadam i instynkt Matki Polki też. Cenię  sobie przyjaźń z mężczyznami i mimo sarkania  lubię i doceniam tę  płeć. Nie  jestem agresywna ani wulgarna, staników też nie palę, bo lubię ładną bieliznę i jest mi zwyczajnie żal pozbywać  się  pięknych ciuszków. Cynizmu nie znoszę , drapieżna nie jestem. Raczej takie połączenie synogarlicy z aniołem. No , proszę do tego skromna ze mnie niewiasta. Kariera  zawodowa jakoś mnie nie kręciła. Chyba nie jestem feministką ale…
Z drugiej  strony jako dziecko bawiłam się autkami, grałam w piłkę nożną, uprawiałam dżudo i zawód mam taki bardziej  męski. Wkurza  mnie dyskryminacja płacowa, postawa kościoła wobec kobiet i mówienie przez panów posłów i nie tylko,  co jest dla mnie właściwe a co nie, wskazywanie mi mojego miejsca w szeregu, porady kościoła, żebym milczała jak dzieje mi się  krzywda i przyjmowała to z pokorą. Denerwuje mnie  ślamazarne tempo  w jakim Państwo wspiera kobiety i  zbyt mała ilość pomocy dla matek. To może jestem feministką? 

Słucham  potwarzy i obelg pod adresem feministek i dziwi mnie jak  beztrosko panowie lubią wrzucać wszystkie poglądy do jednego worka i jak łatwo  przyklejają  etykietki kobietom. Walczy o swoje prawa-feministka, chce  legalizacji  aborcji-feministka,  gada coś o równości kobiet i mężczyzn w kościele-feministka i satanista. Dziękuję  Opatrzności, że stosy już nie płoną i że nie ma pławienia czarownic. 

Drażni  mnie swoją dwulicowością poseł  Piecha. Gorący przeciwnik aborcji, mający na sumieniu setki o ile nie tysiące przeprowadzonych zabiegów i tłumaczący się tym, że takie były wtedy czasy. Nie dla wszystkich pośle Piecha, nie dla wszystkich. Niektórzy pana koledzy nie robili skrobanek i nie słyszałam, żeby ktoś z nich był za to szykanowany. Drażnią  mnie słowa potępiające  in vitro a płynące z ust  pana czy pani mających kilkoro przychówku . Gadał  ślepy o kolorach.
 
Rozbawił mnie ostatnio (na szczęście już były poseł) Krzysztof  Oksiuta
„Rząd niewiele robi, by podnieść dzietność kobiet. A można przecież na rok zakazać sprzedaży środków antykoncepcyjnych „- napisał Oksiuta na Twitterze.
 Niezły pomysł. Proponuję wprowadzić podatek dla bezdzietnych rodzin, podatek dla singli i obligatoryjny nakaz rodzenia dzieci. Najlepiej w myśl zasady; co rok to prorok.
Kobiety w naszym kraju mają swoje problemy. Brak żłobków i przedszkoli, słabe reagowanie na przemoc w rodzinie,  słaba  polityka prorodzinna, utrudniony dostęp  do awansu zawodowego. Mówienie im jak mają myśleć i co mają czuć, to hipokryzja w najczystszej postaci.
I dalej nie wiem czy jestem  feministką  czy  nie.

piątek, 23 listopada 2012

Nie znasz dnia...

(wykop.pl)  


Czytam artykuł w gazecie i oczom nie wierzę a powinnam. Trochę już żyję w naszym pięknym kraju nad Wisłą , mało co mnie zdziwi a jeszcze mniej zbulwersuje. A tu, proszę!
Jeśli nazywasz się X i mieszkasz w mieście Y, to nie wykluczone, że nie jesteś jedyną mieszkanką o takim nazwisku i imieniu. Zdarza się? Zdarza. Żyjesz w błogiej nieświadomości o swojej wyjątkowości a tu …

Nie masz swojej kasy. Nie dlatego, że nie masz ale dlatego, że zajął ją komornik na poczet długów. Jakich długów, myślisz sobie. Trybiki pracują na maksymalnych obrotach i za nic nie możesz sobie przypomnieć o jakimkolwiek długu. Że to nie możliwe? Witaj w krainie absurdów. Możliwe.

Pani X w mieście Y(ale to nie ty) narobiła długów. Wierzyciel wystąpił do sądu.  Podaje imię i nazwisko dłużnika, bez numeru PESEL. Sąd  orzeczenie o spłacie wierzytelności wydaje z automatu. Nie sprawdza wiarygodności danych dłużnika. Prawo tego nie nakazuje, więc po co się wysilać?
Wierzyciel dysponując nakazem zatrudnia komornika. Komornik bierze się do pracy, szuka delikwenta. Jeśli mu się chce to weryfikuje dane ,bo posiada takie możliwości ale obowiązku nie ma
Jeśli zaś trafimy na leniuszka, to mamy przegwizdane. To spotkało właśnie panią X. Bingo! Trafiona , zatopiona. Blokada konta i ściąganie wierzytelności. Bo nazywa się X i mieszka w mieście Y. Komornik nie sprawdza  numeru PESEL. Że to nie jej  dług? A kogo to obchodzi? Niech ma  pretensje do rodziców czy męża, że nie noszą nazwiska Ktośupadłnagłowę. Wtedy miałaby szansę uniknięcia zawirowań..

Po otrząśnięciu się z szoku pani X rusza do walki. Monituje, prostuje i co? A nico. Żeby otrzymać swoją kasę musi założyć sprawę sądową. Nie, nie przeciw Izbie Komorniczej. Przeciwko wierzycielowi, bo to on cieszy się jej  kasą. Jak wygląda takie postępowanie mogę się tylko domyślać. Pewnie sprawę wygra ale kiedy i jakim kosztem to już inna sprawa. I pomyśleć, że wystarczyłby tylko numer PESEL do nazwiska i nie doszłoby do blokady konta niewinnej osoby.. 

Takich absurdów jest więcej. Choć życie wskazuje na potrzebę poprawy przepisów, nic się nie robi w tej sprawie. Lepiej oglądać panienki na tabletach i dłubać w nosie. Obywatel sobie poradzi. Tylko niech posłom  głowy nie zawraca, bo pracują nad dobrem kraju i na głupoty nie mają czasu. 

Jak pomyślę, że 500m ode mnie mieszka osoba o tym samym imieniu i nazwisku, to ciarki po mnie chodzą. 

Miłego weekendu i niech PESEL będzie z Wami.

czwartek, 22 listopada 2012

Taki kłopot

(grafika google)


- Witam sąsiedzie. Dawno pana nie widziałam. Co to za niewyraźna mina?
   Pogoda dokucza?
- Jaka tam pogoda, pani Haniu. Z myślami się biję i już wiem, że przegrałem.
- Niech sąsiad nie będzie takim pesymistą. O co się rozchodzi?
- Jest tak, pani Haniu. Święta się zbliżają , trzeba pomyśleć o prezentach a ja nie
  mam do tego głowy. Dzieci to nie problem ale z Henią mam kłopot.
- Prezenty? Jeszcze czas przecież.
-Tak myślałem w zeszłym roku sąsiadko i poczekałem na ostatnią chwilę. 
  Jak wspomnę  reakcję Heni na mój prezent, to jeszcze teraz mnie trzęsie. Co się 
  nagadała, co mi wypominała to jej a mnie siwych włosów przybyło, to pani powiem.
- Noooo?
- Umyśliłem sobie, że jej kupię coś praktycznego. I kupiłem  deskę do prasowania. 
Ciągle narzekała na starą. Pomyślałem, co się ma męczyć kobita. Niech ma. Schowałem ją na stryszku i czekałem. Przyszła wigilia, dzieciaki porwały swoje prezenty a ja Heni daję deskę. Poczerwieniała a ja durny myślałem, że to z radości. A ta jak się nie weźmie pod boki, jak nie zacznie marudzić, myślałem, że szlag mnie trafi. „ Jak już chciałeś mi ulżyć to samemu sobie prasuj. Musiałam czekać na wigilię żebyś mi deskę kupił?
To tak jakbym ci nowe widły kupiła  żebyś miał czym robić.” 
Prezent ma być osobisty, mówiła. No i teraz aż ciarki po mnie chodzą jak sobie o prezencie dla Heni pomyślę.

- Oj, nie popisał się sąsiad. Henia rację ma. Niech sąsiad powie, co Henia lubi, 
   czego używa, może coś razem wymyślimy.
- Jakieś mazidła ma na toaletce i po nocach mnie straszy jak je na twarz nakłada.
   Od dzieci dostała perfumy, zadowolona była a tu taka poruta z tą deską.
- Tyle lat jesteście razem sąsiedzie a własnej żony sąsiad nie zna?
- Kiedyś było łatwiej, bo szwagierka zawsze wiedziała co Henia chce ale teraz 
   się wyprowadzili i mam kłopot na głowie
   Kto by tam za kobitą nadążył, pani Haniu.
- Co sąsiad dostał od Heni?
- Narzędzia do samochodu mi dała. Niech Hania się nie śmieje, bo trafiła jak rzadko. 
   Wie, że lubię w aucie grzebać, czasem sama mi pomaga. Takich nie miałem, 
   z synami się dogadała, poradzili co i jak i dostałem. Jakbym szóstkę w totka trafił.
- No i widzi sąsiad!. Kupiła coś, co potrzebne ale też do czegoś co sąsiad lubi robić. 
   A prasowania Henia z zasady nie lubi.   
- Co prawda, to prawda.
- Może jakąś książkę jej kupić, Henia lubi czytać.
- Książkę? Bo ja wiem? OOOO!. Teraz przypomniało mi się, że Henia zbiera takie 
   albumy ze zdjęciami zabytków. Ma tego trochę ale ostatnio mówiła, że jej Krakowa  
   brak, bo album drogi i odpuściła. Może to?
- Henia to praktyczna kobieta ale i takie mają czasem ochotę na mały zbytek. 
  Sąsiad jej kupi ten album, powiem który, bo byłam z nią wtedy w księgarni.
-No i nie ma to jak z sąsiadką pogadać. Kupię, niech ma jak lubi a w przyszłym roku 
  znów do Hani przyjdę po poradę, bo ja to za kobietami nie nadążam.

wtorek, 20 listopada 2012

Śmierdzący problem



Niedługo zacznie się sezon grzewczy. Trochę mnie to przeraża. Od czterech lat mieszkam na wsi. Ktoś powiedziałby, takiej to dobrze. Nie mówię, że źle ale w zimie robi się z lekka tragicznie. Otóż nie ma czym oddychać. W powietrzu unosi się niesamowity smród. Gdy wychodziłam z Lejką na spacer, szybko rezygnowałam z tej wątpliwej przyjemności. Piesek sam uciekał do domu.
Jak to w takiej miejscowości, wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi. Wystarczy popatrzeć na smoliste, rudawe kłęby dymu z kominów. Ludzie spalają w piecach wszystko co się da. Jest to o tyle dziwne, że gmina co kwartał odbiera bezpłatnie plastiki i inne odpady. Zostawia się pełne worki i odbiera następne, puste. Mimo to, do pieców wędrują wszelkiej maści śmieci. Gmina jest niezamożna. Brak chodników przy ruchliwej drodze, rowy melioracyjne nie są czyszczone a to grozi zalaniem domostw po obfitych opadach. Nie ma dofinansowania dla osób ogrzewających domy ekologicznym paliwem. Gmina sama sobie nie poradzi.
Problem jest coraz powszechniejszy i dotyczy coraz większej ilości miast i wsi. Normy zanieczyszczenia powietrza  przekraczane są o 200, 300, ponad 400%.. Często winę za ten stan rzeczy ponosi położenie, prywatne zakłady, często przydomowe kotłownie.
W Rybniku grupa mieszkańców chce zaskarżyć władze polskie o nieprzestrzeganie dyrektywy, która obowiązuje od 2010 roku. Filtry czyszczące mające działać rok, wysiadają po 4 miesiącach. Przepisy nie regulują norm w przypadku indywidualnego ogrzewania domów. Jedyne co miasta są w stanie zrobić, to ogłaszać komunikaty o pozostaniu w domach. Na wsiach każdy liczy na swój nos. A co z tymi, którzy wyjść muszą?
Ludzie są systematycznie podtruwani, nikt z tym nic nie robi a mieszkańcy wyjeżdżając na urlopy w kraju, muszą płacić opłaty klimatyczne. Im nikt nie płaci za siedzenie w smrodzie.
Najbardziej ekologiczne jest ogrzewanie gazem. Problem w tym, że mało kogo na nie stać. Ceny pieców nie należą do tanich, o cenie gazu nawet nie wspomnę Podobnie mają  się rzeczy z cenami pieców i cenami  eko-groszku. I pewnie tu jest pies pogrzebany. Nie ma żadnych ulg. Ludzie ogrzewają się  paląc mułem. Bo najtańszy. Palą plastiki bo oszczędzają nawet na mule. I tak to się kręci. A jak jest u Was?

czwartek, 15 listopada 2012

Cofnąć czas, cofnąć słowa



Są 4 rzeczy których nie można cofnąć. Kamień..., który został rzucony. Słowo...,które zostało powiedziane. Okazja ... której się nie wykorzystało. Czas... który przeminął.
(Krystyna Janda, Różowe tabletki na uspokojenie)


Człowiek znajduje  się w oku cyklonu nazwanego życiem. Doznaje uczuć i emocji, które targają nim  niczym  wiatr banderą. Często nie ma czasu zastanowić się nad własną reakcją. Pięknie jeśli  spotykają go miłe wydarzenia, gorzej gdy te przykre. Każdy z nas znalazł się zapewne  w sytuacji  kiedy wypowiadał jak mantrę życzenie - gdyby tak można było cofnąć  czas….lub słowa. No, cóż. Gdyby to było możliwe, to  staruszek  czas  nigdy  nie  wyrósłby z okresu niemowlęctwa a ludzie  pozostaliby  niemi  do końca  swoich dni. Człowiek  rodzi  się  do  popełniania nieustannych   błędów ale i do dokonywania genialnych posunięć.  Dziwna, złożona  istota obdarzona  rozumem a używająca  go bardzo oszczędnie, przynajmniej  w niektórych sytuacjach. Często jego postępowaniem kieruje przypadek . Bezmyślność  prędzej czy później się zemści, zemsta smakująca  jak ambrozja  z czasem traci smak a  gniew czy frustracja są  bronią zwróconą przeciwko sobie. Jesteśmy tylko ludźmi. Poddającymi  się nastrojom, dającymi  upust uczuciom. Czasem  wykrzyczymy  w gniewie słowa,  które  zaciążą na naszym sumieniu na długie lata. Słowa mające kogoś celowo  zranić czy  upokorzyć. Czy daje to ulgę?  Być może. W  danym  momencie , wobec  osoby, która wydaje się być naszym  wrogiem, bądź jest nim w istocie. Jeśli  się mylimy i czas weryfikuje przykre fakty, to choć często uzyskujemy  przebaczenie,  to i tak  prędzej czy  później  do  głosu dojdą wyrzuty  sumienia.  Słowa  są  potężną siłą. Mogą człowieka wznieść w  przestworza ale też i wepchnąć  w czeluść piekielną. Kierują całym naszym  życiem.. Coś  niewidzialnego, coś czego nie  można dotknąć, ma siłę rażenia najpotężniejszej  broni. A  jak  pokazuje historia, człowiek zabawia się bronią jak małpa karabinem. Bezmyślnie i chaotycznie a efekt bywa nieprzewidywalny. Ponieważ wyjeżdżam na weekend  to zostawiam Wam wierszyk.




Nalej  przyjacielu  złocistego rumu
Niech zaszumi w głowie, pozbawi rozumu
Nalej przyjacielu, śpiewajmy do rana
Niech ten napój Bogów ciurkiem leci z dzbana.


Na bok wszelkie troski, małe utrapienia
Nalej przyjacielu, niech nam świat się zmienia
Niech odzyska barwy i skryje kłopoty
Nalej przyjacielu, niech zginą tęsknoty.


Niech rozkoszny szmerek rozlegnie się w głowie
Pijmy przyjacielu za to nasze zdrowie
Kiedy dzban już pusty a na dnie kropelka
Rum nam wywietrzeje, minie radość wszelka.


 


poniedziałek, 12 listopada 2012

Spacer i smuteczki



W niedzielę pojechaliśmy na małą wycieczkę. Pogoda  piękna, natura wzywa, żyć nie umierać. W lasach liście wabiły cudownymi barwami, spłoszyliśmy 3 sarenki. Odeszły na bezpieczną odległość i nadal się wypasały choć jedna z nich patrzała czujnie w naszą stronę. To już chyba ostatni tak piękny dzień jesieni.



A dzisiaj…
Dziadek zachorował. Obserwuję go od dłuższego czasu i widzę, że niknie. Jest coraz szczuplejszy, choć apetyt ma niesamowity. Coraz słabszy, choć się nie poddaje. Siedziałam u niego prawie cały dzień. Wspomina a ja słucham. Zabawiam , żeby zapomniał o dolegliwościach a w duszy czuję niepokój. Opowiadam co czeka nas na wiosnę, mówię o wspólnych planach. Uśmiecha się tylko ale w oczach widzę smutek. I to mnie najbardziej martwi. Oprócz niego, nie mam tu prawie nikogo. Właściwie tylko z nim utrzymuję bliski kontakt. To ostatni z braci mojego nieżyjącego już Teścia. Lubi jak zwracam się do niego Dziadek i tak też robię, choć właściwie jest moim Ujcem jak to tu mówią.
Pogoda też nie nastraja optymistycznie. Ponura i deszczowa. Nad stawem unosi się mgła, czasem słychać plusk ryb. Poodwiedzam teraz Wasze blogi, poczekam na powrót męża a wieczorkiem skoczę zobaczyć jak ma się mój podopieczny. Oby lepiej. Twardy z niego człowiek, całe życie ciężko pracował ale dobry humor go nie opuszczał. Nie miał łatwego życia i dopiero  teraz „na stare roki”  jak mawia, jest mu dobrze. Chociaż tyle i aż tyle.

Pozdrawiam Was serdecznie.


Panta rei, wszystko płynie,
Czas, obłoki, bystra woda
Gdy przeglądasz się w jej źródle
Myślisz czasem ,trochę szkoda.

Czas miniony, teraźniejszy
Tak upływa z każdym rokiem
A ty patrzysz w źródło wody,
Ścigasz nurt jej łzawym wzrokiem.

Woda szumi, bystro płynie
Ona nie ma wspomnień wcale,
Ty człowieku nad nią siedzisz
I z goryczą szepczesz  żale.

Chciałbyś czasem tak jak ona
Pędzić wartko bez postoju,
chciałbyś lecz nie możesz płynąć,
życie nie da ci spokoju.





czwartek, 8 listopada 2012

Trochę tego i owego




Mija kolejny dzień, za oknem już ciemno i wieje wiatr. Dzień podobny do dnia, nic się nie dzieje. Dziś odwiedziły mnie sikorki. Nasypałam ziaren słonecznika i siemienia lnianego. Zaroiło się od ptasich przybyszów. Zanim pobiegłam po aparat ostały się tylko dwa ptaszki. Nie wiem dlaczego powiedzenie „ptasie móżdżki” ma zabarwienie negatywne. Toż to mądre stworzonka. Wypatrzą jedzenia, figlują, sprzeczają się ze sobą a czasem o zgrozo stają do walki. Jedna z sikorek przysiadła na parapecie i przypatrywała mi się kręcąc łebkiem. 



Mam w ogrodzie zaprzyjaźnioną parkę kosów. Jak tylko zaczynam kopać grządki, skaczą wokół mnie i wypatrują dżdżownic. Nie boją się. Zimą staram się zapewnić im jabłka i owoce aronii. Potrafią wskoczyć mi na ramię i zaraz uciec na bezpieczną odległość. Dzisiaj spacerowały po alejce pomiędzy tujami. Wyszłam przed dom i już były w pobliżu. Lejka  udaje, że ich nie widzi. Przycupnęła na wycieraczce przed drzwiami i wyraźnie lekceważyła skrzydlatych gości. A właśnie Lejka. Mam problem. Wzięłam ją ze schroniska 3 lata temu i nie mogę się zebrać w sobie i poddać ją sterylizacji. Jest pilnowana i młodych nie będzie ale podobno ze względów zdrowotnych, lepiej byłoby ją poddać temu zabiegowi. Ewentualny termin –wiosna przyszłego roku. Mam o czym myśleć.



Polityka mnie nie rusza, no może za wyjątkiem wypowiedzi posła brzmiącej:

„Zgwałcone kobiety nie powinny mieć prawa do aborcji, bo każda zdrowa, normalna kobieta kocha swoje dzieci bez względu na to jak zostały poczęte”.

Nie będę chyba złośliwa przypominając, że jeszcze pozostała furtka, którą zastosował swojego czasu Himmler. To  „Lebensborn”. Kto nie pamięta co ten termin oznacza, niech zerknie do Googla. Gwarantowałby wysyp „prawdziwych” Polaków i to przy całkowitym zakazie aborcji. Przecież nieważne jak będą poczęte dzieci, ważne żeby były.

Sami widzicie, że oglądanie ptaszków jest przyjemniejsze niż czytanie prasy i słuchanie idiotyzmów polityków.

Dziękuję Ozonko i Thunderstorm za wyróżnienia. Nie ukrywam, że mnie ucieszyły.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Utopiec



Wróciłam  wczoraj wieczorem. Wyjazd niespodziewany  ale konieczny. Brak dostępu do netu dopełnił reszty. Nareszcie jestem w domku. Przepraszam za brak info.
 
 Piękny , ciepły wieczór. Postanowiłam pójść nad staw. Zmrok spowił całą okolicę a ja usiadłam na maleńkim molo. Otulona szalem, wpatrywałam się w  taflę wody.  O dziwo, niebo było bezchmurne i pełne gwiazd. Czasem  w ciszę wkradał  się cichy plusk i lekki wiatr poruszał szuwarami. Lubię takie wieczory. Chciałam pozbierać myśli. Już miałam opuścić swoją Wyspę Dumania ,gdy na kępce wyrastającej ze środka stawu usłyszałam jakiś ruch. Zobaczyłam kręgi wody rozchodzące się wokół czegoś , co płynęło w moją stronę. Jak nic, to na pewno utopiec. Dojrzał zbłąkaną duszyczkę i ruszył na łowy.
Robiąc panicznie rachunek sumienia, żałując za grzechy, których mam w bród, zaczęłam  z wolna się  wycofywać. Gdy w niemałej już panice przedzierałam się przez krzewy, gałęzie  wplątały mi się we włosy. Strach jednak dodaje sił. Kiedy wreszcie stanęłam przed domem, serce biło mi jak szalone. Trzasnęłam drzwiami i myk do pokoju.

A tam:

- gdzie się włóczysz po nocy?
-coś taka zdyszana?
- o matko, co twoimi włosami?
- ducha zobaczyłaś?
- UUUUtopca -  wykrztusiłam.
- I nie złapał cię? Właściwie to mu się nie dziwię, już wyglądasz jak nieboskie stworzenie a utopiec gust ma. 
Słyszałem ponadto, że w dziewicach gustuje a jak już mężatka wpadnie mu w oko, to musi być grzeszna i występna. Jesteś?
-Noooo, hmmmmmm, eeee. W życiu!

Uzbrojeni w latarkę poszliśmy na zwiady. Minęłam krzaki i nagle fruuuu, coś uciekało spod moich nóg.
- Masz swojego utopca! Kaczka. Pewnie szczur wodny ją przegnał z kępy.
- Taaa. Akurat. Ja swoje wiem. To był utopiec , tylko w świetle latarki zmienił się w kaczkę.
-Szkoda, że nie w złotą rybkę. Kumulacja w totka czeka.

Dziękuję Ci 3x L  za nagrodę.


Odpowiedzi na pytania

1. Ulubiony kolor - lawenda
2. Czytasz książki w wannie- tak
3. Lubisz wstać kiedy świt czy wylegiwać się do późna- jestem skowronkiem
4. Spoglądasz czasami w niebo – bardzo często
5. Odpoczywasz w ciszy czy przy głośnej muzyce- przy cichej muzyce
6. Jaką czekoladę jadasz najchętniej - gorzką
7. Czy zapominasz czasami o czymś- często
8. Punktualny/a czy spóźnialski/ska - punktualna
9. Ulubiony zwierzak- koń, pies, kot
10. Ostatnia podróż – Zabrze, Bytom – właśnie wróciłam
11. Czy boisz się latać – tak, niestety

Pozdrawiam Was serdecznie