Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Sprawa intymna

(Demotywatory.pl)



Oj, rozbawił mnie rzecznik kieleckiej kurii.
Na pytanie o dochody z kolędy stwierdził, że to intymna sprawa kościoła i kwestiach finansowych potrzebny jest pewien takt. Nie mogłam uwierzyć w to co przeczytałam. A co z intymnością wiernych w sprawach seksu i prokreacji? Czyżby pytanie o dochody było bardziej intymne niż pytanie o stosowanie środków antykoncepcyjnych? Rzecznik ogłosił, że  pytanie o dochody kościoła na zachodzie nie ma miejsca. Albo się niechcący pomylił albo skłamał. Zarówno w Niemczech jak i w innych krajach dochody te są podawane  do wiadomości wiernych i skrupulatnie rozliczane. Rozbawiły mnie słowa : ” O finansach parafii ma prawo wiedzieć wspólnota ją tworząca, a nie prasa. Jeśli ktoś z wiernych chce się dowiedzieć, ile udało się zebrać z kolędy, wierzę, że nie będzie miał z tym większych problemów.” Już widzę kolejki chętnych ustawiających się pod drzwiami kancelarii parafialnej. Na szczęście nie wszyscy księża podzielają takie stanowisko i część z nich udostępnia te intymne dane swoim wiernym.

Kolęda- szybka modlitwa, pytanie  o rodzinę, jeszcze szybsze błogosławieństwo i tyle. W sumie 10 minut.. I tak zmieniło się wiele na lepsze. Zaprzestano wymogu podpisywania koperty z datkiem, co kiedyś było niepisanym obowiązkiem.  Zaprzestano do niej zaglądać w obecności darczyńcy i kwitować datek uśmiechem lub…grymasem. Nikt też nie pyta  o wysokość nędznej emerytury czy takież zarobki. Teraz wiem dlaczego. Bo to sprawa intymna. Nikt nie wyciąga ręki po kopertę. Czeka aż zostanie ona wręczona.  Poprzednio należałam do diecezji gliwickiej i tam zamiast koperty proszono o składanie ofiary w kościele. Kto chciał ten wrzucał datek do kościelnej skarbonki, bez poczucia wstydu czy zażenowania.

 Poszerzają się granice parafii, przybywa drzwi otwartych na wizytę księdza. A czas nie jest z gumy. Stąd szybkie, powierzchowne wizyty i brak rozmów z wiernymi. Stąd też taki odbiór kolędy. Szast, prast i następne drzwi. Księża nie znają swoich parafian, nic nie wiedzą o ich problemach i kłopotach. Czasem moralizują ale to coraz mniej wzrusza wiernych. Religia swoje, życie swoje. Nie razem a obok. Wszystko staje się powierzchowne. Odbębnione, zafiksowane w kartotece parafialnej. Tylko człowieka w tym nie widać. Mam wrażenie, że sacrum zamienia się w profanum.

42 komentarze:

  1. Dzień dobry w nowy dzień
    i cały tydzień
    oby był każdy dzień szczęśliwy
    i zdrowy.
    Serdecznie pozdrawiam
    i ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...modny i nośny temat ostatnimi czasy na blogach, zatem zacytuję sama siebie......moim zdaniem powinno się w polskim KK wprowadzić zwyczaj jaki panuje w KK w USA...tam wierni ustalają z ks. termin wizyty, a ks. się dostosowuje, poza tym wizyta duszpasterska nie jest ja u nas obowiązkową...kto chce, pragnie, odczuwa potrzebę ks. zaprasza, kto nie...nie jest wyklęty i nie ma nabazgrane w kartotece...i to mi się podoba...nic na siłę! No i sprawa datku, nie ma czegoś takiego...wierni składają go jeśli chcą w kościele... i to co piszę jest prawdą, mam znajomego ks. pełniącego posługę od ponad 20 lat w jednym ze stanów USA.
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas takiego zwyczaju zapraszania księdza do domu nigdy nie będzie z racji tego, że na 100 rodzin zaprosiłby go może 2-3 góra 5.

      Usuń
  3. zgadzam się, dlatego przez takie powierzchowne traktowanie wielu ludzi odwraca się od kościoła- ale jeszcze 2 lata temu ksiądz pytał o zarobki... a teraz jak jest nie wiem- kolędy nie przyjmuję. Ale to taka indywidualna sprawa w sumie. Pozdrawiam, lubię Panią czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już dawno nie przyjmuję księdza. Moje drogi z kościołem rozeszły się dawno temu. Instytucji mówię stanowcze nie. Szczególnie tej naszej, polskiej. Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie miałam w sobotę kolędę , ostatnie dwa lata nie przyjmowałam księdza bowiem nie było mnie w tym czasie w Polsce. Był bardzo miły ksiądz, bardzo taktowny i zbytnio nie wypytywał ,wnusia trzylatka nieufna do ludzi od razu się uśmiechnęła i powiedziała jak ma na imię.Nie spieszył się miał czas na rozmowę i widziałam , że jeszcze by dłużej posiedział ale czas gonił. W naszej parafii ksiądz mówi ile zebrał na kolędzie. Mam wiele zastrzeżeń jeśli chodzi o kościół w ogóle w Polsce i ogólnie ale wiem ,że nie zniosą celibatu, ze nie opodatkują wiernych chcących należeć do danego kościoła a szkoda bo wyszło by to na dobre kościołowi. pozdrawiam i serdeczności zostawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Może rzecznik kieleckiej kurii od razu przelicza dochody na dziwki i stąd ta intymność??? Osobiście uważam, że bardziej intymne, choć równie ciekawe, byłoby pytanie o średnią wagę i nadwagę członków episkopatu.

    OdpowiedzUsuń
  7. ...Zarówno w Niemczech jak i w innych krajach dochody te są podawane do wiadomości wiernych i skrupulatnie rozliczane..... chyba nie rozumim ???? mieszkam w niemczech i nie znam tego, co nie wykluczone ze byc moze w jakim tam wojewodztwie tak jest,u mnie trzeba sie okreslic jakiego sie jest wyznania i od tego sa pobierane podatki, po koledzie chodza tylko dzieci z puszka na cele harytatywne. W polsce przypuszczam jeszcze jest sporo ludzi ktorzy sie wstydza nie podejmowania koledy choc pewnie sa przeciwko niej, mnie koledy zawsze denerwowaly nigdy nie wiedzialam o czym mam z ksiedzem rozmawiac a jeszcze bardziej mnie denerwowalo to wypytywanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz "religia swoje, a życie swoje", a ja bym dodała także: życie swoje, a Kościół Katolicki nadal w średniowieczu.
    Znałam kilku naprawdę dobrych księży i ich szanuję i chętnie bym z nimi porozmawiała na różne tematy, ale niestety nikt mnie już nie namówi na powrót na "łono KK"? To nie jest równoznaczne z tym, że nie wierzę w Boga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przyjmuję księdza - nie znoszę gdy ktoś kto nie ma swoich dzieci i nie żyje w małżeństwie mnie poucza. Coraz częściej przyglądam się znajomym, którzy są luteranami i zaczynam skłaniać się ku przejściu do nich. Niewiele różni się to wyznanie od katolickiego a najważniejsze, że nie ma tam takiego zakłamania, mamony i wtrącania się w osobiste życie parafian. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. To zależy gdzie i jaki ksiądz...

    OdpowiedzUsuń
  11. Doświadczyłam takiej intymności sporo lat temu jak ksiądz kazał zadeklarować sumę miesięcznych wpłat na budowę plebanii. Nie zrobiłam tego i była to ostatnia wizyta księdza w moim domu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Intymne? A może ktoś tu ma coś do ukrycia, bo jak nie ma nic do ukrycia to w czym problem. Przypomina mi to księdza z mojej dawnej parafii. Strasznie się oburzał na pytania o forsę na budowę kościoła. Okazało się, że miał kosztowne hobby: karty i markowe motocykle.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dyżurny temat coroczny. a spróbuj napisać coś pozytywnego na temat kolędy i wizyt duszpasterskich. Zadziobią...

    OdpowiedzUsuń
  14. ...co łaska ale nie mniej niż...dajemy dużo,kościół jako instytucja ma się w naszym kraju dobrze a duchowni obrastają tłuszczem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Temat rzeka: "Finanse Kościoła". Kolęda, może i była kiedyś odwiedzinami duszpasterskimi? Dzisiaj w dobie totalnego zakłamania i hipokryzji "urzędników" kościelnych, straciła swój sens. Nie jestem religijny i na temat wymiaru duchowego nie wypowiem się. Samo zwyczajowe przyjmowanie tych odwiedzin, chyba, mija się z sensem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hanno, trafnie to opisałaś. Mam podobne odczucia, dlatego od kilku lat nie przyjmuję kolędy. Tak naprawdę księdza nie interesują problemy wiernych, gdy musi wejść do kilkuset mieszkań. Najważniejszą rzeczą jest zabranie koperty, kolęda to dla parafii finansowe żniwa.

    OdpowiedzUsuń
  17. Piszesz, że "przybywa drzwi otwartych na wizytę księdza". U nas odwrotnie przybywa dni zamkniętych. Coraz mniej ludzi przyjmuje księdza. A to, że nie ma czasu na rozmowę, to fakt.

    Ściskamy najserdeczniej:-*) B & S

    OdpowiedzUsuń
  18. Serwus Haniu.
    Moja intymność od lat taka sama jak i jego nigdy nie zapraszam od lat,
    przez co nie muszę mu odpowiedać co u mnie słychać w ramach intymności
    i nawet nie wiem jak wygląda, bo wcale mnie to nie ciekawi.
    Pozdrawiam i buźka Włodek

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziś obserwuje się w ogóle powierzchowność relacji międzyludzkich,mysle,że to staje się swoistym signum temporis wspołczesności:)Nie mam jakichs szczególnych oczekiwan co do kolędy ,nie traktuję jej na zasadzie "odbębnienia",a raczej miłej ,towarzyskiej kawy.Od zawsze trafiam na inteligentnych księzy - oczytanych,bywałych w świecie,nowoczesnych..,z ktorymi bez najmniejszego problemu znajduję wspólny język.
    Najbardziej jednak sobie chwalę aktualnosci parafialne on-line - internetowy grafik wizyt duszpaszterskim i możliwość umówienia na konkretny termin wizyty duszpasterskiej za pośrednictwem e-maila:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Odm dawna nie przyjmuję księdza w domu. Od czasu , kiedy się dowiedziałam, że każda rodzina ma założoną swoją kartotekę. Kościół przez lata zmienił się na gorsze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. A wiesz, ze u klarki był poruszany temat kolędy. Była również mowa o nagonce na Kościół w momencie, kiedy ktoś odważył się wyrazić swoje , niezbyt pochlebne zdanie o księżach. To, co opisujesz jako o zmianie na lepsze, powinno być, moim zdaniem, regułą. I tak dobrze, że to się, zmienia w tym kierunku.:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak teraz to wszystko inaczej ,ja mam kolende 20 stycznia ,zobacze co u mnie sie zmieniło od zeszłego razu ,

    OdpowiedzUsuń
  23. Może nie tyle drzwi są coraz szerzej otwierane i le jest ich coraz więcej, tych kościelnych. U mnie jest już dwanaście kościołów a w planie są następne. To i koperta musi być zasobniejsza żeby je utrzymać. Sprawa intymna, fajne określenie. Muszę zacząć je stosować - przed domowym komornikiem:-)
    Pozdrawiam serdecznie. Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie wiem jak było i jak jest jeśli chodzi o kościół katolicki, choć częściej negatywne głosy zewsząd płyną niż te pozytywne...Ja od lat mam normalną kolędę, oczekiwaną, przegadaną...Ale też i ksiądz normalny- ma żonę dzieci, więc wie o czym mówi :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja na tą intymność księży mam sposób, po prostu ich nie przyjmuję od jakiegoś czasu.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę pisała dlaczego, bo to dla mnie sprawa... intymna :)

      Usuń
  26. Przybywa drzwi otwartych ?, kiedy będzie wreszcie odwrotnie? Kiedyś dziesiątki lat wcześniej, był taki ksiądz, który wybierał kilka domów. Najbiedniejszych. Do nich szedł na kolędę z podarkami, z dobrą nowiną. Dzisiaj? ha, ha. Biedne omija, idzie do tych "na poziomie" owszem, porozmawia nawet i pożartuje, by pokazać jaki to fajny gość z niego. To najbardziej "mordercze wysiłki" tych panów, by zebrać kasę i niekiedy załatwić to i owo.Taki mają prykaz. Osobiście uważają, że to "kasa" ma sama przychodzić do nich co miesiąc, regularnie od parafian.:) Miłego... :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bo prawda jest chyba taka Haniu, że ta czarna mafia dba teraz tylko o wpływy i pieniądze. Nie mogę powiedzieć, że wszyscy księża tacy są, bo niektórzy naprawdę są dobrymi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj Haniu! Oni lubią być bogaci.Oni lubią przepych. W proteście do Lichenia nigdy nie pojadę.Nie mówię, że wszyscy tak mają, bo są księżą z powołania, chociażby ten co szkołę uratował.Pisałam o tym.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Klik dobry:)
    A może i my zacznijmy traktować dochody intymnie? Ciekawe, co by na to Urząd Skarbowy powiedział? :)))

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wolałabym, aby formuła kolędy była zupełnie inna, niż jest u nas: księża powinni uzgodnić termin takiej wizyty duszpasterskiej( aby nie kolidowała ona z naszymi obowiązkami zawodowymi i wcześniejszymi planami), a druga sprawa...podczas wizyty duszpasterz nie powinien brać pieniędzy...to tak, jakby gość przyszedł do naszego domu i żądał za to zapłaty. Pozdrawiam gorąco:-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Haniu, miałam kolędę w sobotę!
    To był wyścig czasu. Chłopcy już nie śpiewają. Ksiądz szybko odprawił modlitwę. Zapytał czy mamy jakieś problemy, uwagi. Nie mieliśmy możliwości odpowiedzieć, ponieważ od razu powiedział, że bardzo mu się spieszy. Musi pomóc proboszczowi. A proboszcz, okazał się jeszcze lepszym "perszingiem".
    Koperta i do widzenia.
    Oczywiście musieliśmy wcześniej wyjść po niego. Wyszłam z domu nagrzana i złapało mnie przeziębienie.
    Wiem jedno, zachowują się gorzej jak w magistracie.
    Kościoły pozamykane. W mojej parafii jest ich 9
    Kończę temat, to wszystko jest denerwujące.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie miałam dotąd możliwości życzyć Ci zdróweczka i wszelkiej pomyślności w tym roku, więc czynię to teraz. Wszystkiego Najlepszego i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kto ma księdza w rodzinie, z głodu nie zginie

    Pozdrawiam Haniu Ciebie,dziadka i męża w gipsie,lecę dalej "po koledzie":))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  34. przyjmuję księdza, kiedy jestem w domu, ale nigdy nie wiem, kiedy przyjdzie, więc to raczej takie przypadkowe spotkanie. Ksiądz stara się być miły, zagaduje grzecznie, ale widać, że jest to sztuczne i udawane zainteresowanie, na odpowiedzi raczej nie czeka, mając nadzieję na szybkie zakończenie i pójście dalej.

    OdpowiedzUsuń
  35. Och, aż mnie świerzbi ręka... Ale Ty już wiesz - wszystko na temat kolędy napisałam u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Hanno, zgadzam się w 100% z ostatnim zdaniem Twojego tekstu.
    Serdeczności pozostawiam.

    OdpowiedzUsuń
  37. witaj, haniu.
    ja zwyczajnie nie przyjmuję księdza. nie mamy wspólnych tematów.
    pozdrawiam zimowo:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Jeden posiłek - tyle właśnie może zjeść buddyjski mnich każdego dnia, a wszystko to powinno pochodzić z darów. Rzeczy osobistych też mają bardzo niewiele. Wartości duchowe i materialne niewiele mają ze sobą wspólnego. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  39. Kwintesencja doskonala. I ja tak myślę, choc żal.... Pozdrawiam,:))

    OdpowiedzUsuń