Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 września 2013

Ach, ta dieta



- Hej sąsiedzie. A skąd ta gradowa mina w ten słoneczny dzionek?. Stało się coś?
- Ano, stało pani Haniu.  A było to tak:

Lubię ryby i ich dzwonka
Lecz pociąga mnie golonka
Ta wędzona, gotowana,
trochę  i ta peklowana
Ta golonka do mnie kwili
Powiem to bez zbędnej chwili
Tak rajcuje mnie kruchością,
Że zajadam się z lubością.
Może to i z racji wieku
Siedzi takie coś w człowieku,
Że tłuściutkie je z radością,
Powiem więcej, że z miłością.
Powiem także bez podtekstów
Więcej mięsa a mniej seksu
Chociaż zmysły seks porywa
Do golonki nie umywa.
Nie ma tutaj gry przedwstępnej
Nie ma gadki nadaremnej
Jest przyjemność i ekstaza
Co się w seksie rzadko zdarza.

- Żyłem  tak sobie spokojnie i nie spodziewałem się  piekła  jaki mi Henia zafundowała. I jest tak, pani Haniu:

Żona mnie na dietę wzięła i życia już całkiem nie mam. Nic tylko ryby i rybki a na dodatek sama zielenina. Mówię jej, Henia a czy ja koza jestem? Golonki byś dała albo żeberek. Przez tę zieleninę to już niedługo beczeć będę. A ta nic, pani Haniu. Na rybki to jeszcze bym się zgodził bo rybka lubi pływać ale nie w tym co mi Henia daje. Piwko, setka to rozumiem ale żeby sok z jabłek czy aronii?  A wszystko przez ten cholesterol , co to wszyscy o nim mówią a nikt go nie widział.
Co za czasy, pani Haniu. Mój starzyk całe życie tłusto jadł, gorzałeczki nie odmówił a zmarło mu się jak 90- tkę skończył. Henia mówi, że kiedyś to inny materiał genetyczny był, te następne pokolenia  to same mimozy  i karmi mnie tymi rybami. Jak nóżkę z kurczaka usmaży, to święto mam. Ciśnienie też podobno nie bardzo ale jakie ma być jak popatrzę w talerz i krew mnie zalewa? Do tego już doszło że chciałem wyjąć Reksiowi z miski kość , piękna była, obrośnięta mięskiem ale nie dał cwaniak. Szkoła Heni, mówię pani.
- Niech tak sąsiad nie narzeka bo Henia dobrze chce. Sama na diecie jestem to wiem.

- E, tam. Nie widzę żeby sąsiadka ciałko straciła a mnie już 8kg ubyło i portki nowe musiałem kupić. Mnie się wydaje, że Henia chce mnie albo odmłodzić albo wykończyć. Niby kocha ale kto by tam za kobietą trafił. Patrzy na nasze stare zdjęcia i mówi „ no jeszcze trochę i będziesz jak za młodu”. Hania wie, roboty mam przy gospodarstwie sporo a Heni jeszcze mało. Rower mi kupiła i każe ze sobą jeździć po polnych drogach. Skaranie mam z nią, tyle Hani powiem. No dosyć tego gadania, pora na zieleninę. I jak tu żyć, pani Haniu, jak tu żyć?
A Reksowi tej kości to nie daruję.

sobota, 28 września 2013

Promyk



Szukałam go od dawna. Wokół siebie, zerkając w pochmurne niebo pomiędzy srebrnymi świerkami. Wśród kwitnących kwiatów i bujnej zieleni traw. Nadaremno. Ołowiane chmury zasnuły horyzont, wiatr nieubłaganie zginał listowie ku ziemi. Fale marszczyły taflę stawu przeganiając rozgniewane kaczki. Deszcz przybierał na sile.
Dusza zamknięta w skamieniałym zdawałoby się sercu. Kiedy już wydawało się, że moje poszukiwania spełzną na niczym , dostrzegłam go. Był tak blisko. We mnie. Promyk nadziei. Błysnął, rozgrzał swoim światłem i otulił ciepłem. Czasem tak niewiele trzeba żeby go dostrzec. Otworzyć serce, odrzucić udrękę i zrozumieć, że życie to dar.
Człowiek jest jak skała. Poraniona , popękana, czasem samotna ale przecież twarda. Może się i łuszczy, może i jest zaznaczona korytarzami wydrążonymi przez krople ale nieustępliwa. Czasem skąpana w deszczu a czasem ozłocona promieniami. Przyjmuje to co daje kapryśna aura.
Jest jednak coś co może tę skałę skruszyć. Drugi człowiek. Bezwzględny i okrutny. Nie oglądający się na nic. Trudno z nim walczyć i bywa, że skała rozsypuje się w stertę drobnych kamyków.  Ale i wtedy jest nadzieja, bo choć skała nie jest już monolitem, to przecież nadal jest. Inny człowiek może wziąć garść tych kamyków i ogrzać je w swoich dłoniach.  I znowu pojawi się  promyk w każdym z nich. Nadzieja. Jak dobrze, że jest. Może i naiwna, może tymczasowa ale dająca siłę. Bo cóż bez niej  warte byłoby życie ? 

Dziękuję za ciepłe słowa i pamięć. Były i są dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam Was serdecznie  

Nadzieja

Oczy często żalu pełne
Smutek je napełnia łzami
Człowiek chwieje się na wietrze
I za słabość swą się gani.

Kiedy sił mu brak tak często
Kiedy poddać się już pragnie
To światełko widzi w mroku
Chwyta mocno, nie przepadnie.

Drżące palce niespokojnie
Tańczą tuląc ognik tlący
Baczą by nie uciekł  w mroku,
Człowiek tak nadziei chcący.

Chociaż może tylko zwiewna
Może tylko jest muśnięciem
Chciałby ją zatrzymać  w sobie
Łzami, siłą czy zaklęciem.

Daje ciepło, błysk radości
Przebijając się przez chmury
Mając w sercu, mając w duszy
Człowiek chce przenosić góry.