Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

środa, 1 maja 2013

Czas



Upływa tak szybko. Jeszcze nie tak dawno na okolicznych polach i w ogrodzie gościła zima.
W ostatni poście wspomniałam o księżycu. Jego zmartwiona buźka zapowiadała deszcz. No i pada. Zieleń nabrała szmaragdowej barwy a za płotkiem stoi obsypana kwieciem czereśnia. Cudowna jest. Spoglądam na nią i myślę o spracowanych rękach , które posadziły ją wiele lat temu. Rękach mojego nieżyjącego już teścia. Spoglądam na marszczące się wody stawu nad którym tak lubił przesiadywać. Coś odeszło, coś zostało. Nasz stryj  pieszczotliwie zwany dziadkiem, skończył 83 lata. Tak bardzo lubię z nim rozmawiać. Nigdy na nic się nie skarży i każdy dzień wita z radością. Jest wdzięczny losowi za to, że jeszcze jest, za deszcz, śnieg i pojedynczy promyk słońca. Docenia czas, pewnie to przychodzi z wiekiem.
Ciekawe jak upływ czasu wpływa na człowieka. Latka lecą a w duszy często wiosna.40, 50 i za chwilę, może dwie, 60- tka. Spoglądam w lustro, widzę zmarszczki i myślę, że życie nie szczędziło mi radości ale też i smutku. Jak każdemu z nas. Pogodzenie. To najlepsza recepta na upływ czasu ale nie na życie. Pochwycenie swojego losu i próba pokierowania nim jak najlepiej i pełniej. Można pozwolić nieść się życiu ale czasem trzeba zawalczyć a przynajmniej próbować. Bywa, że los wyrywa ster z ręki, człowiek miota się na wszystkie strony pragnąc przybić bezpiecznie do przystani. Dla każdego z nas jest ona pewnie czym innym.
Lubię zapach mocniej kawy o poranku. W całym domu panuje cisza, Lejka siedzi za moimi plecami i ziewa. Śmieszny z niej piesek. Wystarczy, że nie ma mnie pół godziny a taszczy na kanapę moje kapcie. Gdy nieobecność się przedłuża to z przekorą wkłada miseczkę z wodą do miski z pokarmem a później udaje niewiniątko. Kiedy mąż wraca z pracy psinka biegnie jak szalona w stronę bramy. Powitanie jest gorące i w nagrodę może podjechać z wielką pompą pod dom.
Gajka rośnie i w czerwcu skończy 2latka. Nasza wnuczka, wiecznie uśmiechnięty promyczek. Nie widuję jej tak często jakbym chciała, cóż odległość robi swoje.
Jutro Was odwiedzę. Dziękuję za komentarze i pamięć. A na deser wierszyk.

Sen

Noc  zapadła ciemna , rechot żab za oknem
Senność się  zakrada  cichutko na palcach
Wiatr gwiżdże żałośnie i snują się cienie
Zasypiam nie chcąc tej senności zwalczać.

W swoim śnie płynę wysoko w przestworza
Obłoki mnie wabią lekkością w przestrzeni
Słońce opromienia, lot ptaków swobodny
Jakże bym  chciała w ptaka się zamienić.

Wystarczyłby wtedy mały łyczek wody
Okruszyna chleba i promienie słońca
Zostawić za sobą to co   w życiu boli
Zachować  beztroskę i śpiewać bez końca.

Za oknem już świta, budzę się powoli
Kos przeciągle gwiżdże w plątaninie krzewów
Wstaje wczesny ranek , dzień przynosi nowy,
Dzień  pełen nadziei, pełen ptasich śpiewów.